Płytowe podsumowanie roku 2016!

Nasi redaktorzy wybrali swoje trzy ulubione polskie albumy 2016 roku. Jacy artyści pojawiają się w naszym zestawieniu? Sprawdźcie!

Kuba Styczyński (redaktor naczelny):

Clicks – „Glitch Machine”

Album będący w rozkroku między starym electro-industrialem i nowym brzmieniem z rodziny lepszych EDM-ów – to bardzo strawna mieszanka, która rozkręciłaby niejedną alternatywną imprezę. Płyta Clicks to spójny twór złożony ze sfuzzowanych syntezatorów, zglitchowanych sampli i syntetycznych beatów. Album doskonale zmixowany, zmasterowany i dopracowany tak bardzo, że z przyjemnością się do niego wraca.

Heart & Soul – „Missing Link”

Twórcy legendarnej Agressivy 69 pokazali, że wcale nie są dinozaurami w branży. Swoim albumem trafili w bardzo modne rejony muzyczne i stworzyli płytę jednocześnie nowoczesną, lekką, świetnie zaaranżowaną – ale jednocześnie trzymającą się dawnych inspiracji doświadczonych muzyków. Zaproszenie do współpracy znakomitych gości było strzałem w dziesiątkę i dzięki temu dostaliśmy płytę, której nie powstydziliby się najlepsi producenci i wytwórnie na świecie.

Ralph Kamiński – „morze”

Płyta niedoskonała, ale jednocześnie album w który artysta – świadomy i posiadający charakter Ralph – wpakował całą masę intymnych wspomnień, emocji i kawał serducha. W połączeniu z brawurowymi teledyskami oraz nietuzinkową stylizacją, ten debiutancki album daje nadzieję, że za kilka lat będziemy mieli na rynku kolejnego Artura Rojka.

Małgorzata Sawa

Piotr Zioła – ”Revolving Door”

To jedna z najlepszych i najświeższych wizji muzycznego świata. Debiut, w którym widać muzyczną dojrzałość. Mieszanka brzmienia lat 50. i 60. podana według doskonałego przepisu. Mam nadzieję, że ta płyta to tylko początek wejścia do pięknego domu, gdzie w przyszłości będzie zameldowana muzyka, która kradnie całą uwagę słuchacza. I każdy odbiorca jego utworów będzie wyłącznie marzyć o tym, by w muzycznym domu Piotra zostać już na zawsze ,,uwięzionym”.

Reni Jusis – ”BANG!”

Jeśli ktoś myślał, że muzyczne serce polskiej królowej muzyki electro przestało już dawno bić, to został w tym roku zdecydowanie przez nią samą pokonany bronią zatytułowaną ,,BANG!”. Po przesłuchaniu tego albumu chce się wykrzyczeć: ,,Króluj nam, Reni!”. Muzyczne eksperymenty, jakie artystka przeprowadziła na płycie pokazują, że jest jedną z najlepszych opiekunek muzyhttp://finetunetv.pl/wp-admin/post.php?post=12759&action=editki. Jej twórczość nie ma jednego koloru, ta kobieta jest jak barwny ptak, który każdym utworem z tej płyty pokazuje, że warto było na nią czekać te 7 lat.

Julia Pietrucha – ”Parsley”

Wyjechała, wróciła i… nagrała swoją pierwszą płytę w życiu. Jej muzyczna ,,pietruszka” składa się z piosenek, do których wyśmienitego smaku chce się ciągle wracać. Od delikatnych, kojących dźwięków ukulele do szalonego ,,Swing Boy” – ta płyta to bilet na wsypę magicznych dźwięków. Julia na tym albumie czaruje i uzależnia swoim głosem. Takiej ,,pietruszki” z pewnością nikt, by nie odmówił. To prawdziwa muzyczno – witaminowa bomba tego roku!

Kamil Karpiuk (dziennikarz):

Call the Wolf – „Solitude”

Drugi krążek w karierze alternatywnego warszawskiego bandu i druga wizyta w rocznym podsumowaniu. Call the Wolf, jako muzycy których znam osobiście ewoluują, prężnie prezentując swój materiał na krążku, choć znani są jako band czysto koncertowy. Następny rok przyniesie nam kolejne wydawnictwo od tej jakże uzdolnionej ekipy, natchnionej nietuzinkowym wokalem. Trzyma za nich kciuki!

Spaceslug – „Lemanis”

Co powstanie z kooperacji stoner rocka oraz sludge? Spaceslug. Ociekające gęstą psychodelą, pełne chropowatego brzmienia, które z każdą sekundą zyskuje na ostrości, niczym musztarda najlepszej próby. Masywne fale dźwięku, które siłą przypominają kosmiczne tsunami, a konsekwencją górników w kopalniach diamentów, pochodzą z innej galaktyki muzycznej. Obowiązkowa pozycja dla fanów ciężkości.

Palm Desert – „Songs From The Dead Seas”

Mówi się, że wydali więcej płyt niż Kyuss. Nie sposób odmówić im talentu oraz płodności muzycznej. Będąc szczerym, Palm Desert reprezentuje najczystszą odmianę stoner rocka, którą zapoczątkował zespół Kyuss. Autorskie rozwiązania, polskie wydanie, równie, jeśli nie bardziej soczyste od kolegów zza oceanu. Regularnie macham łepetyną do ich kawałków i pokusiłem się o odwiedziny podczas ich gigu w warszawskiej Hydrozagadce. Stałem pod sceną. Ogłuchłem, każdy mięsień bolał, ale było warto dla tak rasowej dawki stoner rocka.

„Dziękujemy muzykom za ich twórczość oraz Wam, za zainteresowanie i ciągłe wpieranie polskiej sceny! Do zobaczenia w 2017 roku.”

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress