[RECENZJA] Ayden – „Identity”

Hej, to kolejna postrockowa płyta! Ciekawe co może na niej być? Zakodowane współrzędne położenia Bursztynowej Komnaty? Tajemnice znikania tirów za wschodnią granicą? Odpowiedź na pytanie czy Barlog ma skrzydła?

Hej, to kolejna postrockowa płyta! Ciekawe co może na niej być? Zakodowane współrzędne położenia Bursztynowej Komnaty? Tajemnice znikania tirów za wschodnią granicą? Odpowiedź na pytanie czy Barlog ma skrzydła? By się przekonać, musicie razem ze mną zanurzyć się w materiale.

Po raz kolejny dostałem w swoje niecne dłonie płytkę z stajni postrockowej. Zgadnijcie jakie mam przemyślenia? Otóż, wszystko to już było. Generalnie rzecz ujmując, przesłuchując wiele bandów post-rockowych, odnosi się wrażenie, że wszystko już było i niczym nowym artyści nas nie zaskoczą.

Dziwi mnie to, bo przecież post-rock to gatunek wysoce artystyczny, wymagający umiejętności i kreatywności – a mimo tego, ciągle widzę w nim schematy. Nie inaczej jest w przypadku bandu Ayden i ich krążka „Identity„. Panowie podjęli rękawice, próbując wcisnąć coś swojego. Sęk w tym, że formacji tworzących owy szlachetny gatunek ostaniami czasy pojawiło się zbyt dużo. Są fajne zabiegi, coś z progressive metalu, jakiś ukłon w stronę Periphery, spora dawka alternatywy czy charakterystyczne brzmienie gitar. Nie jest to jednak bezczelne zaczerpnięcie szuflą, a miły uśmiech w stronę inspiracji oraz słuchaczy. Sprawdzamy dalej, zgodnie z listą: ściana dźwięku zgodnie z modłą shoegaze? Jest w większości numerów. Umiejętne operowanie efektami przestrzennymi? Obecne. Rozciągające się, niemal ambientowe brzmienia? Stawiły się na wezwanie, bardzo ładnie i poprawnie goszczą w numerach. Numer, który uaktywnia głębokie pokłady nostalgii, wywołując chęć spoglądania na zachód Słońca? Oto winny, „Falling” się nazywa. Słyszę bardzo fajną, tak lubianą przeze mnie, pracę basu. Uwierzcie mi, nic tak nie podnieca, jak słyszalna sekcja rytmiczna. Linia melodyczna ma biec jak wataha wilków – zgodnie, razem, w wspólnym celu, a nie jak emeryci po karpia w Lidlu. Prawie godzinny materiał Ayden, to świadectwo właśnie takiej watahy.

Wspominałem jednak o własnych rozwiązaniach. Otóż Ayden pokusili się o ciut agresywniejsze brzmienie, dodanie pewnej żyletki/pazura/wygaru – zwał jak zwał. Obserwuję tendencje łagodzenia coraz to kolejnych wydań, tymczasem Ayden niepokornie, aczkolwiek nieco nieśmiało – pokazuje temu trendowi środkowy palec. Choć wiele z tych rozwiązań, elementów poszczególnych numerów odbija się znanym echem w mojej głowie, nadal dobrze jest posłuchać czegoś dobrego. Niemal atmosferycznego. Nawet w zwykłym „Horizons” widzę potencjał równy Widkowi. Delikatne uderzenie tajfunu, pieszczotliwy dotyk huraganu. Jest w tym spokój oraz pewna dawka energii, przy których można medytować, pić do lustra, spoglądać w gwiazdy lub pędzić niczym szatan słynną wueską po ściółce leśne uciekając przed bagietami.

7/10
Kamil Karpiuk

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress