[RECENZJA] Patrick The Pan
– „…niczym jak liśćmi”

ptp_niczym

5 MAJA POD SZYLDEM WYTWÓRNI KAYAX UKAZAŁ SIĘ NAJNOWSZY ALBUM KRAKOWSKIEGO SONGWRITERA PATRICKA THE PANA. PRZECZYTAJ NASZĄ RECENZJĘ!

Piotr Madej, czyli Patrick The Pan, pomimo młodego wieku wydaje się być zmęczony otaczającą go rzeczywistością, w której łącze internetowe jest podstawą komunikacji międzyludzkiej, okazywanie uczuć zostało sprowadzone do przesyłania sobie błahych emotikonek, a przekoloryzowane fotografie znajomych na Instagramie dyktują sposób, w jaki powinno wyglądać nasze życie. Reprezentując taką postawę, Patrick The Pan skutecznie odgradza się od swojego imiennika, znanego z bajki dla dzieci, którego imieniem określa się również syndrom męskiej niedojrzałości, czyli tzw. syndrom Piotrusia Pana. Patrick The Pan nie ma też nic wspólnego ze swoim bajkowym wzorem, ponieważ w przeciwieństwie do niego, Piotr ze smutkiem opowiada o niewygodnej dla człowieka samotności. Jestem przekonana, że nie porzuciłby swojej Wendy z obawy przed dorosłością i odpowiedzialnością. On już to zrobił – dojrzał, i jako poukładany młody mężczyzna stworzył jedną z najlepszych płyt tego roku.

W niecały miesiąc po premierze albumu „…niczym jak liśćmi”, w zestawieniu Listy Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia, możemy znaleźć jedynie jeden utwór z tego wydawnictwa i to w „poczekalni” na pozycji 35. Jest to kawałek „Niedopowieści”, w którym partneruje artyście Dawid Podsiadło. Można było się spodziewać, że takie towarzystwo i nietuzinkowy tekst, zagwarantuje piosence status natychmiastowego hitu, niemniej jednak, ogromną stratą dla słuchaczy jest nieobecność na liście innych numerów z tego krążka, choćby takich, jak enigmatyczny „Dare”, czy cudownie melancholijny „Space, 1961”, nie mówiąc już o radioheadowym#idiots”. Druga płyta Piotra Madeja proponuje bowiem odbiorcom szereg większych i mniejszych westchnień serca nad złożonością kompozycji, subtelnymi dźwiękami klawiszy, trąbek, a także kontrabasu i rozmarzonej gitary akustycznej. Całość dopełnia przyciągający i miękki wokal Piotra, o barwie zbliżonej do głosu Artura Rojka.

tekst space 1961

„…niczym jak liśćmi” to album tematycznie oscylujący pomiędzy tęsknotą, a gorzkim rozczarowaniem. Zaczynający się intrygującym intro, zatytułowanym „Zdejmij. Wyłącz. Zobacz”, wprowadza słuchacza w stan chwilowej hibernacji. Rozpoczynając swoją muzyczną podróż startujemy z ziemi otoczeni aparaturą podtrzymującą życie w przestrzeni kosmicznej. Nasz statek wychodzi z atmosfery i zaczyna swobodnie dryfować po bezkresie wszechświata. Następnie, cofamy się do roku 1961 i po raz pierwszy opuszczamy rodzinną planetę. Pozostawiając za sobą wszystkie znane nam osoby, dystansujemy się od dotychczas znanej nam rzeczywistości. Ale z czasem wspomnienia nas odnajdują i zalewają historiami dnia codziennego, takimi jak w akustycznej balladzie „Pikselove”, czy utworze „The Ballad of an Elephant”. Tak według mnie, w metaforycznym sensie, brzmi nowa płyta Patrick the Pan.

„History call it modern times,
I call it the age of putrid minds” – Patrick The Pan „#idiots”

Najmocniejszym punktem albumu jest singiel „Dare”, w którym klimat waha się zjawiskowo, zmieniając wydźwięk utworu z sekundy na sekundę. Spokojna, lecz trochę upiorna warstwa wokalu ściera się z potęgą perkusyjnych tomów i talerzy, przyprawiając o dreszcz zachwytu. Klawiszowa solówka w 2/3 kawałka dodatkowo zapiera dech i przenosi prosto do świata muzyki filmowej, skomponowanej przez Cartera Burwella. Do końca krążka czekają na słuchacza jeszcze cztery małe dzieła: niespokojna i burzliwa piosenka „52”; piękna i ospała „Lewiwa”, wzbogacona elektronicznym drżeniem; ponury i głęboki kawałek „Lunatique”, który można określić mianem dark ballady, przemieniającej się w jeden z lepszych, rockowych numerów na płycie i końcowy utwór „I Know How Am I Going to End” o stylistyce zbliżonej do baśniowego musicalu.

Album „…niczym jak liśćmi” jest przepięknym zbiorem jedenastu utworów, zapisanych w 48 minutach. Zawiera w sobie zarówno pozycje refleksyjne, jak i bardziej wartkie, o zróżnicowanym, alternatywnym brzmieniu. Dojrzałość emocjonalna twórcy wybija się w każdym momencie, a chłodna i niewzruszona narracja tylko to potwierdza. Harmonijnie rozwijane kompozycje nie popadają w skrajności, w skutek czego potencjał artystyczny równomiernie rozkłada się na całość wydawnictwa, które absolutnie urzeka swoją formą i wykonaniem. Nic więc dziwnego, że twórczość Patricka The Pana zyskuje coraz więcej zwolenników, a recenzenci nie szczędzą życzliwych słów. Z mojej strony wróżę Piotrowi długą i niezwykle satysfakcjonującą karierę, zarówno dla artysty, jak i jego odbiorców, a „…niczym jak liśćmi” umieszczam na prywatnej półce – The Best of 2015.

Ocena: 9/10

Nela Grabowska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress