[RECENZJA] HEART & SOUL
– „MISSING LINK”

Niejednoznaczny to longplay. Brzmienia nie dla wszystkich, a zarazem – nie dla każdego. Tak najkrócej można określić krążek Heart & Soul – „Missing Link”.

opemar20r0gw

Niejednoznaczny to longplay. Muzyka dla wszystkich, a zarazem – nie dla każdego. Roztacza przed słuchaczem wiele przeciwstawnych sobie krajobrazów emocjonalnych. Daje doświadczyć shoegaze’owego niepokoju, nieco dream-popowego surrealizmu, ale i elektronicznej namiętności, wyrażonej w bajecznych eksperymentach z samplami. Oto Heart & Soul i ich nowe dzieło pt. „Missing Link”. 

Utwory nie posiadają wspólnego mianownika, ewoluują z minuty na minutę, zdając się być czymś na kształt popisu możliwości kompozytorskich trzonu zespołu – Bogusława „Bodka” Pezdy i Sławka „Dżabi” Leniarta (wcześniej tworzących przez wiele lat grupę Agressiva 69). Do współpracy nad „Missing Link” zaproszeni zostali goście, reprezentujący różne światy muzycznej alternatywy, między innymi: Łukasz Lacha (L.Stadt), Justyna Kabała czy Bela Komoszyńska (Sorry Boys). Po połączeniu talentów tych artystycznych indywidualności zrodziła się muzyka przeciwieństw; niech to hermetycznie brzmiące określenie zostanie jednak odebrane jako komplement, ponieważ ilekroć powracam do krążka, tak za każdym razem odnajduję w nim coś nowego, nietuzinkowego, dotychczas nieodkrytego… Osiem perełek. Każda zajmująca na swój osobisty sposób. Każda w równym stopniu – nostalgiczna oraz żywiołowa. Każda o innym, energicznym potencjale muzycznym. Postaram się przybliżyć ów fenomen, oczywiście z subiektywnego punktu widzenia, zachęcając przy tym do całkowicie intymnego doświadczenia tej gatunkowej palety odmienności.

„Clear Your Mind” – trzeba przyznać, że tytuł pierwszej kompozycji jest znamienny w kontekście tego, co będzie się działo przez najbliższe kilkadziesiąt minut… Oczyścić umysł: to sugestia, zawarta w eterycznym, wolno płynącym wokalu Łukasza Lacha. Celem tego zabiegu jest przygotowanie się na doświadczenie enigmatycznie skomponowanej muzyki. Przeplatany elektronicznymi samplami – o zmieniającym się co kilka sekund rytmie – utwór ma w sobie tyle samo trip-hopowej skoczności w stylu Groove Armady, co klawiszowej psychodelii. Przez cztery i pół minuty słuchacz stoi więc twarzą w twarz z progresywnym dokonaniem na naprawdę wysokim poziomie; zaryzykowałbym stwierdzenie, że numer ten można by pociąć na kilka pojedynczych. Kilka równie dobrych, pomysłowych, a co najważniejsze – wizjonerskich.

Wirtuozerią wokalnego nastroju popisała się z pewnością Bela Komoszyńska. Jej „Paris (Alexander)” to utwór, z którego odsłuchaniem powinno się poczekać do momentu, kiedy słońce zachodzi za horyzont, zapada z wolna zmrok, a niebo przybierze tęczowych barw. Nad wyraz zmysłowa ścieżka dźwiękowa, rozwijająca się w parze ze śpiewem, raz jakże jaskrawym i donośnym, a raz – stonowanym, usypiającym (rodem z Cocteau Twins czy Mazzy Star), stanowią o lirycznym charakterze tej melodyjnej pocztówki ze stolicy Francji. Kompozycja rysuje obraz Paryża, gdzie ulice oraz światła miejskie w ostatnich sekundach gasną stopniowo wespół z ustającym rytmem i echem śpiewnych labiryntów, w które zabrała nas jakże kameralnie Bela.

„Ravioli A La Russe” z Justyną Kabałą na wokalu to czarno-biała, surrealistyczna fotografia dźwiękowa z Moulin Rouge. Co warte zaznaczenia – bardzo starannie wystylizowana fotografia, zdaje się, jakby żywcem wzięta z musicalu Josefa von Sternberga pt. „Błękitny anioł”, gdzie Marlena Dietrich uwodziła wagnerowskim półszeptem skupioną w mrocznej spelunie męską publikę. Kolaż dźwięków, przywołujących na myśl złotą erę europejskiego wodewilu działa bowiem na wyobraźnię odbiorcy, a w twórczości Heart & Soul o to szczególnie chodzi – o odmalowywanie paletą dźwięków bardzo obrazowych skojarzeń.

Najdziwniejszym utworem, a jednocześnie kolejnym z moich ulubionych jest zamykający płytę „Wounded Healer” – obdarzony dusznym soundtrackiem, zgęstniałym od ciężkich, niemal post-rockowych akordów z hipnotyzującą Pati Yang w tle. O ile dwa poprzednie kawałki były sentymentalnym nurzaniem się w urokach zachodzącego słońca, tak tu dominują pesymistyczne nastroje: zmrok, strach, zagubienie, paranoiczne błąkanie się w ciemnościach. Melorecytacja Pati poparta stanowczą linią basu, gdzieniegdzie okraszoną dodatkowo impresjonistycznymi wstawkami fortepianu najdoskonalej definiuje zarówno te odczucia, jak i wspomnianą wcześniej muzykę przeciwieństw; kompozycja stoi jakby w opozycji do pozostałych. Traktować ją trzeba jako przestrogę, że nie wszystko to, co wydaje się być oczywiste, takie jest w rzeczywistości. Muzyka powinna zaskakiwać, szokować, pozostawiać w niepewności, a takie zakończenie wydaje się być najbliżej tej filozofii.

Wizyjność artystów z Heart & Soul poraża. Po wielokrotnym przesłuchaniu owocu ich pracy śmiało mogę stwierdzić, że obdarzeni zostali niesamowitą wyobraźnią, objawiającą się przede wszystkim w eklektycznym doborze brzmień, zupełnie do siebie z pozoru nie pasujących. Wiele lat doświadczenia studyjnego zaowocowało, a sięgnięcie po artystów młodego pokolenia – to mądry i przemyślany ruch. Warto sięgnąć po „Missing Link” zwłaszcza, gdy ma się już pewne ugruntowane przekonanie o muzyce alternatywnej. Gęsto tu od aluzji do mniej lub bardziej znanych kompozytorów, co czyni krążek gratką dla starych wyjadaczy, ale także i nowicjuszy, uciekających od nudnego mainstreamu ku wyobcowanym, dźwiękowym podziemiom.

Ocena: 9/10

Kamil Chachuła

Skomentuj to!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *