[PRZE-gadane] Maciej Smycz z Blue Willmingtons

Muzycy mają u nas PRZE-gadane. Rozmawiamy z nimi o rzeczach poważnych i niepoważnych, istotnych i absurdalnych.

Dziś na nasze pytania odpowiada Maciej Smycz, gitarzysta i wokalista zespołu Blue Willmingtons. Choć kapela nie unika ciężkiego brzmienia, to prawdziwą jej inspiracją jest rodzimy blues – jego korzeniom muzycy zawdzięczają bowiem najwięcej. Nie bez wpływu na ich twórczość pozostaje również – dająca się wyraźnie czuć w kompozycjach – muzyka country, co wynika bezpośrednio z fascynacji lidera grupy amerykańską popkulturą.

Zespół prowadzi właśnie akcję crowdfundingową w celu zdobycia funduszy na nieskażoną komercją płytę.

Festiwal czy koncert klubowy?

Oba mają swoje zalety i wady. Festiwal zazwyczaj odbywa się na świeżym powietrzu (choć teraz o świeże coraz trudniej), jest zupełnie inna energia, gra się nie tylko dla swoich słuchaczy, a właściwie dla całej mieszanki fanów, co także jest pięknym doświadczeniem. Ludzie jednoczą się dzięki muzyce. Najlepiej, gdy cały ten krajobraz skąpany jest w popołudniowym słońcu. Jednak ma też to swoje minusy, bo trudniej stworzyć bardziej intymną atmosferę, a niektóre kompozycję wymagają tego.

Ulubiony soundtrack?

Wydaje mi się, że byłby to „Forrest Gump”. Dobór utworów jest tam fantastyczny i wszystkie świetnie się dopełniają, współgrają z sobą jak i z obrazem. Co prawda mówimy o soundtracku ale zrobienie takiej „składanki” nie jest wcale proste. Potrzeba tutaj dużego wyczucia i wrażliwości, żeby to razem zagrało. Podobnie jest przy tworzeniu audycji muzycznej, szczególnie jeśli między nie jest zbyt wiele fragmentów mówionych. Przynajmniej ja tak miałem, gdy przygotowywałem audycje.

Słuchawki czy głośniki?

Głośniki. Większy komfort i naturalność odsłuchu.

Pierwsza myśl po przebudzeniu?

Jest dużo rzeczy do zrobienia, trzeba zrobić plan. Ale najpierw medytacja.

Winyl vs CD?

Winyl za niepowtarzalną naturalność i ciepło.

Jak wyobrażasz sobie szczęście?

Pierwsza myśl przywiodła domek położony w górach pośród iglastych drzew, bliskość z naturą, świeże powietrze, możliwość tworzenia dla samego tworzenia (l’art pour l’art), brak ograniczeń czasowych, brak martwienia się o środki do życia, pełna świadomość – „pure bliss consciousness”- jakby to powiedział David Lynch. No i ktoś z kim można to wszystko dzielić.

Nigdy nie odmawiam…?

…pracy twórczej.

Ostatnia przeczytana książka?

Mam do siebie to, że wielu książek nie kończę. Bardzo nie lubiłem u siebie tej cechy, ale chyba powoli zaczynam ją akceptować. Kiedyś po prostu zaliczałem książkę do „przeczytanej” lub „nieprzeczytanej”. Teraz zdałem sobie sprawę, że to, że nie przeczytałem jakiejś do końca, wcale nie oznacza tego, że emocja, wiedza, czy cokolwiek innego, co z niej wyciągnąłem, nie rozwinęło mnie, czy nie zostało w mojej głowie. Odpowiadając na pytanie, „Ostatni z Wielkich” – F. Scott Fitzgerald, a obecnie Jack Lodon – „Bellew Zawierucha”.

Vege czy burger?

Vege Burger.

Ostatnio słucham…

Nicka Cave’a and the Bad Seeds.

Ulubiona godzina w ciągu dnia?

6 rano, dawno jej nie dostąpiłem.

W muzyce lubię najbardziej…?

Improwizację.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie prze-gadane1.jpg

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress