[RELACJA] Youth Calling Fest – raport świadka naocznego

Relacja z Youth Calling Festival.

10498512_349351441921408_7206461018553084816_oYOUTH CALLING TO ODWAŻNE PZREDSIĘWZIĘCIE – MŁODZI ARTYŚCI SĄ ZACHĘCANI DO WYJŚCIA ZE SWOIM MATERIAŁEM KU SZERSZEJ PUBLICE. TWORZY TO MOŻLIWOŚĆ SPRAWDZENIA SIEBIE I GUSTÓW SŁUCHACZY, SOLIDNOŚCI WŁASNEGO MATERIAŁU I KTO WIE: ROZWOJU DALSZEJ KARIERY?

Mój krótki rekonesans dał następujące informacje: Youth Calling działało w 2012, gdzie popełniono aż dwie tury tegoż zacnego wydarzenia. Potem sprawa ucichała i wyrosła na nowo w tym roku. Jako członek FINE TUNE dostałem możliwość uczestnictwa w niejako reaktywowanej działalności muzycznej.

Przyznaje się bez bicia: posiadałem karnet, co wiązało się z możliwością uczestniczenia w dwóch dniach tego swoistego festiwalu (YC trwa dwa dni). Plan oraz zamiar był ambitny – uczestnictwo w pełnym wymiarze. Nie jestem narwańcem pokroju historycznych Kozaków, którzy z rozchełstaną koszuliną, szabelką zrabowaną turkowi, galopując na koniku podwiniętym na gospodarstwie jakiegoś szlachcica, pędzę na czołówkę z husarią czy jazdą pancerną. Za tym idzie to, iż przed wyruszeniem przesłuchiwałem twórczość wykonawców.  I uwierzcie mi: jeśli ktoś lubi elektroniczne plumkadła, które nie przypominają niczego i nikogo, to pierwszy dzień i lwia część drugiego była idealnie dla niego. Był jeden, jedyny wyłom w postaci zespołu Holic. Takie światełko w tunelu, lub bardziej obrazowo, perły przed wieprze. No dobra Kamil, ale mów gdzie to miało miejsce, jakie odniosłeś wrażenia. Do brzegu!

Cały festiwal odbył się na scenie klubokawiarni Chłodna 25.  Lokal z typu tych ukrytych, a jednocześnie znanych dla miejscowych mieszkańców. Zero znaku, szyldu. Idzie rozpoznać po masach alternatywnych ludzi vel hipsterów, którzy w tej porze roku wylegują się na krzesłach/leżakach przed wejściem. Generalnie lokal dawno stracił status niszowego i tak-bardzo-indie gdyż przychodzą tam całkiem spore masy ludzi. Sama scena mieści się w piwnicy lokalu.  Jest mała, nie umiem określić jej metrażu, ale jest zdecydowanie za mała. Najmniejsza scena jaką widziałem do tej pory. Trochę urządzona w pośpiechu ale za to ma monitory odsłuchu dla bandu, kolumny skierowane na widownię – jest dobrze. Pytanie po co, gdyż Holic spokojnie wygenerowało taki hałas, iż nie potrzebne było zbytnie nagłośnienie. Co innego, gdy gra się ambient-space-electronic-vow, o ile tak mogę określić tą turę Youth Calling.

Scena to… scena dla bandu, obszar przejściowy do stania, tupania nóżką czy kiwania głową (byłem ciekaw jak wyglądałoby tam pogo. Raczej nieciekawie, bo groziłoby to wbiciem się w band niczym znany wszystkim z tzw. internetów samochód w cudze pole uprawne. Tak, możecie sparafrazować słynne słowa.). Są jeszcze jakby podesty, które sięgają w głąb salki. Służą do stania, siedzenia, ustawienia wielkich dmuchawy/stroboskopów nakierowanych na band. Rave gwarantowany!

11169521_349351445254741_7131896170118079837_o

A jakie wrażenia z występów? Na początek wyskoczył pan o pseudonimie Hubahuba. Czapeczka na głowie, pomimo przaśnej temperatury na zewnątrz, koszulina i buty biegacza. Nigdy nie pomyślałbym, że ten człowiek zaraz wyjdzie na scenę i uskuteczni swój pierwszy występ w karierze. Dokładnie tak! Był to debiut, co przyznał sam wykonawca. O ile jego muzyka nie była moją bajką (i raczej nigdy nie będzie, bo jeśli chcę posłuchać rozciągniętych w przestrzeni dźwięków, wybieram post-rock. Sorry Winnetou!), to wielki props za zachowanie zimnej krwi. Trema go nie zjadła, wprowadził się w odpowiedni stan i wykonał swój kawałek artyzmu bez zająknięcia. Dostał za to spore brawa, a ja osobiście przybiłem mu grabę. Należało się dzielnemu debiutantowi!

Potem przyszedł czas na Holic, z którymi złapałem wspólny język podczas ich przygotowań do występu. Świetni ludzie, konkretni muzycznie artyści oddający niesamowite pokłady energii. Urzekło mnie to, że po wejściu na scenę ładnie poprosili o jak najbliższe podejście do nich. Dobry kontakt wykonawca-słuchacz murowany! Poczułem pewien dreszcz emocji i przebłysk: przecież kiedyś tak było. Artyści grali w małych klubach, na początkach swojej działalności. Bez barierek, ochrony, ogromnych tłumów. Czysty kanał przepływowy energii. Już wiem co takiego mi to przypomina! Koncerty grindcore’owe, koncert Dillinger Escape Plan, czy też słynne wykony G.G Alina. Co prawda to odrębna półeczka gatunkowo-zachowaniowa, ale idea bliskości odbiorców i nadawców jest ta sama. A co grali panowie z Holic? Alternatywny rock, w którym dopatrzyłem się funkowych wpływów i blues-rockowych zagrywek. Zagrali w pełni koncertowy set dzisięciu utworów, z bisem oczywiście! Oprócz szalonych znajomych samych muzyków z wymienionej formacji, do rytmu ruszałem się tylko ja. Mam wrażenie, że nieprzebrane tłumy hipsterów były zaskoczone.. rockowym koncertem. „Cholera Jessi.. co to jest?! Jakiś rock?” „Noo, myślałem, że kolejne indie warkotanie do rury PCV przepuszczone przez syntezator i studia, w akompaniamencie wyjącego wokalu z gardłowym jodłowaniem w tle. Ale stypa!” Oczywiście, nie zamierzałem rozkręcić tam pogo.. swoją drogą, byłoby to bardzo zabawne.. ale taka dawka energii wymaga oddania dla artystów, prawda? Nie jesteśmy energetycznymi wampirami, które tylko biorą. Wypada, a nawet trzeba, oddać podobny ładunek, tym samym pokazując muzykom „Świetna muzyka, dobrze się bawię. Wykonaliście kawał dobrej pracy!” I słuchacz zadowlony i wykonawca czuje dumę z poświęconego czasu. Ciut drętwo, ale nie będę przytaczał złotych rad Pana Henryka, który rzecze:

Jeśli naprawdę musisz jechać na Woodstock, to przynajmniej wysadź się w tłumie.

Tak naprawdę mile ogłuchłem, co jest oznaką poświęcenia mojego zdrowia dla przeżyć związanych z muzyką. Odnalazłem prawdziwy diament w postaci Holic, zasłuchałem się w ich EPce i czekam na kolejne wydawnictwo. Niestety, z przyczyn które opisywałem na samym początku, nie dotrwałem do ostatniego wykonu formacji Sztokholm. Próbowałem się przemóc, przekonać do ich muzyki, ale nie mogłem. Sumując rzecz w jedno – Youth Calling to fantastyczne wydarzenie, niezwykła okazja do poznania świeżych brzmień. Osobiście dodałbym tam nuty pikanterii. Z lubością udałbym się na koncert jakieś kapeli grindcore’wej. W sumie, to może ich wystąpić tam i z dziesięć, bowiem przeciętna długość trwania koncertu bandu reprezentującego ten szlachetny gatunek muzyki to dziesięć do piętnastu minut. Czasami dłużej, o ile wokalista włączy się w pogo.

Zaprawdę powiadam wam: Youth Calling warte jest zebrania czterech liter i posłuchania wykonawców. Poprosiłbym więcej takich inicjatyw, dobrze? Dziękuję!

Zdjęcia z występu Holic wykonane przez Konrada Krocina.

11194431_349351488588070_4744903460615076116_o

Świadkiem naocznym był:
Kamil Karpiuk

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress