[RECENZJA] The Toobes –
„Road To The Big Time”

10175947_10152450349257227_4322348953801481258_n

The Toobes grają tak, jakby poza muzyką nic innego się dla nich nie liczyło, a rock’n’roll gwarantował nieśmiertelność. Czy mają rację?

Odpalam płytę i zadaję sobie pytanie “gdzie już to słyszałam?”. Odpowiedz brzmi: „wszędzie”, ponieważ Toobesi grają przekrojowo, sięgając po różne odmiany rocka serwowane przez topowe zespoły od co najmniej 15 lat. Dźwięki potężnego rock’n’rolla pojawiają się już od pierwszych minut, a za nimi wchodzą kolejne: punk-rockowe, indie-rockowe, stoner-rockowe, hard-rockowe, garage’owe, funkowe, alternatywne itd. – na tym albumie można wychwycić naprawdę wiele stylów.

 „Road To The Big Time” to krążek o drodze, której celem jest doprowadzić do rzeczy wielkich i ekscytujących. Dla The Toobes może się okazać przełomowym dziełem w karierze i chyba grupa szczerze na to liczy, ponieważ zabrała się za tworzenie mainstreamowych piosenek. Mówiąc tak, mam na myśli piosenki, których teksty są chwytliwe, a melodię można łatwo zanucić. Używając bardzo mocnych, rockowych fundamentów, The Toobes prawdopodobnie zapewnili sobie bestseller. Na albumie znajdziemy 11 przebojowych kompozycji, których power wręcz uzależnia. Żadnego fana tej formacji nie zaskoczy fakt, iż przewija się tutaj multum rozhulanych gitarowych riffów, które chyba nigdy nie spowszednieją. Wokalista, będący jednocześnie perkusistą – Stas Lomakin – wokalnie nigdy się nie męczy, a wyrzucane przez niego dawki energii tworzą zabójczą, dynamiczną miksturę. Natomiast czymś, co odróżnia tą płytę od poprzednich są wcześniej wspomniane, wyraziste linie melodyczne oraz delikatność, uzewnętrzniona w jedynej balladzie, romantycznie zatytułowanej „Angel”.

https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/10730845_10152462780747227_5045461491382445758_n.jpg?oh=4e7995f7e89ae9292ebbecf29e91899d&oe=550CB135&__gda__=1426645283_dd7ca6f5cca424b223f460c514a8b0c9

Już 27-ego listopada The Toobes zagrają w warszawskiej Proximie koncert promujący nową płytę!

Kawałki na albumie trwają około 3-4 minut, a całość nieco ponad 38 (ostatnio zauważyłam, że coraz więcej zespołów decyduje się na nagrywanie płyt nieprzekraczających 40 minut długości). Intensywność doznań podana jest niemalże w pigułce, tak że słuchacz nie ma czasu się znudzić, albo ma szansę się zmęczyć prędkością obrotów. Zespół szybko przeskakuje z jednej piosenki na drugą, co niesie za sobą ryzyko zniesmaczenia słuchacza powtarzalnością muzycznych tematów. W ten sposób uczestniczymy w światowym tournée rockowych znakomitości, wpadając czasami np. na Jacka White’a w solówkach kawałków „Dancing Boogie” i „Meet and Bones” lub wsłuchujemy się w wokalną wrażliwość braci Gallagher w tytułowym „Road To The Big Time”. Nie brakuje także utworów o bardziej indie-punkowym klimacie, jak zwariowany „Another Level”, który idealnie wypadłby na scenie razem ze szwedzkim zespołem The Hives. Na tak zróżnicowanym pod względem stylistycznym wydawnictwie, znajdą się także intrygujące funkowe momenty i te charakterystyczne dla garage-rocka, które wybrzmiewają w „Right Place, Right Time” i zamykającym płytę „Revolution”.

Chłopcy z The Toobes bawią się beztroskim podejściem do przygody, jaką niewątpliwie jest bycie muzykiem.

Świetnym podsumowaniem mieszkanki zebranej na albumie wydaje się być singiel promujący, czyli „Say Hello To My Baby” –  z początku utrzymany w chłodnym hard i stoner rockowym klimacie, aby za chwilę, w refrenie ocieplić się za pomocą sympatycznych chórków i indie akordów. Warto zauważyć, że album pomimo wielu różnorodności, jest bardzo spójny, co docenia się przy powtórnym jego przesłuchaniu. Słuchacz nie rejestruje momentu, w którym utwory się zapętlają i lecą od początku.

Chłopcy z The Toobes bawią się beztroskim podejściem do przygody, jaką niewątpliwie jest bycie muzykiem. W swojej twórczości są szczerzy i przyjaźni, zarażając nas przy tym spontanicznością. Na „Road To The Big Time” czuć, że muzyka jest dla nich sposobem na życie. Może dlatego właśnie starają się tworzyć kawałki bardziej pod publikę, które mogą się spodobać wielu, a nie tylko wybranym? Jedno na pewno trzeba docenić – odkąd pierwszy raz Polacy mieli okazję usłyszeć ich w naszych talent show, wytrwale walczą o pozycję na rynku muzycznym. Efektem ich konsekwentnych działań nakierowanych na sukces jest ten album, przepełniony brytyjskimi i amerykańskimi brzmieniami. Pokazują tym, że zespół ze wschodu Europy może z powodzeniem upodobnić się do zachodnich rockmanów. Pytanie tylko, czy w Wielkiej Brytanii lub USA jest zapotrzebowanie na kolejnych rock’n’rollowców z importu…?

Nela Grabowska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress