[RECENZJA] Bobby The Unicorn – „Syreni Śpiew”

Podobno syreny według mitologii greckiej były uznawane za niebezpieczne istoty, a przez niektórych były nawet porównywane do tzw. ,,femme fatale”. Ale mimo tego Darek Dąbrowski tworzący muzykę pod pseudonimem Bobby The Unicorn nie bał się ich zaprosić do swojego muzycznego świata. I płytę, którą wydał 11 listopada zatytułował właśnie ,,Syreni śpiew”. Kiedyś śpiew syreny skusił podróżującego Odyseusza, dziś ,,Syreni śpiew” kusi słuchaczy Bobby The Unicorn. Jak widać tej jesieni ,,Niebezpieczne kobiety” robią furorę nie tylko w kinie.
15281074_813641432072890_2096995010_n

Na swoim drugim albumie Bobby The Unicorn zamieścił tylko osiem utworów, przez co czuję lekki niedosyt. Utwór noszący taką samą nazwę jak cały album – czyli ,,Syreni śpiew” poznałam dzięki jednej z telewizji, która stworzyła akurat z tą piosenką spot zapowiadający filmy z Sandrą Bullock (w roli „Miss Agent”). Delikatne brzmienie krok po kroku intensywnie wyryło się w mą głowę – do tego stopnia, że na widok pani Bullock w filmie w mojej głowie pojawia się właśnie ta kompozycja. I w ten sposób cały dorobek filmowy Sandry został pokonany przez przez gitarę, syntezatory i wokal wprowadzający chilloutowy klimat.

W jednym z wywiadów muzyk o swoim nowym projekcie powiedział: ,,[…] „Syreni śpiew” jest tym takim drugim dzieckiem, niepokornym. Takim, które się nie słucha rodziców” – właśnie takie zachowanie znalazłam w utworze ,,Zimno”. Chłodne emocje i  poszukiwanie tego, co charakteryzuje nasze odrębne upodobania. Świat, w który budujemy na własnych zasadach, do których nie dopuszczamy ingerencji rodziców. Gitarowe brzmienie w parze z dźwiękami perkusji sprawia, że kawałek ,,Zimno” szybko wpada w ucho. Ale jak pokazuje historia, niesłuchanie rodziców przynosi ze sobą zawsze jakieś skutki.

,,Utwór zapowiadający album poznałam dzięki jednej z telewizji, która stworzyła akurat z tą piosenką spot zapowiadający filmy z Sandrą Bullock (w roli „Miss Agent”). Delikatne brzmienie krok po kroku intensywnie wyryło się w mą głowę – do tego stopnia, że na widok pani Bullock w filmie w mojej głowie pojawia się właśnie ta kompozycja. I w ten sposób cały dorobek filmowy Sandry został pokonany przez przez gitarę, syntezatory i wokal wprowadzający chilloutowy klimat”.

Na tej płycie muzyk wyruszył w podróż i udał się m.in. na wycieczkę po ,,Amsterdamie”. Dźwiękowa podróż po holenderskim mieście odbywa się bez słów. Jeśli jesteś uczulony na wyraziste gitarowe brzmienie, które staje się z każdym dźwiękiem Twoim przewodnikiem po amsterdamskich ulicach, to z pewnością ten kawałek trafi w Twój gust. Dla mnie w tym przypadku muzyka to za mało. Zabrakło słów, które mogłyby okazać się świetnym przekaźnikiem emocji, jakie powstały po tej wyprawie. Idąc dalej po kolejne utwory docieramy do stacji ,,Kraków”. Słyszałam, że większość osób zakochuje się w tym mieście już po pierwszej wizycie. Ja z utworem ,,Kraków” miałam zupełnie na odwrót. Musiałam wsłuchać się wielokrotnie w słowa tej piosenki. I chociaż na początku nie byłam do niej przekonana, to delikatne dźwięki w połączeniu z łagodnym i spokojnym wokalem muzyka spowodowały, że po którymś wysłuchaniu tego kawałka ułożył się w mojej głowie całkiem przyjemny obrazek. A podobno utwór opowiada o smogu – czyli rzeczy, która niszczy obraz Krakowa. Natomiast do tej pory kompletnie nie przekonałam się do utworu ,,Niemiłość”. Próbowałam wielokrotnie wczuć się w jego klimat, ale okazało się to bezskuteczne. Podczas słuchania tej piosenki opanowują mnie zbyt ckliwe emocje, na które jakoś nie potrafię znaleźć miejsca w swoim muzycznym świecie. O ile dźwięki, jakimi ten kawałek do mnie przemawia mogły mnie jeszcze w jakiś sposób nie zrazić, to zrobił to tekst. Słowa stworzyły w mojej głowie jakąś dziwną układankę, która była przepełniona mocno przedawkowanym romantyzmem. Takiej słodyczy w połączeniu z jakąś lekką nutką goryczy nieszczęśliwej miłości w muzyce mówię zdecydowane: ,,Idź sobie stąd! Być może w innym miejscu ktoś Cię doceni”.

Płyta ,,Syreni śpiew” jest według mnie pewnego rodzaju podróżą po nieznanych lądach, z których każdy utwór stał się jakąś muzyczną widokówką. Na każdej pocztówce doszło do innego eksperymentu z dźwiękami. Z upodobaniem miejsc bywa różnie, o czym świadczy wiele czynników. Ale z tej muzycznej prezentacji na pewno chciałabym zapamiętać kilka obrazków. Według polskiego słownika związków frazeologicznych ,,syreni śpiew” oznacza cudowny uwodzicielski śpiew, którego nie sposób się oprzeć. Wokal tych cudownych stworzeń zamieszkujących w morskiej głębi miał jednak jeden minus. Był podobno zagrożeniem dla żeglarzy. Po przesłuchaniu krążka ,,Syreni śpiew” jestem pewna, że materiał na tej płycie nie stanowi takiego zagrożenia. No chyba, że jesteś żeglarzem, który nienawidzi synthpopu – wtedy już robi się niebezpiecznie. W moim odbiorze Bobby The Unicorn uciekł tą płytą z domu, w którym eksperymentował jedynie z ciepłymi emocjami, które w interesujący sposób udawało mu się zamykać w dźwiękach swojej muzyki, co można wyraźnie zauważyć po przesłuchaniu debiutanckiej ,,Utopii”. Tam był ład i porządek. Kosmiczny świat, który ma swoje zasady. Tu wyruszył w nieznane, które jak sami wiemy nie zawsze kryje gwarancje tego, że zostanie zaakceptowane i pokochane przez każdego odbiorce.

7/10
Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress