[RECENZJA] PM2 Collective
– „Bob z miasta Dylan”

POLACY NA DZIKIM ZACHODZIE TO NIE BYŁA RZECZ CZĘSTO SPOTYKANA W WESTERNACH. A JEDNAK NIEWĄTPLIWIE NAS TAM CIĄGNIE.

Nie ukrywam, że z muzyką łączącą się z historiami z westernów i małych miasteczek w Środkowych Stanach najbardziej kojarzy mi się piosenka z telewizyjnego serialu „Rawhide”, nadawanego w latach 1959-1966 przez amerykańską stację CBS. Ponadto miałem trochę styczność z country i Bobem Dylanem, jednak od płyt w tym klimacie, lecz po polsku trzymałem się z daleka, więc z dużą ciekawością podszedłem do krążka nagranego w amerykańskim stylu przez Polaków.

PM2 Collective, czyli zespół Piotra, Wojtka i Marcina, właśnie debiutuje płytą Bob z miasta Dylan” i od razu uderza z amerykańskiej grubej rury. Chłopaki wiedzą, jak grać rasową americanę i country. I to tak, że nie ma miejsca na wstyd i przaśność. Jakby urodzili się w Nashville, ale umieli gadać tylko po polsku – więc jeśli chcą tworzyć, to tylko w ten sposób.

Jako najciekawszy kawałek na płycie najpierw wskazałbym „Witajcie w Dylan’s Town”, który nieodparcie kojarzy mi się z utworem „Tribute” w wykonaniu Tenacious D – zainspirowanym tradycyjną amerykańską muzyką. Następnie nad innymi piosenkami góruje „Dzika Banda”, przywodząca mi na myśl jazdę przez bezdroża na koniach lub w autach (w końcu to też konie, tylko mechaniczne) oraz bluesowa „Psota blues”.

Concept albumy to zawsze trudna rzecz. Wszystko musi się ze sobą wiązać, teksty powinny być spójne, a muzyka najlepiej żeby ze sobą całkowicie współgrała, aby człowiek miał wrażenie, że w sumie słucha jej w kawałkach. Można to też porównać do książki z podkładem muzycznym. Taka płyta musi absolutnie wciągać. Niestety krążek chłopaków z PM2 Collective ma z tym problem. Mimo że teksty o „mieście, które nigdy się nie budzi, gdzie rządzi zły pastor” są całkiem składne, to cały przekaz jakoś do mnie nie trafia. Może jest to wina prostoty, małej poetyckości albo zwyczajnie słabej narracji. Muzycznie płyta stoi na równym poziomie: trochę akustycznego grania a’la Bob Dylan czy w stylu innych wielkich artystów tworzących w tym klimacie. Usłyszymy też odrobinę białego bluesa i country – gdyby przetłumaczyć teksty zespołu na język angielski i puścić je Amerykanom, z pewnością znalazłyby wśród nich swoich fanów.

Podczas słuchania albumu „Bob z miasta Dylan” zabrakło mi tego ostatecznego „czegoś”. Pewności, że słucham czegoś naprawdę dobrego, rzeczywiście mocnego, trafiającego do serca na długo. Wyczuwam w chłopakach potencjał, ponieważ – jak wspomniałem wcześniej – PM2 Collective grają jakby pochodzili z USA, tylko w międzyczasie pomieszali języki… Niestety płyta nie zachęciła mnie niczym do tego, by ją zapętlać. I aby zostać na dłużej w Dylan’s Town. Może za to wkrótce usłyszymy od zespołu inne historie z bezdroży – i wtedy będzie ciekawiej. Trzymam za nich kciuki :).

Ocena: 5/10
Michał Maciejewski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress