[RECENZJA] Szepty i Krzyki – „Trzynaście Stanów Świadomości”

szeptyikrzyki

Mieszanie gatunków to znak naszych czasów. Bo trudno jest walczyć z oczywistościami, wszystko może być inne niż się wydaje, a muzyka w rękach niektórych staje się niejako zabawką. Mam przeczucie, że w rękach opisywanego zespołu jest dokładnie tak. Problem w tym, że muzycy często psują tę zabawkę.

Szepty i Krzyki to grupa, która powstała z połączenia zespołów iNNi oraz Projektu LR. Porusza się głównie w stylistyce industrial metal. Lecz zespół idzie o krok dalej niż Rammstein oraz Ministry i korzysta ze współczesnych brzmień, mieszania gitar i bitów jak Modestep, Awolnation czy Korn na ich albumie „Path of totality”. Znajdziemy tu elementy indie rocka, psychodeli, popu, a nawet eurodance, którego nie powstydziłby się Scooter. Lubię fuzje gatunkowe, bo można tym stworzyć nową jakość. Można też osiągać ekstrema niedostępne już kiedy zamykamy się w jednym gatunku (przykładem takiego podejścia jest np. Igorrr, który łącząc metal z breakcore’ami stworzył zupełnie nową jakość hałasu). Ale wszystko pięknie, gdy jest to konsekwentne. A z tym bywa bardzo różnie na tej płycie.

Bo słuchając „Trzynaście Stanów Świadomości„ miałem wrażenie, że słuchałem trzynastu różnych płyt.  Dla mnie najciekawszym doznaniem na albumie jest na pewno „Kakofoniczny szept”, będący  pomieszaniem ciężkiej perkusji, niesamowitych wokali (krzyk jako główny i piękny kobiecy zaśpiew, wręcz etniczny w tle tworzą fascynujący kolaż), do tego akustyczna gitara i elektroniczne bity dopełniające całości to coś, czego nigdy nie słyszałem. Etniczne „Aniele mój”, które naprawdę pozwala się wyciszyć i zapomnieć o świecie i pokazuje, że wokal też jest niesamowitym instrumentem. „Biała chorągiewka”, która tytułem wywołuje od razu skojarzenie z „Białą flagą” Republiki też słucha się niezwykle ciekawie, a jest coverem piosenki zespołu 1984 – innej legendy nowej fali lat 80-tych.  Na płycie mamy też cover piosenki Made In Poland „Ja myślę”, który jednak mi nie bardzo podchodzi. Może kwestia mojej wielkiej sympatii do oryginału, ale ta wersja dodała sztuczną taneczność. Szkoda, bo wokal Artura Szuby pasuje do tej piosenki idealnie i jest wręcz nieodróżnialny od oryginału. Ale słuchając tego coveru czuję się jakbym był na jakiejś imprezie z remixami.

Słuchanie tej płyty to dziwne doświadczenie. Rozpatrując każdy kawałek oddzielnie jest ona dużo lepsza niż kiedy ocenia się cały album. Być może to kwestia zbytniego szafowania stylami, a zbyt małej konsekwencji. Gdyby płyta była oparta tylko na ciężkich gitarach i elektronice albo tylko na akustycznych rytmach podbitych syntetycznymi bitami to pewnie wyszłoby jej na lepsze. A tak mamy pomieszanie z poplątaniem. Muszę jednak oddać jedno twórcom: ich kreatywność mnie zaskakuje. Nie miałbym tyle pomysłów. Nie wiedziałem nawet, że tak się da wszystko łączyć. Więc liczę tylko na to, że zespół będzie się rozwijał, będzie bardziej konsekwentny i stworzy coś, co będzie spójne. Bo tym twórczym chaosem płyta najbardziej traci.

Ocena: 6/10

Michał Maciejewski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress