[RECENZJA] Konrad Kucz – „Waltornium I-XV”

Bardziej doświadczenie, niż muzyka jakiej na co dzień słuchamy. I raczej doznanie, niż petarda z siarczystym beatem. Słowem: dzieło.

Twórczość Konrada Kucza wymyka się standardowym opisom. Niemniej potrafi on też zrobić muzykę przystępną i – rzekłbym – nieco komercyjną. Taką, jaką skomponował razem z Klake czy Gabrielą Kulką. Tym razem jednak artysta sięga w rejony, w których bardziej obnaża swoje fascynacje brzmieniem oraz być może uzewnętrznia przed nami swoją duszę. „Waltornium I-XV” to album gęsty od dźwięków natury i wypełniony po brzegi organowymi pętlami – zadanymi na tak dużym i epickim reverbie, że aż ledwo krążek trzyma je w ryzach.

Artysta pisze, że album jest kontynuacją serii płyt z muzyką autorską inspirowaną snami z dzieciństwa. To poszukiwanie ich atmosfery, nieprawdopodobnego spokoju i bezpieczeństwa. Obszarem formalnym dzieła pozostaje zaś klasyczny klimat rodem z twórczości Briana Eno. Niesamowite jest to, że te wszystkie barokowe i doskonale brzmiące klawisze zostały opracowane dzięki wirtualnemu programowi EAST/WEST, LOGIC AUDIO.

„Waltornium I-XV” to płyta, którą docenią nieliczni. I tylko oni będą potrafili ją w ogóle ocenić. Dla słuchających pobieżnie, będzie to krążek nie do przebrnięcia. Taki ewenement, dlatego też taki specyficzny przedział w ocenie. Warto posłuchać samodzielnie i zobaczyć, jak otwarci na muzykę naprawdę jesteśmy.

PS. Jak zwykle wielkie podziękowania dla Łukasza Pawlaka, właściciela wytwórni Requiem Records, że jest na tyle odważny (albo szalony), żeby wciąż wydawać na rynek takie cudeńka.

1-10/10
Kuba Styczyński

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress