[RECENZJA] Spring Rolls – Universum

Niespójność koncepcji płyty zespołu Spring Rolls przyprawia mnie o zawrót głowy. I każe kwestionować sens jej powstania. Rozumiem, że „Universum” mogło sugerować, że muzycy prześlizgiwać się będą po różnego rodzaju „światach muzycznych”. Mnie to nie przekonuje. Na szczęście okazuje się, że im dalej w las, tym więcej dobrych utworów dałoby się z niego wyciąć. Tym razem więc, nietypowo, ocenię wszystkie kawałki po kolei.

Otwierający krążek „Nowy Świat” brzmi jak coś pomiędzy słabo wykonaną polskojęzyczną wersją piosenki z bajek Disneya, z czymś, co być może miało być rodzimym „Bohemian Rhapsody” albo mutacją twórczości Muse (wysokotonowe wycie, epickość brzmienia i fotepian jako wypełniacz). Udało się, delikatnie mówiąc, połowicznie.

„Planety” można pochwalić za bardzo chwytliwy refren i następujący po nim riff. Podoba mi się też dobór słów przez wokalistę – są obrazowe i pobudzają wyobraźnię. Niezły utwór.

Po nim mamy jednak kompletne przełamanie koncepcji. Pojawia się w muzykach chęć nieudolnego kopiowania zagranicznych idoli. Jednak z łamaną angielszczyzną wokalisty, to nie mogło się udać. Poza tym, kompletnie nie rozumiem idei tworzenia albumów zarówno z angielsko, jak i polskojęzycznymi piosenkami. Może mógłbym skupić się na tym, że muzyka jest w sumie ok, natomiast jedyne co słyszę w „Girl from Mars”, to zwroty typu „the dipest (niesłyszalne), czy „łimast traaaaaaaj tu surwaaaaajw”. I ten wymuszony dramatyzm… Czuć, że wokalista zupełnie nie utożsamia się z tym, co śpiewa. Ech.

„Toksyczny” zaczyna się bardzo fajnym elektronicznym wstępem, być może ukręconym na Korgu Monotronie, może nie. Potem dużo hałasu, często niezrozumiałe wycie wokalisty, zaśpiewane na tonach dających podejrzenie, że piosenka była jednak pisana, być może nawet nieświadomie, dla wokalistki. Niemniej utwór ma pazura i zaliczałbym go do zalet albumu.

Przy wstępie do „87” chciałem jednak płytę zwyczajnie wyłączyć. Bliskowschodnie zawodzenie zaśpiewane głosem menela znalezionego pod sklepem, po czym ostry riff, przenoszący słuchaczy klimatów rodem z zadymionych klubów dla motocyklistów. We fragmencie przed refrenem miks obu światów, a już w refrenie coś jeszcze innego. Totalnie nieprzekonujący miszmasz.

Z kolei „Animal Inside” to właściwie dobry, potencjalnie hitowy kawałek. Mógłby nawet pochodzić na listach przebojów, gdyby nie – znów – fatalny anglojęzyczny akcent wokalisty. Muzycznie jednak to bardzo dobra robota i, w tym wypadku, udany miszmasz gatunków.

Fortepianowy wstęp do „Mars One”… Panowie, czy wy tego słuchaliście przed wrzuceniem do miksu? Bo chyba coś się nutki nie zgrywają. Później muzycznie jest całkiem nieźle, chociaż dramatyzm a’la Muse powoduje u mnie walkę z odruchem chcącym wyłaczyć płytę w playerze.

Do „Przyjdzie Tak Czas” nie mam większych zastrzeżeń. Spoko tekst i naprawdę zaskakująco dobra kompozycja. Szkoda tylko, że producent nie dał rady wyprodukować do tego lepszych bębnów, niż tych brzmiących jak przez dywan zdjęty po półwieczu ze ściany. Niemniej – kolejna dobra piosenka na albumie. W zasadzie podobnie mogę wypowiedzieć się o „RGB”. Oba utwory pokazują, że muzycy umieją, a wokalista potrafi nie irytować i dobrze wpasować się w kompozycję. I żeby skończyć ocenę kawałków pozytywnym akcentem, nie nawet wspomnę słowem o kończącym album „Too Late”.

Nie ma co czepiać się miksu i masteringu płyt niszowych zespołów, ale dlaczego do cholery, jest tak głośno? Dlaczego jedyne co słyszę, to wysokotonowe uderzenia perkusji? Przy takim brzmieniu basista mógł w sumie iść do domu i prawdopodobnie nikt by nie zauważył różnicy. A głos wokalisty, choć niezbyt wybitny, nie powinien ginąć w hałasie na tyle, bym nie był w stanie usłyszeć nawet polskich tekstów.

Zawsze chwalę eksperymenty, ale nie worek pomysłów bez ładu i składu. „Universum” to bowiem jedno wielkie „hit or miss” pod kątem jakości. Niby tylko 35 minut, a wymęczyłem się jak przy podwójnym LP. Materiał miał potencjał. Tylko może lepiej byłoby z niego zrobić 2 lub 3 epki w różnych klimatach? Albo chociaż jedną epkę tylko z najlepszymi kawałkami po polsku? Rozumiem, że kapela czekała lata na wydanie LP. Ale, jeśli w tym czasie ewoluowała, to powinna pogrzebać mniej udane kawałki. A tak – szału nie ma.

5/10
Kuba Styczyński

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress