[RECENZJA] Vökuró – „Creatures”

VOKURO

CHŁODNA ELEKTRONIKA I CIEPŁO PLEMIENNYCH RYTMÓW. DREAMPOPOWA PRZYSTĘPNOŚĆ, ALE W CIENIU DARKWAVE’OWEGO NIEPOKOJU. COŚ ZE SNU I ODROBINA Z KOSZMARU. NIE DO POGODZENIA? CÓŻ, WARSZAWSKIE VÖKURO PRÓBUJE. I TO CAŁKIEM UDANIE.

Ostatnimi czasy, kiedy jakiś zespół zapuszcza się w takie regiony muzyczne, jak Vökuró, słowem kluczem jest „minimalizm”. „Creatures” jednak się z tego schematu wyłamuje, aranżacje bywają gęste, jak w otwierającym utworze tytułowym, czy bliskim końca płyty „Trapped”. Narastający i rozpędzający się „Creatures” jest jednym z tych ciepłych akcentów, taka etno-psychodela, przypominająca nieco łagodniejszą wersję szwedzkiego Goat. Tak samo jak spokojniejszy „Cradle Song”, ze swoimi bębenkami i akustykiem, pławiący się w nieco „kwasowym” klimacie. Choć biorąc pod uwagę image zespołu, podejrzewałbym, że grane są raczej jakieś grzybki…

Tu też należy koniecznie nadmienić, że wszystkim kompozycjom towarzyszy zmysłowy głos wokalistki, który jest ogromnym plusem całego „Creatures” i w dużej mierze odpowiada za stworzenie „odrealnionego” klimatu. W wolnym, transowym „The Tiger”, opartym na miarowym rytmie łatwo można się zatracić. Bardziej oszczędny w środkach wyrazu jest chillujący i kołysankowy „Light A”. Tu też idą znowu pochwały dla wokalu, ale linia melodyczna też jest naprawdę urzekająca. Niby pozornie nic wielkiego, a jak się subtelnie „wkręca”. W bardziej żywym „Darkness Fades Out” pobrzmiewa z kolei nieco duch stareńkiego Clan of Xymox i pojawia się nawet coś, co przypomina jazzujący klarnet – efekt jest intrygujący. W podobnie darkwave’owych klimatach osadzony jest bardziej stonowany „Mad Blake” – jeden z dwóch utworów na tej płycie, które mi do końca nie przypasowały i nie przykuły niczym uwagi. Drugi to kończący „Glassy Eyes” – taki nastrojowy minimal, ale również bez czegoś, co sprawiłoby, bym dłużej się przy nim zatrzymał. Natomiast poprzedzający go „Trapped”, to już inna sprawa. Bogaty w aranżu, z lekko nerwową i niepokojącą elektroniką puszczającą zimne dreszcze po kręgosłupie – ponownie dziedzictwo klasyków z wytwórni 4AD.

Ciekawa sprawa z tym Vökuró . Żaden z tych utworów głowy, tudzież żadnej innej części ciała, mi nie urwał, a jednak chce mi się do nich wracać. I tak sobie myślę, że właśnie taka ta płyta ma być. Kradnie ci serce dość niepostrzeżenie, kiedy akurat patrzysz w innym kierunku i niczego się nie spodziewasz. I podoba mi się to. Domyślam się, że niejednoznaczność tego albumu i nagromadzenie często zupełnie różnych środków wyrazu, nie każdemu musi być w smak. Ja też pewnie mógłbym przyczepić się do tego, czy owego (standardowe tu przyciąć, tamto wyrzucić), ale… nie mam na to ochoty. Po przesłuchaniu tej płyty jestem kompletnie nie w nastroju do malkontenctwa – a przecież nie ma to jak wbić zespołowi parę szpil tu i tam, no nie? Także – brawo Vökuró. Zdusiliście mojego wewnętrznego recenzenckiego narzekacza.

Na zakończenie: dwie sprawy. Pierwsza: Vökuró to muzyka nocy, kiedy świat zwalnia i pokazuje trochę inne oblicze, a zmysły otwierają się na nieco inne bodźce. Puśćcie sobie ich po zmroku, załóżcie słuchawki, popatrzcie w nocne niebo. Tak ta płyta działa najlepiej. Sprawa druga: z zasady nie daję dodatkowych punktów za okładki. Ale gdybym dawał, to „Creatures” byłoby właśnie jednym z tych przypadków.

                                                                                                                                                                                                                                         Ocena: 8/10
Mikołaj Kobielski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress