[RECENZJA] Ander – „Smutek”

a3247495791_16

CZASAMI PROSTY TYTUŁ STANOWI NAJDOSKONALSZY SPOSÓB PRZEKAZU INTENCJI TWÓRCY. ALBUM „SMUTEK” ODZWIERCIEDLA TO W STU PROCENTACH.

Niektórzy potrafią rozkoszować się własnym smutkiem, jako czymś wyjątkowym i ulotnym. Ta emocja jest ich inspiracją i energią motywującą do tworzenia. Podobno też ze smutnych historii powstają całkiem dobre książki. Do tego wszystkiego potrzebny jest jednak pomysł, natchnienie, impuls. Sięgnijmy zatem po muzykę, która stworzy pewnego rodzaju tło naszych myśli, bądź po prostu wpływa kojąco na nasz stan równowagi. Jaki gatunek będzie do tego idealny? Oczywiście ambient.

Na polskim rynku muzycznym nie znajduję wielu dobrych artystów z pogranicza eksperymentalnej muzyki elektronicznej. Zainteresowanie twórców zmierza bardziej w stronę rockowych lub popowych kompozycji, jednak młodzi artyści coraz częściej wybierają kierunek awangardowych gatunków muzycznych. Niedawno wydany przez Arka Srokę (Andera) koncepcyjny album „Smutek” śmiało można jednak sklasyfikować jako ambient noise. Płyta zawiera szesnaście utworów stworzonych zdecydowanie dla tych, którzy szukają w muzyce czegoś więcej niż prostych słów, czy ckliwych melodii. Nie znajdziecie tu porywających tekstów, czy też harmonijnej linii melodycznej. Przygotowany przez muzyka materiał to starannie wykreowana elektroniczna atmosfera, która wyzwala nasze emocje lub antagonistycznie je wycisza. Minimalistyczny tytuł płyty sugeruje ukierunkowanie muzyczne zdecydowanie w nastroju pesymistycznym. W moim odczuciu dźwięki rzeczywiście bazują wokół uczucia przygnębienia i pewnego rodzaju psychodelicznej nostalgii. Pojawiają się po to, aby za chwilę zniknąć lub przeobrazić się w zupełnie inny obraz. Cel muzyki na krążku jest jednak określony – budowanie różnego rodzaju emocji, rozbijanie naszego zamarzniętego wnętrza i stworzenie uczucia znalezienia się poza czasem.

„Plaga szczurów” to utwór rozpoczynający album oraz wprowadzający nas w mroczną aurę kompozycji. Jako jedyny zawiera wyraźną partię wokalną, z gościnnym udziałem Antoniny Nowackiej. Głos wokalistki zasługuje tu na miano głównego instrumentu, gdyż słuchając go, możemy przenieść się do opustoszonej starożytnej krainy, gdzie wokół czuć tylko zapach zniszczenia, chorób i śmierci. „Quo vadis?” – to pytanie, które metaforycznie możemy zadać sobie w wyniku obcowania z tym kawałkiem.

Ander zabiera nas w kosmiczną podróż nie tylko podczas „Mleka Księżycowego”, ale również w utworze „Początek wszechświata” i „Pulsarach”, dzielących album na trzy części o zupełnie innych historiach bólu. W „Mleku Księżycowym” docierają do nas elektroniczno – industrialne dźwięki, w dość równych odstępach czasu. Zastosowanie takiej rytmiki sprawia wrażenie odbijania się od różnego rodzaju powierzchni, po to aby w końcowym momencie znaleźć się u celu.

Moim osobistym faworytem jest utwór „Drzazgi”. Te niewielkie kawałki drewna, choć czasami niezauważalne, potrafią jednak zadać ból w sposób nieświadomy i niewidoczny. Tak dzieje się również w tym utworze. Muzyk zawarł w nim  połączenie różnych elementów muzycznych – od gamy C-dur, trzasków, grzechotek, szumu wody spod prysznica, po płacz niemowlęcia. Incydentalne odgłosy mogą być przejawem bólu bądź niepokoju, wprawiającego w stan przemijania i transcendencji. Cała kompozycja stanowi idealne odzwierciedlenie ambientu, nie tylko ze względu na odejście od konkretnej linii melodycznej, ale przede wszystkim także z powodu postawienia na metaliczne barwy dźwiękowe. W utworze tworzą one coraz większe chaotycznie rozmyte plamy dźwięków, niczym dzieła impresjonistycznych twórców. Natomiast jeden z kończących playlistę utworów – „Jestem wyblakły jak Ty” zasługuje na wyróżnienie, gdyż usłyszeć w nim można wyraźne dźwięki klawiszy pianina, czego nie spotkacie w poprzednich utworach. Napięcie wzrasta  wraz z końcowymi nutami utworu.

„Smutek” to album melancholijny o dość małej dynamice całości. Ander w idealny sposób potrafi wypełnić ciszę za pomocą  surowych i  elektronicznych dźwięków. Niespodziewane wtrącenia, hałaśliwe odgłosy, zmiany rytmu – wszystko to wpływa, że opowieść muzyczna snuta przez autora nie jest nudną i monotematyczną składanką. Klimat niektórych kompozycji przywodzi na myśl bowiem utwory, które idealnie uzupełniłyby ścieżki dźwiękowe filmów noir.

Ander stworzył muzykę dla koneserów, niełatwą, wymagającą od słuchacza skupienia i uruchomienia własnej wyobraźni. Emocjonalna i dobra muzyka często bywa hermetyczna i na swój sposób „ciężkostrawna”. Kompozycje artysty pozwalają nie tylko usłyszeć muzykę, ale również ją poczuć. Dźwięki utworów to niejako element otoczenia, swego rodzaju obraz zawierający kolor, światło, a nawet zapach. Sączące się w nasz umysł dźwięki po kilkukrotnym wysłuchaniu potrafią wciągnąć, wywołać dreszcz, a czasami wyciszyć, czy też zaintrygować. Jest to ciekawa, elektroniczna pozycja na polskim rynku muzycznym o ogromnej sile oddziaływania. Jej trudny odbiór, nie gwarantuje jej jednak dużej popularności i rozgłosu, ale w sumie – czy to źle?

Ocena: 8/10
Sandra Szmigiel

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress