[WYWIAD] Helaine Vis: Pisanie piosenek jest dla mnie jak terapia

”To, o czym piszę jest bezpośrednio związane z tym, co dzieje się w moim życiu – mojej głowie, sercu… Pisanie piosenek jest dla mnie jak terapia. Czasami nie wiem, co mi jest, a później znajduję odpowiedź na papierze, w formie piosenki”- mówi Helaine Vis, nowa artystka agencji koncertowej Borówka Music.

FINE TUNE: Kim jest Helaine Vis i dlaczego wybrała świat muzyki?

Helaine Vis to zwykła dziewczyna. Niektórzy artyści posiadają swoje sceniczne alter ego, są w ”prawdziwym życiu” zupełnie inni niż na scenie. Ja w obydwu światach jestem taka sama. Jako nastolatka zaczęłam pisać piosenki, to stało się zupełnie naturalnie. To trochę jakbym pisała pamiętnik, tylko z melodią w formie wiersza.

Ukrywasz się pod pseudonimem Helaine Vis. Miałam też problem z tym, żeby znaleźć twoje prawdziwe imię i nazwisko. Poza tym śpiewasz i piszesz swoje posty w języku angielskim. Czy ktoś już uznał, że musisz mieć zagraniczne pochodzenie?

Czasami to się zdarza… Ale trochę się im nie dziwię. Piszę i śpiewam w języku angielskim, ale nie bez powodu – bo nie chcę się ograniczać. Nie chodzi o to, że język polski jest niemodny, czy też źle brzmi… Po prostu zna go mniej osób.

Powiedziałaś, że jako nastolatka zdecydowałaś się na rozpoczęcie swojej muzycznej ścieżki. Ale z pewnością przed tym faktem fascynowała cię twórczość jakiegoś artysty… Był ktoś taki, kogo słuchałaś i myślałaś sobie: ”Jest wspaniała/wspaniały! Też chcę robić to co ona/on”?

Może nie było dokładnie, tak jak mówisz. Natomiast, kiedy miałam piętnaście lat, trafiłam na Jessie J. Nie zainspirowała mnie aż tak bardzo swoją muzyką, ale bardziej tym, o czym pisała i mówiła, oraz swoim podejściem do życia. ”Be true to who you are”, ”nobody’s perfect”… Brzmi banalnie, ale dla nastolatki nie jest to takie oczywiste. W wielu wywiadach mówiła o tym, że chciałaby pomóc ludziom przez swoją muzykę. Myślę, że to właśnie dzięki niej pierwszy raz w mojej głowie narodziła się myśl, że chciałabym robić to samo. Może sprawię, że dzięki moim piosenkom ktoś zastanowi się nad swoim życiem, może nauczy się czegoś na moich błędach.

Jako mała dziewczynka robiłaś tak jak większość dzieciaków, np. brałaś dezodorant mający służyć za mikrofon, stawałaś przed lustrem i udawałaś, że jesteś już artystką?

U mnie raczej nie było takich zabaw. Nie byłam śpiewającym dzieckiem. Co więcej, byłam bardzo nieśmiałą dziewczynką. Moi rodzice usłyszeli mój śpiew dopiero, jak miałam już piętnaście lat.

Jaki kawałek wtedy im zaśpiewałaś?

To był znany utwór, ”Hallelujah” Cohena. Do tego pierwszego występu doszło akurat na dniach miasteczka, w którym mieszkałam.

I kiedy rodzice zobaczyli, jak ich córka śpiewa, to z pewnością posypała się lawina komplementów… Usłyszałaś: ”Byłaś wspaniała, cudowny występ…”?

Jeszcze przed tym występem moja mama była sceptycznie nastawiona do moich muzycznych planów. Myślała, że to kolejne zajęcie, jakiego się podjęłam i znudzi mi się po miesiącu. Twierdziła, że to zabiera tylko mój cenny czas, który mogłabym przecież poświęcić na naukę – coś, co zapewni mi lepszą przyszłość. Pamiętam, że w trakcie mojego występu spojrzałam na nią i zobaczyłam, jak płacze. Musiałam odwrócić wzrok, żeby sama nie zacząć płakać. To znaczyło dużo więcej niż ”byłaś wspaniała”. Od tamtego momentu rodzice bardzo mnie wspierają i oczywiście śledzą każdy mój ruch związany z tworzeniem muzyki. To wszystko wydaje się być dla nich też odrobinę zabawne. Po prostu nie mogą uwierzyć w to, że ich ”mała, nieśmiała” Ania ma odwagę wyjść na scenę i zaśpiewać przed publicznością.

Jaka była reakcja twoich znajomych?

Tak samo jak rodzice, większość moich znajomych nie miała pojęcia, że śpiewam… Ale ich reakcja była bardzo pozytywna i zmotywowała mnie do dalszego działania. Myślę, że bez tego wsparcia na początku nie miałabym tyle odwagi, żeby dalej to robić.

,,Może sprawię, że dzięki moim piosenkom ktoś zastanowi się nad swoim życiem, może nauczy się czegoś na moich błędach…”

Poznałaś już smak hejtu?

To może być zaskakujące, ale nie. Mam jakieś cholerne szczęście, moja muzyka spotyka się wieloma miłymi komentarzami – ale zobaczymy, jeszcze wszystko przede mną (śmiech). Oczywiście, spotkałam się już z różnymi opiniami dotyczącymi mojego sposobu śpiewania, doboru repertuaru. Ale zwykle była to konstruktywna krytyka, którą w mniejszym lub większym stopniu ”brałam do siebie”.

W twoich kawałkach można zauważyć pewien eteryczny klimat – skąd zamiłowanie do takiej muzyki?

Od zawsze moimi ulubionymi piosenkami były te subtelne, pełne emocji, z przesłaniem. Przez długi czas, kiedy ktoś pytał mnie o to, jakiej słucham muzyki odpowiadałam: ”lubię smutne piosenki”. Chyba słychać to trochę w mojej twórczości. Teraz częściej mówię, że po prostu lubię słuchać singer-songwriterów. Jedną z moich ulubionych artystek jest India Arie, która inspiruje mnie swoją wrażliwością, życiową mądrością i postrzeganiem świata. Z drugiej strony, uwielbiam Amy Winehouse, kontrowersyjną i szczerą do bólu. Słucham różnych artystów i każdego z nich cenię za inne cechy.

Wspomniałaś o Amy – wspaniałej artystce, która niestety miała smutne życie… Zawód muzyka jest fajny, ale niesie też w sobie wiele stresu, niepowodzeń oraz pewnych zagrożeń – nie boisz się tego?

Staram się nie martwić na zapas… Szczególnie, że nie planuję podboju świata i wielkiej kariery. Nie interesuje mnie produkowanie utworów dla mas. Chcę po prostu mieć choćby garstkę słuchaczy którzy będą ”czuć”, to co robię. Myślę, że na taki poziom sławy, do jakiego doszła Amy, nie można się w żaden sposób przygotować. Powiedzenie: ”Mam poukładane w głowie, ja bym tak nie zareagowała” jest nie na miejscu, ponieważ nigdy nie byłam w sytuacji, w jakiej ona się znalazła.

,,[…] moja mama była sceptycznie nastawiona do moich muzycznych planów. Myślała, że to kolejne zajęcie, jakiego się podjęłam i znudzi mi się po miesiącu… Twierdziła, że to zabiera tylko mój cenny czas, który mogłabym przecież poświęcić na naukę – coś, co zapewni mi lepszą przyszłość. Pamiętam, że w trakcie mojego występu spojrzałam na nią i zobaczyłam, jak płacze. Musiałam odwrócić wzrok, żeby sama nie zacząć płakać. To znaczyło dużo więcej niż >>byłaś wspaniała<<”.

Zawsze piszesz piosenki na podstawie swoich przeżyć? Czy może zdarza ci się inspirować jakimś filmem czy też książką?

Na pierwszym miejscu jest zawsze to, co sama przeżyłam. Nie mam czegoś takiego: ”A dzisiaj może napiszę piosenkę na ten temat…”. To, o czym piszę jest bezpośrednio związane z tym, co dzieje się w moim życiu – mojej głowie, sercu… Pisanie piosenek jest dla mnie jak terapia. Czasami nie wiem, co mi jest, a później znajduję odpowiedź na papierze, w formie piosenki.

To jakie wydarzenie zmotywowało cię do napisania utworu ”ICE”?

Kiedy pisałam ten kawałek, byłam akurat w liceum. A co było konkretnym czynnikiem, który sprawił, że ”Ice” powstało? Spojrzenie. Jeden gest sprawił, że w mojej głowie narodziła się właśnie taka piosenka. Najpierw napisałam krótką zwrotkę. A później, trochę nieudolnie, zaczęłam grać na gitarze i improwizować. To był jeden z tych momentów, kiedy słowa wylatywały ze mnie same. Zupełnie nie myślałam o tym, co śpiewam. Po prostu “wyrzuciłam” z siebie wszystko, co czułam.

 

Wspominałaś o grze na gitarze. Chodziłaś do szkoły muzycznej?

Nie. Przez długi czas mówiłam, że nie chcę się uczyć muzyki. Bałam się, że stracę autentyczność i zacznę śpiewać zbyt poprawnie… Ale w końcu przekonałam się i zaczęłam chodzić na prywatne lekcje z emisji głosu oraz teorii muzyki, dzięki którym bardzo się rozwinęłam.

Mieszkasz w Krakowie?

Tak. Obecnie jestem związana z tym miastem. Pracuję tam w hostelu, na recepcji.

Czyli praca z ludźmi – to tam masz też dużo ciekawych inspiracji do pisania piosenek.

Zdecydowanie tak! Każdy dzień to dziesiątki ludzi i wiele historii.

To może jakąś piosnkę o nich napisz.

Być może tak zrobię… (śmiech).

Masz swoje ulubione miejsce na mapie Krakowa?

Takim miejscem jest Cafe Szał na dachu Sukiennic. To jedno z najpiękniejszych miejsc Krakowa. Siedzisz w zabytkowym budynku i masz widok na Rynek Główny. Obserwujesz to miasto z góry i masz okazję poznać jego niesamowity klimat.

Śpiewasz w języku angielskim, więc pewnie masz w planach opuszczenie tego miasta, albo i kraju?

Zawsze o tym myślałam… Marzy mi się Londyn, który jest bardzo muzycznym miastem. Nawet większość artystów, których słucham to właśnie Brytyjczycy.

Jakiś czas temu piosenka z filmu ”La la land” robiła furorę w sieci, ty też przedstawiłaś swój cover. Takich piosenek, który zostały hitami jest wiele – czy ty odważyłabyś się zaśpiewać każdą z nich? Czy masz może pewne utwory, których za żadne skarby nie mogłabyś zinterpretować na swój sposób?

Jeżeli piosenka byłaby warta takiej interpretacji, to dlaczego nie? Dla mnie liczy się potencjał piosenki… Aranżację zawsze można zmienić. Szczerze, to jest to jedna z moich ulubionych rzeczy – tworzenie akustycznych wersji znanych, popowych numerów. Nie mogłabym jednak zaśpiewać piosenki, z którą nie mogę się utożsamić i której tekst nie jest zgodny z wartościami, jakimi kieruję się w życiu.

To co według ciebie świadczy o tym, że piosenka ma potencjał?

Dla mnie w piosence najważniejszy jest tekst i emocje.

Jakim określeniem nazwałabyś muzykę, którą tworzysz?

Jedyne, co przychodzi mi do głowy to singer-songwriting. Na ten moment tworzę muzykę akustyczną, jest nas tylko dwoje – ja i mój gitarzysta. Chcemy się jednak rozwijać i za jakiś czas zaprosić kolejnych muzyków do współpracy, ale nie spieszymy się z tym. Obecnie mamy bazę – muzykę i tekst – można z tym pójść w różne gatunki, ale czekam jeszcze na odpowiedni moment. Rozwijamy się, zobaczymy co pokaże nam czas.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.