[WYWIAD] Erith: Chcę dawać swoim słuchaczom swobodę

z fp

ERITH, CZYLI MARTYNA BIŁOGAN TO 21-LETNIA ARTYSTKA Z GLIWIC. CHOCIAŻ W BRANŻY MUZYCZNEJ JEST OD ZALEDWIE KILKU MIESIĘCY, JUŻ ZAPRACOWAŁA SOBIE NA MIANO JEDNEJ Z CIEKAWSZYCH ARTYSTEK MŁODEGO POKOLENIA.

Erith zaciera granice gatunków muzycznych – prezentuje swoim słuchaczom mieszankę świeżej elektroniki z elementami folku i muzyki eksperymentalnej. A co najważniejsze, wszystko to opatrzone jest dużą dawką muzycznej wrażliwości. W kwietniu zagra na kolejnej edycji festiwalu Spring Break, gdzie wystąpi w towarzystwie takich artystów jak Brodka, Taco Hemingway czy Marcelina. My rozmawiamy z Martyną po jej drugim koncercie w stolicy.

FINE TUNE: Swój pierwszy koncert w Warszawie zagrałaś w ramach Europejskich Targów Muzycznych Gazety CJG. Jak wspominasz ten występ?

Erith: Zostałam przyjęta bardzo entuzjastycznie, po koncercie przychodzili do mnie ludzie i mówili, że bardzo im się podobało. Utkwił mi w pamięci taki mężczyzna pracujący na co dzień w korporacji. Powiedział, że moja muzyka obudziła w nim instynkty i wspomnienia z lat, kiedy jeszcze był hipisem. Gdy grałam, wyobrażał sobie, że jest na polanie, pali jointa – był totalnie oczarowany. Poruszyło mnie to, co mówił. Ja też bardzo dobrze się bawiłam podczas tego koncertu. Jeden z najlepszych pod względem tego, w jaki sposób zostałam przyjęta. Był dobry klimat. Ludzie na początku stali dość daleko ode mnie, ale potem zaczęli się przybliżać, zmniejszać dystans. Czułam, że to, co śpiewam do nich przemawia, że to chłoną, że tego chcą.

FT: Kilka dni temu udostępniłaś nowy utwór pt. „Speed of Light”. Jak wygląda Twój proces twórczy? To tekst dyktuje dźwięki czy odwrotnie?

E: Zawsze zaczynam od dźwięku. Z tekstem jest najtrudniej, zabiera mi najwięcej czasu. Muzyka jest na tyle płynna, że wszystkie emocje i to, co chcę powiedzieć zawiera się w niej. Potem trzeba to jeszcze dobitniej ubrać w słowa. Tak więc najpierw jest dźwięk, robię prawie całą oprawę muzyczną, i następnie pojawiają się wokale.

„Kupiłam sprzęt i właściwie od pierwszego dnia zaczęłam nagrywać, chociaż tak naprawdę nic nie umiałam. To był zryw natury, instynkt”.

FT: Wróćmy jeszcze do piosenki, którą ostatnio opublikowałaś. Jaka historia kryje się za „Speed of Light”?

E: Dobrze, że o to pytasz, bo to ciekawa historia. Mam psa, który bardzo boi się zostawać sam w domu. Jest po prostu jak małe dziecko, ma straszne lęki – panikuje. Pomyślałam sobie, że kiedy jakaś istota ma w sobie tyle emocji, których nie może wypowiedzieć, to ja chcę napisać o tym piosenkę, chcę ukoić jego lęki w tym dźwięku. Ta piosenka jest o tym, że wyprowadzam swojego psa na spacer w kosmos. Dryfuję z nim, jesteśmy w próżni, nie ma się czego bać – nie ma nic, nie ma nawet dźwięku. Można lewitować, bo nie ma grawitacji. Można pokonać swoje wszelkie słabości, uciec od kompleksów.

FT: Jesteś więc osobą, która lubi być blisko natury?    

E: Tak, dużo czerpię z natury. Lubię obserwować, szczególnie takie niewinne istoty jak zwierzęta i rośliny. Zawsze ceniłam sobie spokój.

FT: Ale nie wydajesz się typem samotnika…

E: Mogę się wydawać bardzo towarzyska na koncertach, natomiast jestem raczej domatorką. Ale cieszę się, iż właśnie ten projekt sprawia, że poznaję ludzi, bo na co dzień nie mam takiej osobowości, żeby wyjść i ich do siebie zgarniać, żeby rozmawiać. Cieszę się, że sami do mnie przychodzą i ja z tego korzystam jak najwięcej.

FT: Pierwszy utwór „In the Way” udostępniłaś w maju 2015 roku i właściwie od niego wszystko się zaczęło. Długo wahałaś się przed publikacją swojej pierwszej piosenki? Miałaś jakieś obawy?

E: To było tak spontaniczne, że nawet o tym nie myślałam. Piosenka istniała już od dłuższego czasu. I właśnie zaczęło się od tego, że nie wiedziałam, jak ją zrealizować, nie wiedziałam z kim, jak. Nie miałam w ogóle pomysłu. Wszyscy artyści, z którymi chciałam współpracować i którym wysłałam tę piosenkę, robili ją na swój sposób. To dlatego, że mieli też inne umiejętności, na przykład taki jazzman z Rybnika – Mateusz Kwaśny – który naprawdę pięknie gra na gitarze. „In the Way” składa się z bardzo prostych chwytów, więc szkoda byłoby mi osoby, która wykonuje wspaniałe solówki, do tak prostej piosenki, to byłoby zupełne niewykorzystanie jego talentu. Dlatego stwierdziłam, że zrobię to sama. Kupiłam sprzęt i właściwie od pierwszego dnia zaczęłam nagrywać, chociaż tak naprawdę nic nie umiałam. To był zryw natury, instynkt.

„Myślę, że kilka ostatnich lat były drogą pełną poszukiwań. Sama musiałam siebie w tym znaleźć, żeby to stworzyć”.

FT: W Twojej twórczości można doszukiwać się podobieństw do Fever Ray, Grimes czy Björk, ale w moim odczuciu z wielkim powodzeniem uciekasz od wtórności. Czy jest to wypadkowa Twoich inspiracji i emocji pochodzących z głębi Ciebie?

E: Zaczęłam się stykać z tym, że czasami jestem porównywana do artystów, których sama nie znam. Na przykład Dead Can Dance. Nie znałam ich wcześniej. To znaczy wiedziałam, że taki zespół istnieje, natomiast nie wsłuchiwałam się w ich twórczość. Dopiero potem zaczęłam ich lubić i słuchać sobie w domu. Ale były to rzeczy, nad którymi się wcześniej nie zastanawiałam. Fever Ray też wcześniej nie słuchałam. Nie miałam żadnego odniesienia, nie było tak, że słuchałam i chciałam być jak dana artystka. To tak jakoś wyszło ze mnie i myślę, że to tak od wielu lat po prostu siedziało i czekało na to, żeby ujrzeć światło dzienne.

FT: Czyli to, że tworzysz takie, a nie inne dźwięki było drogą pełną poszukiwań, a nie konkretną decyzją?

E: Myślę, że kilka ostatnich lat były drogą pełną poszukiwań. Sama musiałam siebie w tym odnaleźć, żeby coś stworzyć. Tak jak bańka, która ciągle wchłania w siebie nowe bańki i tworzy się coraz większa. W końcu urosło to do tak wielkich rozmiarów, że pękło.

FT: Która z dotychczas opublikowanych piosenek ma dla Ciebie największe znaczenie, do której masz największy sentyment?

E: I to jest pytanie, którego nikt mi nigdy nie zadał. Bardzo ciężko jest mi na nie odpowiedzieć. Wcześniej nie miałabym tak dużego problemu, natomiast teraz jest tak, że im nowsza piosenka, tym bardziej się nią emocjonuję, bo jest świeża. Tak naprawdę każdy utwór ma swoją tajemnicę, ma swoją głębię. To jest tak, jakby otworzyć nagle książkę, która ma inną historię. Kiedy wykonuję dany numer na scenie, to przy każdym mam inne wibracje, inne myśli, towarzyszy mi inny klimat. Dlatego też ciężko jest mi powiedzieć, która jest najważniejsza. Na pewno „It” jest dla mnie bardzo ważna, bo opisuje moje słabości. Coś, z czym ciężko było mi się zmagać, co się ze mną wtedy działo. To piosenka, która wzbudza we mnie dość skrajne emocje, ale one są już tylko wspomnieniem.

FT: Solowy projekt daje Ci dużo swobody, ale domyślam się, że może też trochę ograniczać. Wcześniej grałaś w zespole, więc masz już różne doświadczenia. Nie zastanawiałaś się nad rozszerzeniem składu?

E: Dotychczas bardzo dobrze gra mi się samej. Na początku bałam się, że sobie nie poradzę, że będę kogoś potrzebować. Postanowiłam, że dopiero gdy poczuję, że nie daję rady sama, to kogoś wezmę. Nie jestem na tyle nierozsądna. Póki co nie przyszedł taki moment. Tak – to daje mi dużo swobody, muzyka nie musi przechodzić przez żadną weryfikację kolejnej osoby. Wypuszczam to, co we mnie jest. Już, tak po prostu w eter. Bez żadnego namysłu. I jeżeli komuś się podoba, to to wchłonie, a jeżeli nie, to nie. I też kwestia prób chociażby, tak prozaiczna sprawa, ale często robię sobie próby na przykład o drugiej w nocy. To dla mnie nie jest żaden problem, bo bardzo lubię siedzieć do późna. Także to też wiele ułatwia.

FT: Gdybyś miała możliwość nagrać kolaborację z dowolnym artystą, kogo byś wybrała i dlaczego?

E: To może byłby Kevin Parker z Tame Impala. Bo jednak mimo że ich kocham, słucham, jestem nimi oczarowana, to odbiegają od mojego stylu. Jest pewien wspólny punkt odniesienia, ale nie poszłam w ich stronę. Jeszcze Floex czyli Tomas Dvorak. Robi piękną muzykę, która mnie bardzo porusza, dlatego chciałabym dołożyć chociaż wokal. Myślę sobie, że moja inwencja twórcza, jeżeli chodzi o dźwięki, byłaby zupełnie niepotrzebna. Floex wypełnia wszystko to, co może być w jego muzyce. Dlatego zaoferowałabym prznajmniej wokal.

FT: Jakie są Twoje plany na najbliższy czas?

E: Chciałabym, żeby dalej działo się tak, jak się dzieje. Żeby przychodzili ludzie, którzy chcą mnie słuchać. Dobrze, gdyby moja muzyka im coś dawała, żeby czuli przypływ młodości, świeżości, wspomnienia czasu, kiedy byli bardziej wyzwoleni, gdy jeszcze nie pracowali, nie byli w ryzach tego, co trzeba, a czego nie wolno. Chcę dawać słuchaczom swobodę mentalną.

Rozmawiała: Katarzyna Wróblewska

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress