[WYWIAD] Killing Silence – Za starzy, żeby przejmować się hejterami

O płycie „Traces”, przyszłości zespołu oraz interakcji z fanami rozmawiamy z Krzysztofem „Pecu” Myśliwcem, basistą kapeli Killing Silence.

fragm. fot. z mat. prasowych

FINE TUNE: Wasz krążek jest pomarańczowy. I zostawia ślady (ang. traces) na opakowaniu płyty. Kolor jest też w sercu mglistej postaci na okładce. Czy tym osobnikiem jesteście właśnie wy, a muzyka to jest to, co wam gra w serduchu i wyróżnia spośród tłumu?

KM: Ta postać na okładce to podmiot liryczny tekstów. Wszystkie słowa napisał Ryan (wokalista) i bazowały one na jego osobistych doświadczeniach. Może kiedyś da się komuś namówić, żeby opowiedział o poszczególnych tekstach. Wszystko, co przeżywamy zostawia w nas jakieś ślady. Początkowo chcieliśmy, żeby na okładce było jedenaście pomarańczowych śladów, tyle ile utworów na płycie, ale koncepcja zmieniała się na przestrzeni procesu tworzenia całej grafiki. Warto wspomnieć tutaj osobę Marysi Janczak, która odpowiada za warstwę graficzną tego wydawnictwa. Jej talent oraz fakt, że spojrzała na naszą twórczość trochę „z boku” sprawił, że całość nabrała takiej dość zgrabnej formy. A pomarańczowy krążek bez żadnych napisów… taki pomysł wydał nam się po prostu całkiem fajny, nie było w tym jakiegoś ukrytego przekazu.

Wasza muzyka w zasadzie brzmi jak coś, co mogłoby polecieć w kalifornijskim radiu albo wybrzmieć na amerykańskim Spring Breaku. Tylko… czy to dobrze? Kapela w USA z taką muzyką pewnie zawsze gdzieśtam się odnajdzie. Tymczasem europejski zespół pozostanie niejako dobrze brzmiącą ciekawostką, która niby fajna, ale w zasadzie nigdy nie odleci powyżej pewnego poziomu.

KM: Nigdy nie robiliśmy takich analiz – jak zabrzmieć żeby nas puścili tu albo tam. To, jak brzmimy i co tworzymy wynika z tego co nam się podoba, czego słuchamy na co dzień. Nasze kompozycje to efekt wspólnego muzykowania, jamowania, inspirowania się nawzajem. Gramy bo kręci nas tworzenie nowej muzyki, jaramy się dopieszczaniem naszego brzmienia. Jesteśmy też kumplami i lubimy ze sobą przebywać na próbach, w trasie, a nade wszystko, uwielbiamy dzielić się naszą twórczością z innymi na koncertach. Zatem w tym, co robimy muzycznie nie ma żadnej kalkulacji i nie da się odpowiedzieć na pytanie „czy to dobrze, że tak brzmimy”. W związku z tym to czy ktoś nazwie nas „niby fajną ciekawostką”, albo porówna do Foo Fighters, Pearl Jam czy Nickelback, nie wniesie niczego nowego do życia naszej kapeli. Jesteśmy otwarci na konstruktywne uwagi, także te krytyczne, ale puste epitety, nawet te niezbyt miłe raczej po nas spływają. Chyba jesteśmy za starzy, żeby przejmować się takimi rzeczami.

„Jesteśmy otwarci na konstruktywne uwagi, także te krytyczne, ale puste epitety, nawet te niezbyt miłe raczej po nas spływają.”

Jak zatem widzicie swoją ścieżkę kariery – no i jak złote góry obiecuje Wam wydawca (Fonografika)?

Nigdy nie planowaliśmy w jakiś konkretny sposób naszej „kariery” – chcemy po prostu docierać z naszą muzyką do kolejnych ludzi. I nie ma znaczenia czy są z Polski, Europy czy Stanów Zjednoczonych. Natomiast to, co nam naobiecywała Fonografika, niech pozostanie tajemnicą naszego kontraktu. Musisz jednak wiedzieć, że oni, podobnie jak i my, bardzo trzeźwo i realistycznie patrzą na rynek muzyczny. Zatem dużo jeszcze ciężkiej pracy przed nami wszystkimi.

Selfiątka, transmisje wideo, zdjęcia z prób i nagrań w radiostacjach – to wszystko na Waszym fanpage’u tworzy obraz fajnej, spontanicznej kapeli. Ogląda to jednak tylko blisko 3 tys. fanów (a dzięki polityce reklamowej Facebooka, pewnie 1/3 tego). Tymczasem taka społeczność Disco Polo liczy sobie ok 188 tys. użytkowników. Wiem – nie można być dla wszystkich. Ale pytając wprost: czy to Was nie wkurza?

KM: Dlaczego ma nas to wkurzać? My cieszymy się z każdej kolejnej osoby, która przyjdzie na nasz koncert, kupi płytę albo kliknie magiczny przycisk „Lubię to”. Jak zacznie nam zależeć na 188 tysiącach fanów na portalu społecznościowym to pewnie zaczniemy grać disco polo. Ty mówisz, że ogląda nas „tylko 3 tysiące fanów”. Ja bym powiedział, że AŻ trzy tysiące!

Rozmawiał: Kuba Styczyński

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress