[RECENZJA] HENRY DAVID’S GUN – „OVER THE FENCE… AND FAR AWAY”

Ekipa Wawrzyńca Jana Dąbrowskiego postanowiła zaprezentować słuchaczom swoją unikalną definicję najbardziej elastycznego gatunku muzycznego

Henry David's Gun - okladka1

Ekipa Wawrzyńca Jana Dąbrowskiego postanowiła zaprezentować słuchaczom swoją unikalną definicję – moim zdaniem – najbardziej elastycznego gatunku muzycznego. Miesiąc temu ukazał się ich krążek pod tytułem „Over the fence… and far away”.

Pewna dyscyplina zmusiła mnie niejako do opisania swoich artystycznych doznań związanych z dokonaniami Henry David’s Gun. Wielokrotnie w poprzednich tekstach wspominałem o fascynacjach zachodnim indie-folkiem w stylu Fleet Foxes czy Bona Ivera. Uważam, że polskie trio fortunnie odwołuje się do dorobku powyższych muzyków, co słychać zwłaszcza w utworze „33 Beads”, najmocniejszym punkcie longplaya. Kompozycja znacznie różni się od pozostałych, charakteryzując się zmiennym tempem wokalu oraz bardzo żywiołową gitarą, dorównującą zachrypniętemu śpiewowi Wawrzyńca. Gdybym podczas tego folkowego seansu miał z czymś porównać nagrania HDG, byłaby to okładka albumu: trochę vintage, bez przepychu, ale zapadająca w pamięć niczym stara fotografia, której piękna nikt nie podważy.

Henry David’s Gun chcą być – w tym pozytywnym sensie – dojrzalsi i starsi, niż są w rzeczywistości. Ich teksty mówią o tym, co już było, co już nie powróci, a literacka nostalgia wespół z melancholijnymi chórkami roztacza przed wyobraźnią słuchacza czarno-białe obrazki z życia. Kompozycja „Time On My Hands” w pewnym sensie każe zatrzymać się w pędzie codzienności i pochylić się nad tym, co dla zwykłego człowieka może być ważne. Warty zacytowania jest zwłaszcza fragment: „I work all days ’cause nothing’s for free/ I work and dream about the day I will have”. Czyż nie jest to sytuacja, którą każdy z nas – młodych ludzi – mógłby bez wahania odnieść do siebie? Dojrzałość instrumentalna polskiego tria również godna jest nieco głębszego poznania…

… z czym może być niemały kłopot. Dlaczego? Zespół Wawrzyńca J. Dąbrowskiego to również eksperymentatorzy muzyczni – nie da się pozostać obojętnym wobec egzotycznych melodii przebijających się spomiędzy gęstych, folkowych obłoków. Mamy tutaj chociażby ukulele, klawisze (brzmiące momentami jak popularny w latach 60. XX w. mellotron) czy afrykański cajon. Bodaj najlepszym przykładem owego egzotyzmu jest 7. pozycja na albumie „Evening Glow Orange” – już w 20. sekundzie zostajemy poczęstowani delikatnymi uderzeniami w struny pierwszego z wymienionych instrumentów (przywołuje mi to na myśl utwór For Emma” Bona Ivera). Wspomniana na początku elastyczność folku zostaje przez Henry David’s Gun poddana artystycznym zabawom, jak na pierwszy w ich dorobku krążek dość udanym i dobrze rokującym.

Henry David's Gun - okladka2

Odsłuchana na spokojnie płyta „Over the fence… and far away” w moim osobistym tegorocznym rankingu wartościowych krążków plasuje się naprawdę wysoko. Wyważona ekspresja, a także instrumentalna odwaga stanowią o niezłej pozycji startowej tria Henry David’s Gun. Szczerze trzymam kciuki za to, co pokażą publice w (mam nadzieję) niedalekiej przyszłości!

Ocena: 7,5/10
Kamil Chachuła

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress