[RECENZJA] Düsseldorf
– „Archive Series”

big_034b22d9requiem38-2-6737

REQUIEM RECORDS WSKRZESIŁO POLSKI INDUSTRIAL LAT 80. I POCZĄTKU 90. DO NASZYCH RĄK TRAFIŁA TWÓRCZOŚĆ ZESPOŁU DÜSSELDORF, KTÓRA ZOSTAŁA WŁĄCZONA PRZEZ WYDAWNICTWO DO LINII ARCHIVE SERIES.

Zawsze żałowałem, że w Polsce scena taneczna kojarzyła się najczęściej z disco polo, elektroniczna w dużej mierze z „techno”, Manieczkami i gwizdkami, a industrial z Nine Inch Nails – i Polacy w tej kwestii nic nie zrobili. A jednak Polacy nie gęsi i natworzyli wiele dobrych rzeczy, o których trzeba koniecznie napisać.

3xM – „Miasto, Masa, Maszyna” to hasło, którego uczyliśmy się w szkole, stworzone przez guru awangardy krakowskiej Tadeusza Peipera. Dzieła poddane jego wpływowi były charakterystycznie rytmiczne i proste, bo miały przystawać do ówczesnej, industrializującej się rzeczywistości.

60 lat później hasło Peipera do serca wzięli sobie panowie z grupy Düsseldorf i zaczęli tworzyć industrial taki, jaki może powstawać tylko wśród fabryk i kopalni. A ponieważ zespół pochodził z Górnego Śląska, taką atmosferę wraz z wdychanym smogiem mieli we krwi. Nie istnieli zbyt długo – raptem 4 lata, między 1989 a 1993 rokiem – ale niezwykłych nagrań trochę się po nich ostało. Te nagrania właśnie zostały zebrane przez wytwórnię Requiem Records i wydane w ramach Archive Series, projektu skupiającego się na zapomnianych polskich zespołach z muzycznego podziemia PRL-u.

Wsiąkając w płytę, za każdym razem zastanawiałem się, czy gdzie indziej mogłaby powstać taka muzyka. Może w Manchesterze albo w Zagłębiu Ruhry, gdzie natężenie fabryk, kopalni i hut jest podobne? Na pewno w tych utworach czuć atmosferę maszyn i miasta. Melorecytacje wokalnie kojarzą mi się z One Million Bulgarians, z którymi Düsseldorf łączy też „duszna” atmosfera. Ale Ślązacy, w przeciwieństwie do Bułgarów, są bardziej mechaniczni. Nie ma tu miejsca na melodię. Jest tylko rytm. Równy i wbijający się do głowy. Najbardziej wwierca się na pewno „Królewska Huta” z niesamowitym klimatem i tekstem, z którego dumny byłby Julian Przyboś; manifest „Uleczmy maszyny”, który właśnie najbardziej nawiązuje do idei Peipera i Awangardy. Ciekawostkę stanowi numer „Goddess of War”, stylistycznie odbiegający od pozostałych, a także z nich wszystkich najmłodszy i dużo bardziej inspirowany – przynajmniej według mnie – muzyką taneczną, popularną na początku lat 90. „Deutschland Punk Bass” z kolei kojarzy mi się bardzo z synth-punkowymi eksperymentami, do tego tekst brzmi naprawdę punkowo.

Uwielbiam takie odkrycia. Odkopywanie zespołów i płyt z polskiego podziemia lat 80. i początku 90. to żmudna, ale satysfakcjonująca praca. Warto się poświęcić, bo znajduje się właśnie takie perły: Śmierć Kliniczna, wspomniane wcześniej One Million Bulgarians, Holy Toy czy druga płyta Jacka Skubikowskiego. Düsseldorf pokazał mi, jak powinien brzmieć industrial – muzyka miasta, huty, kopalni. Odpowiada na pytanie, jak czują tę fabrykę ludzie, którzy żyją w jej cieniu całe życie, a węgiel i żelazo mają już we krwi. I potrafią z niej wykuć stal tak mocną, by pamiętać o niej po 25 latach, nawet jeśli leżała w zapomnieniu.                                                                                                               

Ocena:  8/10
Michał Maciejewski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress