[RECENZJA] Aviaries – „Aviaries” LP

a1153101618_10

MŁODZI I ZDOLNI W AKCJI – WCHODZĄ NA RYNEK MUZYCZNY Z AMBITNYMI UTWORAMI, KTÓRE JEDNOCZĄ SŁUCHACZY O MROCZNIEJSZYCH UPODOBANIACH.

Wrocławski zespół to kwartet inspirowany neurotycznymi riffami z punkrockowej sceny lat 80-tych. Na debiut chłopaków składają się dźwięki w stylu coldwave, zamknięte w zaledwie 34-minutowym albumie z sześcioma utworami, które skutecznie pogłębiają melancholię, niepokój i lęki wszystkich wielbicieli mrocznego zamulania w stylu The Soft Moon.

Muzyka kapeli obfituje w przesterowany bas oraz często zamknięte partie gitar i elektronicznego instrumentarium. Zapytacie dlaczego zamknięte? Otóż „Aviaries” oznacza po angielsku ptaszarnię, czyli miejsce ograniczone, ale jednak z konstrukcją, pozwalającą znajdującym się tam ptakom na zdecydowanie większą swobodę, niż w przypadku klatki. Marcin Cieślak, Krzysztof Młyńczak, Mark Magick i Bartłomiej Kalisz stworzyli więc niejako własną ptaszarnie, dzięki której mogą uwolnić swoje inspiracje i podzielić się częścią tego co tkwi w ich umysłach.

Już w pierwszym utworze „Pills” możemy poczuć specyfikę industrialnej konstrukcji do której artyści zapraszają słuchaczy. Dźwięki odbijają się w niej od siebie, wokal rozmywa się, a bas i syntezatory przeplatają tworząc stan niepokoju i grozy. W sumie bardzo podoba mi się to podejście do wokalu – który stanowi zaledwie dodatek, swego rodzaju echo i dodatkowy instrument. Myślę, że to celowy zabieg twórców, który miał na celu wywołanie uczucia samotności i zobojętnienia emocjonalnego, które trudno opisać słowami.

Z kolei początkowe dźwięki drugiego utworu – „Blindfold” – brzmią niczym soundtrack z serialu Twin Peaks. Nastrój zmienia się jednak już po chwili w bardziej post-rockowy. W wyobraźni  zobaczyć można wtedy wizje pędzących donikąd samotnych ludzi, obojętnych na uczucia innych i nie zważających na ciemność, w której żyją. Może powinni zasnąć i pogrążyć się w przeszłości i zatraconych marzeniach? Nie ma problemu, bo kolejny utwór na krążku – melancholijny „Wrecks” zapewni oniryczną wędrówkę dla ich zbłąkanych dusz.

„What You Breathe With” rozbudza zaś słuchaczy przy pomocy wyrazistej  partii basowej, zapętlonej gitary oraz syntezatorów, które stopniowo wkradają się do utworu. To zdecydowanie najbardziej energiczny i rytmiczny utwór albumu, w którym czuć, że każdy z członków zespołu dorzucił do niego coś od siebie.

A potem czas na mojego osobistego faworyta – „Soil”. To połączenie zniekształconych głosów i elektroniki walącej jak burza z gradem, dopełnione akompaniamentem gitary akustycznej. Całość łączy się ze sobą w absolutnie znakomity sposób.

Cały krążek zamyka „Cold”. Bodajże to pierwszy kawałek skomponowany przez zespół, w związku z czym mówi najwięcej o jego twórcach. I ciekawa jestem, jacy panowie z Aviaries są na żywo, gdyż singiel określić można mianem „schizofrenicznego” i dość unikatowego.

„Aviaries” to płyta bardzo wciągająca i dość nowatorska, jak na polski rynek muzyczny. Zarzucić jej można stosunkowo małą różnorodność i bazowanie ciągle na podobnych samplach. Grono odbiorców, do których trafi album może stanowić zatem hermetyczną grupę, ale w sumie nie jest to jej słabą stroną, a więc przeciwnie. Ja osobiście czuję niedosyt… Tak, głównie z powodu tylko sześciu utworów. To największy mankament krążka i mam nadzieję, że nie pojawi się przy okazji kolejnego albumu grupy.

Ocena: 8/10

Sandra Szmigiel

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress