Płyta tygodnia – Hunted By The Waves „The Anchor”

Hunted By The Waves tworzy czterech kreatywnych facetów z Łodzi (kolejny przykład na fenomen tego muzycznego miasta). Utożsamiają się ze sceną post-rockową, chociaż lubią zaaranżować sobie elektroniczne ambientowe tła, w celu stworzenia swoistego „oceanu brzmień”. To kolejny po Frozen Lakes, zespół post-rockowy, który ma element syboliki wody wpisany nie tylko w nazwę, ale także w brzmienie. Działa to oczywiście na wyobraźnię i pozwala łatwo przenieść się do miejsc, które zespół maluje prądem elektrycznym na elektronicznym płótnie.

EPka „The Anchor” to tak naprawdę tylko 3 kompozycje. Jedna służy za intro, natomiast dwie kolejne trwają prawie 10 minut. Czyli typowy post-rock 🙂 Na początku chłopaki zarzucają kotwicę na przystani w nieznajomym, odległym miejscu. Noise, ambient, industrialne piłowanie po strunie, tworzą zwiastun tego, co ma nadejść za chwilę. 1 minuta, 13 sekund. Tyle im wystarczy, żeby przenieść słuchacza w swój świat.

I potem widzimy już nowy ląd, „Landscape without Trees” zabiera nas w podróż po opuszczonej przez wszystkich krainie, pełnej mistyczności i pustki. Defnitywnie nie można się tu jednak nudzić, gdyż kompozycja rozkręca się, przybliża i oddala, jakbyśmy ciągle wspinali się po wzgórzu, żeby zobaczyć co jest tuż za nim. W końcu dochodzimy na szczyt i ogarniają nas wielkie emocje. Muzycy portertują ją głównie przy użyciu piłowania tremolo na delayu, tak charakterystycznymi dla post-rockowej sceny. Utwór kończy się przeciągniętym sprzęgiem, ginącym gdzieś pośród elektronicznych smyczków.


„Northern Passage” rozpoczyna się bardzo nisko nastrojonymi, mocno przesterowanymi gitarami. Jest dużo mroczniej, elektroniczny pisk wprowadza zmianę klimatu na mocno industrialny, dużo mroczniejszy tor. Widocznie miejsce opisywane przez muzykę, okazuje się nie być takie opuszczone i nie jest takim azylem, jakim się na początku wydawało. Kompozycja zmienia się ponownie, znów zaskakuje odbiorcę, daje mu chwilę wytchnienia i pięknej muzyki.

Recenzja bardzo obrazowa, bo i muzyka jak z dobrego soundtracku filmowego. Bez wokali, a jednak nie ma problemu z przekazaniem emocji i stworzenia malowniczej sceny dźwięków. Jest tu tak dużo emocji, że nie ma miejsca na nudę. Zespół rewelacyjnie sprawdza się ze swoim materiałem na żywo, oferując całą magię i bogactwo z EPki, dodatkowo dodając fajny image sceniczny i poważne miny 😉

Kuba Styczyński

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress