[RECENZJA] BESIDES – „EVERYTHING IS”

Swoim nowym albumem post rockowcy z Besides chcą udowodnić, że nie byli tylko krótkotrwałą sensacją na rodzimej scenie muzycznej. Jak im to wychodzi?

besides edycja specjalna

SWOIM NOWYM ALBUMEM POST-ROCKOWCY Z BESIDES CHCĄ UDOWODNIĆ, ŻE NIE BYLI TYLKO KRÓTKOTRWAŁĄ SENSACJĄ NA RODZIMEJ SCENIE MUZYCZNEJ. JAK IM TO WYCHODZI?

Nie tak dawno temu, gdyby ktoś mi powiedział, że program spod znaku „talent show” wygra kapela grająca post-rock, to popukałbym się w czoło. Jednak 8. edycja Must Be the Music należała do instrumentalnego Besides, pokazując, że twierdzenie, jakoby ludziom podobało się tylko to, co już znają, nie musi być prawdziwe. Sukcesowi w programie towarzyszyło wydanie debiutanckiej płyty „We Were So Wrong”, a teraz doczekaliśmy się kolejnego albumu – „Everything Is”.

Chociaż wygraną Besides w programie telewizyjnym uważam za dobry omen dla polskiej sceny muzycznej, to sama płyta mnie szczególnie nie porwała. „We Were So Wrong” jednym uchem wleciało, a drugim wyleciało. Z „Everything Is” jest już jednak inaczej. Za produkcję materiału odpowiada grający w Tides From Nebula Maciej Karbowski, co wyraźnie słychać. Besides sprawia trochę wrażenie „młodszego braciszka” warszawiaków. Nie jest to raczej powód do narzekań, bo „Everything Is” brzmi solidniej niż poprzedniczka. A same kompozycje?

Nowe dzieło Besides to jeden z tych albumów, które wymagają od słuchacza uwagi, w zamian niosąc coś w rodzaju sonicznej terapii. Możemy traktować ich jako tzw. muzykę tła, przygrywającą, gdy jesteśmy zajęci czym innym, ale lepiej jest się w „Everything Is” wsłuchać. Zatracić. Poodkrywać dźwiękowe smaczki i niuanse. Czy będzie to otwierający „Of Joy”, czy też zamykający, potężnie zaczynający się „Of Sorrow”. Kreślony przez muzyków pejzaż zmienia się, a łagodność przechodzi płynnie w gitarową, masywną ścianę dźwięku. Albo weźmy „Fluttering”, na początku relaksujący i subtelny, by następnie uderzyć mocnym, niepokojącym riffem. Zgrabnie mieszają też nastroje „Efflorescent” i „A Threnody” ze swoimi transowo-hipnotyzującymi gitarowym momentami i wzniosłym zakończeniem.

Jedyną rzeczą, której mi na „Everything Is” brakuje, jest iskra szaleństwa, czegoś zaskakującego. Owszem, w kompozycjach mieszają się wyciszenie z agresją, jednak wszystko to w ramach nieco podobnego schematu. Domyślam się, że tak miało być, jako że jest to album, którego najlepiej słuchać całościowo, ale w okolicach „Remained” odczuwam coś w rodzaju „zmęczenia materiału”. Mamy tu kawał porządnego post-rocka, pełnego zarówno smaczków i delikatności, jak i energicznego „przywalenia”, ale po pewnym czasie przyjęta formuła trochę nuży.

Dlatego też najjaśniejszymi punktami „Everything Is” są jak dla mnie pomysłowy „And so am I”, a także wspomniane wcześniej „Efflorescent” oraz „Of Sorrow”. Ten pierwszy plusuje u mnie przeszywającym brzmieniem gitary prowadzącej oraz intrygującą linią melodyjną. „Efflorescent” to przekrój tego, co w Besides najlepsze, natomiast „Of Sorrow” intryguje i wprowadza nieco świeżości swoim ciężkim intrem i klimatem.

Do ideału wciąż nieco brakuje, ale postęp jest oczywisty. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to trzeci album Besides może już nie tylko się podobać – może wyrywać z butów.

                                                                                                                              Ocena: 7,5/10
                                                                                                                              Mikołaj Kobielski

Skomentuj to!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *