[RECENZJA] Those Who Dream By Day – „Glad To Be..”

Będzie instrumentalnie, będzie post-rockowo, klimatycznie, a i indie rock też wpadnie z flaszeczką inspiracji. Zapraszamy na szybką, popołudniową, „kawę muzyczną” w wykonaniu Those Who Dream By Day.

Naczelny doskonale orientuje się w moich gustach, skoro zaproponował mi recenzję kolejnej płyty. Będzie instrumentalnie, będzie post-rockowo, klimatycznie, a i indie rock też wpadnie z flaszeczką inspiracji. Zapraszam na szybką, popołudniową, „kawę muzyczną” w wykonaniu Those Who Dream By Day.

Aby w pełni oddać wszystko to, co należne zespołowi, trzeba powiedzieć wprost o tym, kim są. Po prawdzie, to całość ich projektu jest jednym, długim, ale pełnym znaczeń zdaniem. Wielokrotnie złożonym, pełnym przecinków, znaczeń. Zarówno sama nazwa bandu, tytuł płyty oraz poszczególne kawałki zarejestrowane na krążku, są zarówno oddzielną historią, ale do zrozumienia zamysłu autora, należy traktować to jako pełną opowieść.

„We are Those who dream by day, and we’re glad to be… Here, back on the playground on the last summer day. Aware! in in 53°58’N 20°82’E (BIPOLAR PARADISE), for you, in unity emotive”. Tak brzmi pełen przekaz, w mojej osobistej transkrypcji. Co kryje się pod tym długim zdaniem?

Kojarzycie książki, które czytaliście z wypiekami na twarzy? Każda strona była pochłaniana z niesamowitą żarłocznością, z nabożnością godną kapłanów dawnej wiary odczytywaliście znaczenia każdego ze słów. A może hołdujecie dawnej sztuce pisania listów? Kilkanaście słów, zapisanych na papierze, wprost od ukochanej osoby, zczytywanie każdego z nich – osobno, razem, w parach – aby odszukać ukryty sens. Moim skromnym zdaniem, w taki sposób należy odbierać ten album. Każdy kawałek można traktować jako osobną historię minionych, ciepłych dni spędzonych z osobą, która kiedyś była bliżej a rzeczywistość bez niej wydawała się kłamstwem (back On The PLAYGROUND). Gdy zamknięci w skafander kosmiczny, za ileś lat, będziecie mogli podziwiać wybuch Betelgezy (for YOU), czy złożyć hołd post-rockowym bogom z Irlandii (in UNITY). Nie zabrakło też mocnego, pełnego emocji i pierwotnej energii, muzycznego tąpnięcia, złości, próby sił (EMOTIVE). Bo przecież każdy z nas ma granice wytrzymałości, prawda?

Mógłbym, i nawet powinienem, traktować to wszystko jako osobne historie, ale całość składa się na salut, pozdrowienia, swoisty przekaz od autorów. Śnią za dnia, najpewniej po to, by działać w nocy. Mimo tego, są zaszczyceni tym, iż mogą tutaj być, z nami. Na placu pełnym muzycznych rozrywek, w ostatnim dniu lata, na początku marca. Przestrzegają, że na współrzędnych wskazujących brzeg Jeziora Boskiego, w jedności, czeka na nas coś emocjonującego.

Czy album jest tytaniczną masą ludzkiej kreatywności i miłości do muzyki? Owszem, jest. Czy jest pełen dobrych inspiracji? Jak najbardziej. Czuję w tym All Is Violent, All Is Bright wspomnianych irlandzkich bogów post-rocka. Finalnie, bowiem dziś przypada premiera krążka „Glad To Be..”, powiem tak: warto. Warto przesłuchać, odpłynąć, zrelaksować się. Zapomniałem już, że bandy potrafią tworzyć albumy tak łatwo przyswajalne, jak tlen czy szklanka zimnej wody w upalny dzień.

7/10
Kamil Karpiuk

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress