[WYWIAD] MARCIN ŁUKASIK: kolorowanie nocnej rzeczywistości

Marcin Łukasik

MARCIN ŁUKASIK – SWOJĄ PRZYGODĘ Z RADIEM ROZPOCZĄŁ W LUBELSKIEJ ROZGŁOŚNI AKADEMICKIEJ RADIO CENTRUM. OD WRZEŚNIA 2015 ROKU PRACUJE W RMF FM, GDZIE PROWADZI NOCNĄ AUDYCJĘ ,,DOBRA NOCKA”.

FINE TUNE: Pracujesz teraz w jednej największych stacji radiowych. Jak zaczęła się Twoja historia z radiem?

Marcin Łukasik: Zaskakująco. Jak ją opowiadam,zwłaszcza teraz na Kopcu Kościuszki, to niektórzy nie dowierzają. Jak miałem 16 lat i byłem w liceum, to oglądałem taki serial, w którym wszyscy byli ładni, mieli idealne życie. W tym serialu taki jeden gość miał program w RMF-ie – swoją drogą nazywali go „Cinek”. I pomyślałem sobie wtedy, że fajnie byłoby mieć taki program.

F.T: Wiem, o który serial Ci chodzi – to się nazywało ,,Teraz albo nigdy”.

M.Ł: Chyba tak! ,,Cinek” miał zajebisty lifestyle. Miał fajnego jeep’a, mnóstwo dziewczyn, ekstra mieszkanie i program w RMF. Pamiętam, że oglądając to, wpadłem na pomysł, żeby złożyć podania o staż do wszystkich stacji w Lublinie. Odezwało się Radio Lublin i Radio Centrum. Radio Lublin za bardzo nie wiedziało, co ze mną zrobić. Natomiast Radio Centrum też za bardzo nie wiedziało, ale mnie wpuścili. Pamiętam, że spotkałem się z Piotrkiem. Oprowadził mnie. Pokazał, gdzie pracują reporterzy. Wtedy na program przyszedł Grzesiek. Piotrek powiedział, że mogę z nim posiedzieć. Pamiętam, że to był wtorek. Siedziałem wtedy dobrych kilka godzin, wziąłem numer telefonu, a przez kolejne tygodnie pisałem od czasu do czasu SMS-y o treści: „Cześć, dzisiaj wpadnę, ok?”. Na początku nie robiłem nic konkretnego – przyglądałem się i zadawałem pytania. Jest też taki żart, że młode osoby w radiu odpieprzają jakieś głupoty. Robią kawę i biegają po pączki. Pamiętam takie sytuacje, gdzie trzeba było odebrać pizzę, skoczyć do ksero, zadzwonić zapytać o korki etc. Pamiętam, że robiłem te wszystkie głupoty z wielką radochą, że w ogóle ktoś mnie tam cały czas wpuszcza.

,,Na początku nie robiłem nic konkretnego – przyglądałem się i zadawałem pytania. Jest też taki żart, że młode osoby w radiu odpieprzają jakieś głupoty. Robią kawę i biegają po pączki. Pamiętam takie sytuacje, gdzie trzeba było odebrać pizzę, skoczyć do ksero, zadzwonić zapytać o korki etc. Pamiętam, że robiłem te wszystkie głupoty z wielką radochą, że w ogóle ktoś mnie tam cały czas wpuszcza”.

M.Ł: Po jakimś czasie złapałem ówczesnego szefa newsroomu i powiedziałem, że chce robić coś na stałe. I tak zostałem wydawcą Magazynu Filmowego ,‚Jak się patrzy”. Potem sporadycznie go prowadziłem, przygotowywałem swoje stałe punkty programu, biegałem z mikrofonem aż przyszły wakacje. I dostałem propozycję zostania regularnym muzycznym. Grałem wszystkie pasma jakie tylko były wolne (poranki, popołudnia, wieczory) – to były bardzo intensywne wakacje. Później na stałe osiadłem na porankach od 6.00 do 9.00, bo poczułem, że to jest to. Ten program sprawiał mi najwięcej radochy – to było dla mnie ekstra. No i każdy wiedział, że o tej godzinie można mnie posłuchać.

Zrzut ekranu 2016-02-26 o 06.02.27
F.T: Jak to było z tym pierwszym dniem w RMF?

M.Ł: Zawsze po porankach z Jankiem, który był wydawcą wiadomości, chodziliśmy na squasha – strasznie ,,bananiarski” sport, ale mieliśmy go za darmo. I wychodząc dostałem telefon z Kopca Kościuszki: „Dzień dobry, bo Pan prowadzi taki program, który nam się bardzo spodobał i chcielibyśmy Pana zaprosić do siebie”. Przyjechałem i nagrałem, co miałem nagrać. Potem siedziałem z moim obecnym prezesem ze trzy albo cztery godziny i on tłumaczył mi, co powinienem zmienić. To była taka długa dyskusja o tym, jak powinno się robić radio. To były takie rady od człowieka, który zjadł na tym zęby – mam do niego gigantyczny szacunek. Pamiętam, że wtedy Tadeusz Sołtys wytłumaczył mi bardzo dużo rzeczy. Na koniec zapytał: ,,Ile jedziesz do tego Lublina?”. Odpowiedziałem, że 4 godziny, a on mi powiedział: ,,Dobra, to usiądź sobie i gap się w okno. Przemyśl to wszystko i przyjedź za dwa tygodnie, to nagramy to jeszcze raz”. Po drugim nagraniu dostałem pytanie, kiedy mógłbym się przeprowadzić do Krakowa i jak to wszystko ma wyglądać.

F.T: Prowadzisz nocną audycję. Podobno ,,radio nocą ma wyjątkową moc”.

M.Ł: Zmieniając godziny od 6.00 do 9.00 rano na nocki muszę przyznać, że to jest faktycznie całkiem inny świat…. Ale czy radio w nocy ma wyjątkową moc?

F.T: No tak niektórzy mówią. Nie wiem, czy to tylko marketing czy jest w tym trochę prawdy.

M.Ł: Jeżeli ktoś pracuje w nocy, to ma turbo wywrócony kalendarz. Jest np. za kwadrans czwarta, a ja wstałem godzinę temu – wcale nie zaspałem. Prowadząc „Dobra Nockę” wiem, że moi słuchacze, żyją takim samym szalonym systemem.

F.T: Czyli starasz się stworzyć trochę taką nić porozumienia pomiędzy sobą a słuchaczami.

M.Ł: Tak, taki inny świat. Ja wiem, że mnie i ich omija to wszystko, co dzieje się w ciągu dnia. Kiedyś jeden z moich kumpli powiedział, że nasza robota to takie kolorowanie świata. My sprawiamy, że oni się zagapią i na chwilę zapomną o tej szarej codzienności. Ja to nazywam kolorowaniem nocnej rzeczywistości.

F.T: Podobno praca w radiu uzależnia, wyobrażasz sobie swoje życie bez radia?

M.Ł: Bardzo dobre pytanie… Teraz zdecydowanie nie! Ale wiem, że mając 21 lat może Ci wpaść do głowy wszystko i np. za kilka lat będę wypożyczał skutery wodne na Malediwach. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie życia poza radiem, ale co będzie za kilka lat… nikt nie wie. 😉

F.T: To kim mógłbyś być, gdybyś nie był dziennikarzem?

M.Ł: Nie mam zielonego pojęcia, w zasadzie każdym. Nie lubię tego, co robię nazywać dziennikarstwem. Brzmi to bardzo poważnie. Typowym dziennikarzem jest Kamil Durczok, Konrad Piasecki etc. Ja tylko opowiadam historie na antenie. Ale wychodzę z założenia, że mając 17 lat totalnie nie wiedziałem, co to jest radio.

,,Kiedyś jeden z moich kumpli powiedział, że nasza robota to takie kolorowanie świata. My sprawiamy, że oni się zagapią i na chwilę zapomną o tej szarej codzienności. Ja to nazywam kolorowaniem nocnej rzeczywistości”.

F.T: W radiu poznałeś to wszystko od podstaw.

M.Ł: Tak, ale przeszedłem przez to wszystko w 4 lata i wylądowałem w największej stacji w Polsce. Z czego jestem bardzo dumny, ale wiem, że tak samo jak pożegnałem się z Lublinem, to mogę pożegnać się z Krakowem. Za chwilę może się okazać, że powiedziałem coś głupiego na antenie i powiedzą : ,,Ej młody przegiąłeś. Było fajnie, ale to koniec”. Gdzieś z tyłu głowy mam świadomość, że to się może zdarzyć za miesiąc, za trzy, pięć lat, ale też mogę spędzić tu kolejne 20 lat życia.

F.T: To, że znalazłeś się w RMF, to jest dla Ciebie sukces?

M.Ł: Uważam, że jest to sukces oraz gigantyczny fart – to jest duże szczęście, że ktoś mnie usłyszał. Wszyscy moi znajomi z tego radiowego świata wiedzą, że jest to szczyt marzeń dostać się do RMF-u, a mi się to udało mając 21 lat.

F.T: Czyli uważasz, że to jest za wcześnie?

M.Ł: W Radiu Centrum wiele osób powtarzało mi, że prawdziwy DJ musi mieć 25 lat. Słysząc to w wieku 19 lat, myślałem sobie, że na pewno nie wytrzymam tam kolejnych 4, 5 czy 6 lat. Potem na szczęście, szybko się okazało, że wiek nie ma znaczenia i liczy się to, co masz w głowie, jak jesteś dojrzały/dojrzała. Dla mnie RMF było dużym zderzeniem z rzeczywistością i dużą lekcją życia, odpowiedzialności i pracy na najwyższym poziomie.

Zrzut ekranu 2016-02-26 o 06.01.52

F.T: Dostajesz wiadomości od słuchaczy?

M.Ł: Tak, najzabawniejsza historia z tym związana miała miejsce, jak jechałem na dworzec w Lublinie taksówką. Kierowca w nocy słuchał TOK FM – co się nie zdarza wśród taksówkarzy. Zacząłem z nim rozmawiać. Zapytałem, jakiej muzyki słucha itd. W końcu doszliśmy do tego, że pracuję w RMF-ie i nawet kiedyś rozmawialiśmy. Ja mówię do niego, że pamiętam taką sytuacje, jak rozmawiałem kiedyś z taksówkarzem. On mi opowiadał, jak wiózł ludzi z imprezy i zaproponowali, żeby zostawił ich samych w samochodzie na pół godziny za 100 zł. W odpowiedzi usłyszałem: ,,To byłem ja i miałeś tego nie puszczać na antenie”. Pośmialiśmy się i nie było żadnego problemu.

F.T: Przeprowadzka do Krakowa to była dla Ciebie taka duża rewolucja. Tęsknisz za Lublinem?

M.Ł: Za Lublinem raczej nie.

F.T: A za ludźmi z Lublina?

M.Ł: Za ludźmi bardzo, ale nie za wszystkimi. Przeprowadzka do Krakowa, to rzeczywiście była dla mnie spora rewolucja. Wszystko musiałem ogarnąć od nowa. Gdzie jest najbliższy sklep, gdzie się parkuje, gdzie pójdę do fryzjera, którędy jechać, żeby nie stać w korku – to były takie podstawowe rzeczy. Do tego studia. W Lublinie byłem młody, dlatego, że byłem o 2 albo 3 lata młodszy od wszystkich, którzy pracowali na antenie. Natomiast jak przyjechałem do Krakowa, to ,,młody” zyskał dużo większego znaczenia. Zamieniam się teraz na antenie z żywą legendą radia – Darkiem Maciborkiem. Nagle się okazuje, że prawie wszystkie osoby, które z Tobą pracują są po ślubie i mają dom, dzieci. I ja sobie tak myślę, co ja tu robię?

F.T: Jakiej muzyki słuchasz prywatnie?

M.Ł: Teraz latają mi po uszach wszystkie rockowe nowości. Lubię utwory, gdzie jest gitara i taki mocny zastrzyk energii, endorfina, amfetamina 🙂 Uwielbiałem to, co graliśmy w Centrum, gdzie na poranku mogłem zagrać ludziom w samochodach Organka, The Subways, Simple Plan, Good Charlotte itd.

F.T: Jak dokończyłbyś zdanie: Najważniejsza dla mnie w mojej pracy jest…

M. Ł: Osoba po drugiej stronie, bo to dla słuchaczy robimy to wszystko. Staram się być blisko ich i to jest dla mnie najważniejsze. No i radość z tej pracy, wiadomości od ludzi, nawet stałe znajomości. Z Lublina np. mam kilku stałych słuchaczy/znajomych. Wśród nich jest Ula (nie zabij mnie za to, że o tym mówię), która słuchała poranków w Centrum. A teraz zaczęła słuchać RMF i słucha ,,Dobra Nocki”. W Lublinie kontakt był bardziej intymny. Pamiętałem, że Przemek w poniedziałek ma wolne, a w piątek jako kurier ma najwięcej do rozwiezienia. Wiedziałem, że Ula we wtorek ma zajęcia rano i będzie tylko do 8, ale w środę ma na 11, i dopiero o 8 włącza radio. Mega frajdę sprawiają takie znajomości i poczucie bliskości mimo, że nigdy się nie widzieliśmy możemy pogadać na milion tematów i jest poczucie, że znamy się doskonale. W końcu razem spędzamy każdą noc.

Rozmawiała: Gosia Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress