[WYWIAD] HOLLOW QUARTET –
WIĘCEJ, NIŻ TYLKO KWARTET

10655321_937852926243626_1062985928588392_o-1

Niski, altowy głos wokalistki. Instrumenty jazzowe, folkowe i rockowe, przy czym brzmienia są jakby alternatywne. Do tego bujna, muzyczna wyobraźnia oraz nietuzinkowe teksty to cechy pożądane u artystów, lecz słuchając Hollow Quartet ma się wrażenie, że zespół nieustannie zaskakuje słuchacza, będąc poza wszelkimi szablonami. Z Kasią Sienkiewicz – solistką grupy – rozmawiamy o scenicznej drodze, jaką przebyli, możliwościach, jakie daje talent show oraz planach na najbliższą przyszłość.

FINE TUNE: Choć nazywacie siebie kwartetem, to jest Was piątka. Uważam to oczywiście za zaletę, bo to taki element zaskoczenia słuchaczy. Co uznalibyście w sobie za jeszcze wyjątkowego?

Kasia Sienkiewicz (wokal, pianino): Nazwę nadaliśmy zespołowi, kiedy jeszcze faktycznie byliśmy kwartetem. Gdy skład się poszerzył do pięciu osób, nie chciało nam się zmieniać drugiego członu nazwy na „quintet”. Z resztą to kiepsko by brzmiało. Ostatecznie jesteśmy największym kwartetem świata i mamy chociaż jedną rzecz, którą możemy zaskoczyć! Co jeszcze uznałabym za wyjątkowe w naszym zespole? Trudno mówić w ten sposób o samym sobie. Jednak sądzę, że charakterystyczne jest nasze instrumentarium – mamy mandolinę, pianino, kontrabas, ale jednocześnie pełny zestaw perkusyjny oraz gitarę elektryczną. To kontrastowe zestawienie stanowi o naszym stylu, który najczęściej nazywam folk-rockiem.

Co się zmieniło od Waszego występu w dziesiątej edycji programu „Must Be The Music”? 

Na pewno zmieniła się sprawa oczywista – przybyło polubień na Facebooku. Ale to nie najważniejsze. Przede wszystkim uwierzyliśmy w siebie i zżyliśmy się. Ja nauczyłam się psychicznej odporności na krytykę, na hejt płynący z internetu. Całe szczęście nie było go dużo – nasz występ w programie został naprawdę dobrze przyjęty, doszliśmy aż do półfinału, ale gdy w półfinałowym odcinku zostaliśmy skrytykowani przez Piotra Roguckiego, było nam naprawdę nieprzyjemnie. Teoretycznie mogłabym się zamartwiać, że „cała Polska to widziała” albo „trzeba było wybrać inną piosenkę” itd., ale postanowiłam nie myśleć w ten sposób i cieszyć się występem, z którego w gruncie rzeczy jestem bardzo zadowolona.

Twoim zdaniem, programy typu talent show pomagają artystom w rozwoju oraz promocji, czy też w jakiś sposób ograniczają?

Zdecydowanie pomagają. Chyba, że jurorzy są akurat w złym humorze, skrytykują bezlitośnie i na dodatek telewizja zdecyduje się to wyemitować. Wtedy z pewnością programy typu talent show szkodzą artystom – ryzyk fizyk.

Wracając do nietypowości: muzyka również jest nieoczywista – nasuwa mi się tu do głowy utwór „Monkey”, gdzie pobrzmiewają latynoskie gitary, instrumentarium jest naprawdę rozległe, a jednocześnie zachowuje on przebojowość. Jak zdefiniujesz gatunek, który uprawiacie muzycznie?

Tak, jak wspominałam, najczęściej mówimy, że gramy folk-rock, ale to nie określa nas w stu procentach. Łączymy elementy folku, rocka, często reggae i funku, czasami bluesa. Poza tym dużo u nas popu. Kiedyś odnalazłam gatunek zwany „high energy progressive folk rock” – możliwe, że to pasuje do nas najbardziej, ale kto, poza nami, by to zapamiętał…?

Kasiu, jak wyglądało Twoje dojrzewanie muzyczne?

Poza ukończeniem pierwszego stopnia szkoły muzycznej oraz uczęszczaniem na różnorodne lekcje śpiewu, gry na gitarze i improwizacji na fortepianie dużo dało mi oczywiście zawzięte słuchanie różnorodnej muzyki. Przeżyłam fascynacje niemalże każdym okresem historii muzyki rozrywkowej – od muzyki swingowej, poprzez rock’n’rolla, glam rock, funk, aż po XXI wieczne r’n’b. Jednak największe emocje wzbudzali we mnie i nadal budzą: Paul Simon, Tori Amos i Herbie Hancock. Moje ulubione wokalistki to z kolei Sara K., Susan Tedeschi i Norah Jones. Tych artystów słuchałam w nieskończoność w gimnazjum i liceum. Nadal to robię i widzę jak bardzo ich muzyka wpłynęła na to, co obecnie cenię w muzyce, na to jak komponuję. Obecnie studiuję muzykologię, więc zdaje się, że nadal dojrzewam.

Skąd czerpiecie pomysły oraz inspiracje pod muzykę i warstwę liryczną? 

Sama już nie wiem. Każdy z zespołu słucha nieco innej muzyki. Ja takiej, o jakiej już wspominałam, mój brat amerykańskiego folku, Daniel (gitarzysta) Led Zeppelin i White Stripes, Antek (perkusista) uwielbia muzykę filmową. Każdy z nas ma swój wkład w album „Chodź ze mną”, dlatego jest on tak bardzo różnorodny i ciężko określić jednoznacznie czym jest inspirowany. Jeśli chodzi o teksty, mogę mówić tylko o sobie. Na pewno „Beztroska rybka” i „Na raz” – dwie z trzech piosenek po polsku na naszej płycie – są inspirowane stylem pisania Jacka Kleyffa, którego uważam za najlepszego polskiego piosenko-pisarza. Poza tym, piszę zawsze pod wpływem silnych emocji. Różnorodnych. Można zatem powiedzieć, że inspirują mnie silne emocje.

Jeśli chodzi o teksty piosenek, zastanawia mnie, czy muzyka odzwierciedla to, o czym śpiewasz, czy to raczej słowa dyktują nastrój muzyce?

Trudne pytanie. Najczęściej muzykę komponujemy do słów, zatem mamy piosenki, w których muzyka podkreśla nastrój tekstu, dopełnia ich przekaz. Dobrym przykładem jest piosenka „Where will I find you”, gdzie refreny dotyczące poszukiwania boga utrzymane są w melancholijnym nastroju, raczej przyjemnym, natomiast w ostatniej zwrotce klimat zmienia się w przejmujący, pełen grozy. Ta strofa jest szeregiem pytań o to, czy kiedykolwiek zostaniemy dopuszczeni do kontaktu z Bogiem, skoro jesteśmy okrutni, jesteśmy mordercami, jesteśmy ślepi na ból i cierpienie na świecie. Często zdarzają się jednak sytuacje, w których tekst i muzyka zaprzeczają sobie. Robimy to celowo. Taka jest na przykład „Beztroska rybka”, w której do radosnej melodii śpiewam o tym, że świat lepszy byłby bez ludzi i że wówczas zwierzęta oraz przyroda mogłyby wreszcie odetchnąć z ulgą. Kolejny utwór – taneczna, wesoła piosenka „Monkey” opowiada o otaczającym nas, nie dającym nam spokoju, świecie kultury masowej, konsumpcjonizmu. Lubię, gdy poważny tekst otacza radosna muzyka, wydaje mi się wtedy bardziej poruszający.

„(…) Piszę zawsze pod wpływem silnych emocji. Różnorodnych. Można zatem powiedzieć, że inspirują mnie silne emocje.”

Może za wcześnie na snucie takich przemyśleń, ale… Jakie macie plany na najbliższą, popremierową przyszłość?

Cytując słowa Kory, które padły podczas naszego castingu: „grać, grać, grać i jeszcze raz grać”. To zamierzamy. W planach koncerty między innymi w Warszawie, Poznaniu, Katowicach, Łodzi i Lublinie. Jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi. Granie dla ludzi to największa radość w byciu muzykiem.

Rozmawiał: Kamil Chachuła

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress