[RECENZJA] The Rookles
– „Open Space”

The Rookles Open Space (Okładka)

PRZECZYTAJ NASZĄ PRZEDPREMIEROWĄ RECENZJĘ DEBIUTANCKIEGO ALBUMU THE ROOKLES „OPEN SPACE”!

Słuchaliśmy chłopaków na koncertach, w telewizji i w Internecie, ale nie mieliśmy okazji odpalić płyty The Rookles w swoim domowym odtwarzaczu. 19 czerwca ta sytuacja nareszcie ulegnie zmianie, ponieważ wtedy ukaże się ich debiutancki album zatytułowany „Open Space”, wydany nakładem wytwórni Fonografika. To nie jest byle jaki album, ale dzieło zrodzone z ogromu pasji i ukochane przez swoich twórców!

Z muzyką The Rookles znam się już od paru ładnych lat, dlatego też podwójnie ucieszyłam się na myśli o przedpremierowym zrecenzowaniu tego materiału. Dla tych jednak, którzy nie mieli tyle szczęścia, przypomnę, że The Rookles to czwórka bardzo bliskich przyjaciół z Otwocka pod Warszawą, grająca mieszankę britpopu, indie rocka, funku i rock’n’rolla. W ich twórczości wyraźnie zaznacza się fascynacja Beatlesami, Oasis, czy The Beach Boys, więc charakterystyczne harmonie wokalne, chórki i słoneczne, lekkie riffy to elementy spajające wszystkie utwory na debiutanckim albumie. Dodatkowo dostajemy parę brzmieniowych niespodzianek, które pokazują, że od czasu do czasu dobrze przemienić się z miłego chłopca w mężczyznę z krwi i kości, który potrafi docenić kobiece piękno (if you know what I mean).

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jaka odpowiedzialność ciąży na pierwszym utworze z płyty? Jeżeli mamy do czynienia z debiutanckim wydawnictwem, to presja jeszcze bardziej wzrasta. Na „Open Space” znajduje się wręcz wyczerpującą możliwości artystyczne, ilość utworów – jest ich aż 14, łącznie z bonus trackami, a otwierający kawałek „Don’t Even Try” wydał mi się w tym zbiorze najbardziej naturalnym wyborem, ponieważ stanowi swoistą wizytówkę stylu The Rookles. Od pierwszych sekund piosenka zalewa słuchacza falą arcypozytywnych myśli, a uwierzcie mi, że w tych czasach pełnych depresji i braku wiary we własne możliwości, usłyszenie od frontmana rockowego zespołu słów: I know I can do it, yes I’m gonna do it! There is no better time! Don’t even try to stop me now . ‚Cause I’m not looking back. Don’t ever say there’s no way out, I won’t give up! I’ll never let you bring me down. I’m just feeling that I’m alive” sprawia, że człowiek zaczyna lżej traktować swoje życiowe wątpliwości. Wszystko to uroczo przyozdobione radosną, roztańczoną gitarą, sielankowym wokalem i ciepłym beatem wybijanym rytmicznie na perkusji. Aż chce się uwierzyć, że główny wokalista – Hubert (a jest ich trzech), ma rację.

Słuchając dalej i więcej, coraz częściej łapię się na tym, że The Rookles to grupa prawdziwych romantyków, ponieważ potrafią śpiewać o miłości w taki sposób, w jaki prawie nikt już dzisiaj tego nie robi. Nawet nieszczęśliwe historie opowiadają bez cienia melancholii, a ich nadzieja zdaje się nigdy nie umierać. Bo czymże jest stan zakochania, jeżeli nie oczekiwaniem na spojrzenie, dotyk, czy słowo od ukochanej osoby? Jeżeli nie tęsknym wzdychaniem, ale pełnym wiary i ufności w uczucie naszej, górnolotnie mówiąc, drugiej połówki? The Rookles idealnie ujmują te ulotne stany świadomości w swoich rock’n’rollowych balladach, dając nam sentymentalne chwile pełne prawdziwych emocji. Może to wszystko i jest trochę naiwne, i czasami zbyt ckliwe, ale która dziewczyna nie chciałaby, żeby „I Follow You Girl”, czy „With You By My Side”, powstało z myślą akurat o niej?

The Rookles Promo 2 (fot. D. Breś)

Najznakomitsze i najciekawsze kompozycyjnie kawałki rozsiane są na „Open Space” w paru strategicznych miejscach. Bliżej połowy albumu mamy „Slide It Like A Man” – mój faworyt, gdyż Rooklesi posłużyli się tutaj zawadiackimi funkowymi riffami i pobawili się trochę rytmiką utworu. Stosując pauzy i przystanki w odpowiednich momentach, nadali całości nieco seksowny wydźwięk, który pobudza wyobraźnie. Sam tekst piosenki i zadziorny, pewny swoich możliwości wokal, również odgrywa tutaj kluczową rolę. Dodatkowo nie można pozbyć się skojarzeń z początkowymi, luźnymi hitami Red Hot Chili Peppers, w których linie basu budzą więcej zachwytu, niż gitarowe. Następnym, wybitnym na tle reszty, utworem jest akustyczny „And I’ll Be There For You” – kojące brzmienie gitary zostało tutaj uzupełnione lirycznymi smyczkami i czułym wokalem o miękkiej barwie. W przeciwieństwie do pozostałych kawałków, głos Huberta przeistoczył się w pozbawiony rockowej szorstkości i chrypki, dzięki czemu piosenka wydaje się bardziej osobista, niż inne. Ale może to zasługa tego, że słowa napisała kobieta – Marta Wrońska? Na samym końcu, przed bonusami, można znaleźć jeszcze jedną ciekawostkę – jest nią „Not Going Away”. Typowo rozrywkowy i rock’n’rollowy numer stawiający na szybkie tempo oraz niewielką patetyczność.

W większości niewymienionych przeze mnie utworów przewijają się milutkie i przyjemne britpopowe motywy, z większym lub mniejszym udziałem indie rockowych riffów i rock’n’rollowego szaleństwa. Natomiast kawałki bonusowe „Wypaleni” oraz „Neonowy Świat” o wiele lepiej brzmiałyby po angielsku, ale może to tylko moje preferencje? Muszę jednak dodać, że „Neonowy Świat” ma większy potencjał, niż „Wypaleni”, interesującą melodię i od 2:15 minuty muzycznie nawet intryguje.

The Rookles Baner Gif ver.white

Debiutancki album The Rookles wyczerpująco podsumowuje całą dotychczasową działalność koncertową chłopaków, znajdują się na nim dobrze znane wszystkim fanom tzw. „kultowe” numery grupy oraz muzyczne rarytasy dla tych bardziej wymagających i pragnących urozmaicenia. Rozbijający się po kątach duch Beatlesów wcale nie dominuje, lecz miło łechta gusta tych zakochanych w muzyce brytyjskiej, a indie rockowe momenty ubarwiają całość. 47-minutowa płyta prawie mieści się w granicach ostatnio modnych czterdziestek piątek, nie dając ani uczucia przesytu, ani niedosytu. Odpowiednie rozmieszczenie utworów pozwala na złapanie tchu przy wolniejszych melodiach, przygotowując na prawdziwie rock’n’rollową zabawę w stylu lat 60. Szkoda, że rozkloszowane spódnice są już niemodne i mało który mężczyzna może się pochwalić umiejętnością tańca… No cóż, zawsze pozostaje możliwość zachwycania się wirtuozerią gitarową, czy perkusyjną członków zespołu The Rookles, gdyż technicznie niczego im nie brakuje. Tylko proszę, nie śpiewajcie po polsku.

Ocena: 7+/10

Nela Grabowska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress