[WYWIAD] Bela z Sorry Boys opowiada o płycie „Roma”

Premiera trzeciej płyty Sorry Boys „ROMA” już 18 listopada. Z tej okazji rozmawiamy z Belą Komoszyńską, wokalistką zespołu.

fot. Karolina Lewandowska
fot. Karolina Lewandowska

FINE TUNE: Postawiliście w końcu bardziej na śpiewanie po polsku. I choć sam to proponowałem przy naszym pierwszym spotkaniu, teraz nie jestem przekonany. Przecież dopiero co podbiliście londyńską publikę swoim występem w języku angielskim. Nazywano Was nowym Florence and The Machine. Może trzeba było iść za ciosem?

Bela Komoszyńska: „Roma” jest napisana w połowie po polsku i po angielsku. Tak naturalnie się ułożyło. Poszliśmy za ciosem, ale swojej intuicji – na myślenie koniunkturalne nie było miejsca. Tworzyliśmy tę płytę razem z naszym producentem Markiem Dziedzicem i widzę to już z pewnej odległości, jako czas pełen miłości do sztuki oraz swego rodzaju czystości i ascezy. Gorące przyjęcie, jakie zgotowała nam publiczność brytyjska było bardzo uskrzydlające i na pewno tam wrócimy, cały czas mamy dwie i pół płyty zaśpiewane w jej języku. 🙂

W teledysku do singla „Wracam” pokazujecie dość enigmatyczne obrazy rodem z filmów Smarzowskiego czy Larsa Von Triera. W obrazie i muzyce da się jednak odczuć głównie słowiańskiego ducha. A zatem jeżeli wracać, to do czego? Prostszych czasów? Wsi zamiast miasta? Gromady zamiast indywidualizmu? Polskości zamiast globalizacyjnej myśli społecznej?

Inspiracją muzyczną w głównej mierze był dla nas śpiew kurpiowski. Dla mnie ten śpiew jest uosabiany przede wszystkim przez wykonania pani Apolonii Nowak. Szczęśliwym ciągiem zdarzeń udało się zaprosić do udziału w utworze i w teledysku samą panią Apolonię. Na tekst miała z kolei pewien wpływ lektura „Biegnącej z wilkami” Clarissy Pinakoli Estes. Scenariusz teledysku napisała Iwona Bielecka na podstawie naszych rozmów, w których opowiadałam jej o utworze i o tym, co chciałbym, żeby w teledysku się znalazło. Moja znajoma po obejrzeniu teledysku pięknie zinterpretowała tę stodołę jako „jaskinię platońską”. To wyzwolenie i przypomnienie własnej duszy, które tam następuje nie powoduje niczyjej krzywdy, raczej dobro ogólne. Daje im wolność i dostęp do głębszego widzenia rzeczywistości.

fot. Karolina Lewandowska
fot. Karolina Lewandowska

„To wyzwolenie i przypomnienie własnej duszy, które tam następuje nie powoduje niczyjej krzywdy, raczej dobro ogólne. Daje im wolność i dostęp do głębszego widzenia rzeczywistości.”

W pracy nad waszym nowym albumem inspirowała was muzyka Chopina, Ewy Demarczyk, śpiew kurpiowski oraz muzyka Gospel. Czy ta mieszanka wybuchowa ma szansę przyjąć się wśród słuchaczy? A może zupełnie o tym nie myślicie – po prostu gracie swoje i cieszycie się, że w swojej niszy trafiacie na ludzi, którym właśnie ta konkretna muzyka poruszy serducho?

Pewne inspiracje pojawiają się niepodziewanie – w okresie pracy nad „Romą” na nowo odkryłam dla siebie geniusz muzyki Chopina. Inne wracają echem z dawnych lat – Ewy Demarczyk słuchałam w dzieciństwie z płyt winylowych moich rodziców. Inne są naturalną konsekwencją aktualnych wydarzeń. Podczas naszych koncertów z chórem Soul Connection Gospel Group zafascynowała mnie śpiewana przez nich tradycyjna pieśń gospel „I’m Gonna Wait On The Lord”. Dopisałam do niej dalszą część i tak powstał utwór „Lord”. Paradoksalnie odległe inspiracje mogą tworzyć spójną całość, mam nadzieję, że udało nam się to połączyć.

Rozmawiali: Małgorzata Sawa
Kuba Styczyński

14980602_10154807594172147_5813125534780784077_n
fot. Sonia Szóstak

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress