[RECENZJA] Maja Koman – „Na supełek”

Ciekawa dziewczyna z ukulele, była kelnerka, uczestniczka programu Must Be The Music – oto Maja Koman. Wydając swoją drugą płytę artystka zachwyca prostotą przekazu i chwytliwym tekstem.

Maja Koman to wokalistka, której twórczość – w razie potrzeby – można porównać do Natalii Czarneckiej, Misi FF, czy też Domowych Melodii. Idealnie operuje ona słowem, potrafi pisać oryginalne i szczere teksty, które w punkt analizują codzienną rzeczywistość bez żadnych ozdobników. Być może dlatego, że „jest, jaka jest” i jeśli komuś się to nie podoba, to trudno – ma to w dupie.

Ale przejdźmy do sedna. Recenzując ten album nie można pominąć okładki. Znajduje się na niej wokalistka ukazana w „multi expose”, ale w dość minimalistycznym i ciepłym tonie. Tytuł albumu „Na supełek” zaakcentowano jako skrzyżowanie palca wskazującego i środkowego (nijako znaku Victoria), co też uważam za fajny smaczek.

Utwory znajdujące się na krążku są wykonanie w kompletnie innych stylach muzycznych, dzięki czemu każdy słuchacz może znaleźć coś dla swojego ucha. Sama wokalistka podkreśla, iż nie miała tego w planach:

 „Niektóre utwory są sprzed dwóch lat kiedy to zaczynałam komponować materiał na tę płytę. Inne powstawały chwilę temu stąd duża różnorodność stylistyczna zupełnie jak przy pierwszej płycie. Nadal nie wiem czy to wada czy zaleta ale chcę Wam tyle powiedzieć a inspiracje mam tak różne ,że nie umiałabym stworzyć jednego brzmienia bo umarłabym z nudów.”

Wiesz co Maja? I bardzo dobrze! Bo w życiu trzeba eksperymentować, szukać i nie bać się próbować nowych rzeczy.

Wokalistka w każdym utworze bawi się barwą i brzmieniem swojego głosu. Otwierający album utwór „Na supełek” wprowadza słuchacza w hipnotyzujący trans, za sprawą połączenia instrumentów smyczkowych z elektroniką i solidnie brzmiących chórków. Jest jednak dość chłodny i melancholijny. Osobiście bardziej spodobał mi się kolejny kawałek –„Czekoladowy”, dozujący z każdym wersem coraz to większe tempo i dynamizm.

Na uwagę zasługuję „Kura domowa”. Maja wykorzystuje w nim syntezatory, kreując poniekąd trip – hopowy kawałek. Tekst można potraktować jako intymne przemyślenia odizolowanej singielki, która niby woli samotnie oddawać się uciechom fizycznym, ale tak naprawdę chciałaby przygotować banalny posiłek dla kogoś, kogo kocha.

„To intymne przemyślenia odizolowanej singielki, która niby woli samotnie oddawać się uciechom fizycznym, ale tak naprawdę chciałaby przygotować banalny posiłek dla kogoś, kogo kocha.”

„Notorycznie” to z kolei utwór, w którym czuć pewnego rodzaju brak spójności. Zbyt głośne gitary i przekrzykujący je głos wokalistki sprawia wrażenie chaosu i jest dość nieprzyjemny w odbiorze. To zdecydowanie najgorszy kawałek całego zestawienia. Za to „Jestem” to faktycznie najlepiej dobrany na promocję płyty singiel. Chociaż osobiście miałabym dylemat, gdyż np. „Łapy Pana” są równie cudowne, zarówno dzięki połączeniu wielu instrumentów, jak i tekstowo. To pewnego rodzaju drogowskaz na dobre życie z dystansem: „Nie kąsaj łapy pana, który dał Ci jeść i nie bzykaj żony kumpla, nie, po prostu nie”.

 

Album obfituje w świeże i przyjemne liryczne brzmienia np. „Zwiąż te kłąki”, jak i w sarkastyczny rap w „Po co Ci to” z góralskimi chórkami. Nie znam drugiej takiej mieszanki stylistycznej. I choć każdy z utworów mógłby znajdować się na zupełnie innej płycie zauważyć można, że spajają je „chórki”, występujące w praktycznie każdym utworze. No i oczywiście szczere teksty. Wokalistka ocenia w nich codzienną rzeczywistości: wyścig szczurów, czy ludzi siedzących w smartfonach, dzięki czemu tak naprawdę porusza problem samotności. Za co ja uwielbiam ten album? Za bezpośredni przekaz, zabawę tekstem, bezpretensjonalność i odwagę. Cenię Maję za to, że jest prawdziwa i nie owija w bawełnę. I tym – podobnie jak „Domowe Melodie” – zjednuje sobie ludzi.

„Na supełek” to krążek bardzo różnorodny, który z pewnością nie znudzi się po kilkukrotnym przesłuchaniu. Jedyne co może zniechęcić to specyfika śpiewu wokalistki, ale albo go pokochacie, albo znienawidzicie.

10/10
Sandra Szmigiel „szmigis”

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress