fragm. fot. Marysia Janas

[WYWIAD] Krzysztof Zalewski – Kiedyś zmuszali mnie do śpiewania

W szkole podstawowej należał do chóru prowadzonego przez kobietę, która nauczyła go, że śpiewanie daje radość. Dziś swoim głosem przelewa ją do utworów ze swojej trzeciej płyty, która ukaże się już 18 listopada.

FINE TUNE: Podczas występu na finałowym koncercie trasy Spragnieni Lata w Lublinie, gdy mówiłeś do publiczności, nawiązałeś do cytatu Jarosława Kaczyńskiego (,,Musimy wiedzieć, że racja, całkowita racja, jest po naszej stronie”). To według ciebie po czyjej stronie jest ta racja?

Krzysztof Zalewski: Na pewno nie po stronie PiS-u.

Ale ostatnie wybory PiS w Lublinie wygrał. Można powiedzieć, że to miasto jest wręcz ,,bastionem” tej partii. Nie bałeś się tego, że twój żart może tu komuś się nie spodobać?

Nie. Bo to jest moje rodzinne miasto. Nie użyłem żadnych obraźliwych słów, ale w lekko humorystyczny sposób wyraziłem tylko swoje niezadowolenie wobec rządów PiS-u. Nie sądzę, żebym zrobił coś niewłaściwego. Nie mam zamiaru nikogo obrażać.

14886222_786521344784899_293787003_nTo może ustalmy, że ta racja jest po stronie fanów muzyki. I ta racja należy do tych, którzy byli obecni na finałowym koncercie trasy ,,Spragnieni Lata” (czyli do fanów muzyki Beatlesów).

Racja jest zawsze po stronie muzyki Beatlesów (śmiech). I tego zawsze będę się trzymać. No i oczywiście racja ich słuchaczy się zgadza, bo Beatlesi są wyznacznikiem tzw. idealnego zespołu.

Podobno to jedna z twoich ulubionych kapel?

Tak. Beatlesów trudno nie lubić, chociaż moja fascynacja tym zespołem zaczęła się bardzo późno – miałem chyba 21 lat. Kiedyś ten zespół kojarzył mi się wyłącznie z ,,Love me do”…

I pewnie z takim słodkim klimatem?

Dokładnie tak! Ich muzyka dla mnie była takim lekkim big beatem. I nagle okazało się, że jest to naprawdę genialna kapela, ale kilka lat musiało upłynąć, żebym zmienił o nich to zdanie. Musiałem wyrosnąć z heavy metalu i zagłębić się w źródle.

Czy to prawda, że mieszkając w Lublinie śpiewałeś w chórze?

Śpiewałem tutaj w szkole muzycznej – tam był ten chór. I to obowiązkowy. Na początku były to nudne zajęcia. Ale później niespodziewanie (chyba w 1995 albo 1996 roku) nie wiadomo skąd, pojawiła się niejaka pani Gruszka. Właśnie ta pani zrobiła taki dodatkowy chór, bo miała z nami jeszcze poza tym zajęcia kształcenia słuchu itp.

To czym tak bardzo ta pani zachęciła cię do tego śpiewania w chórze?

Entuzjazmem, swoim zapałem i radością ze śpiewania. Pokazała nam, że śpiewanie może sprawiać wielką radość. Otworzyła mi głowę na to, co tak naprawdę możemy zrobić ze swoim głosem – i właśnie za to jestem jej bardzo wdzięczny.

Jestem ciekawa, czy ta pani wie, że ten Krzysztof Zalewski, który śpiewał u niej w chórze (a teraz ma na swoim koncie już prawie trzy płyty, koncertuje) jest jej wdzięczny za takie lekcje?

Nie wiem. Nie widzieliśmy się odkąd skończyłem tutaj szkołę podstawową (śmiech). I już trochę lat minęło od naszego ostatniego spotkania…

Ale jak już jesteśmy przy wspomnieniach, to muszę ci się do czegoś przyznać. Przed wywiadem z tobą szukałam twoich dawnych wykonań i trafiłam na nagranie, gdzie śpiewasz właśnie kultowy utwór Beatlesów – ,,Yesterday”.

O, pamiętam to wykonanie (śmiech). To było u Stokłosy i Józefowicza.

Od tego czasu minęło blisko siedem lat. Myślisz, że od tamtego czasu dużo się zmieniło w twojej interpretacji tekstów tego zespołu?

Nie wiem. Ale podobno co siedem lat człowiek zmienia skórę i wymieniają się wtedy wszystkie atomy, więc już nie jestem tym samym człowiekiem. Ale jedno jest pewne, ten dzisiejszy i tamten człowiek lubił Beatlesów – przynajmniej to nas łączy.

Identyfikujesz się bardziej z którymś z Beatlesów?

Nie. Ringo jest najlepszym bębniarzem na świecie. Harrison jest wybitnym gitarzystą i wprowadził elementy muzyki hinduskiej do głównego nurtu muzyki pop. McCartney tworzy najbardziej chwytające za serce melodie. A John Lennon wprowadził bunt na salony, głębsze przemyślenie tego wszystkiego. On potrafił śpiewać brzydką barwą (np. taką żabią), i właśnie w ten sposób budował wrażenie całego utworu. I każdy z nich miał w sobie coś ciekawego. A już razem tworzyli coś, co było naprawdę niesamowite.

A jak dostałbyś jakąś magiczną szansę i mógłbyś stać się jednym z nich, na jeden dzień, to w którego z nich chciałbyś się zamienić w tamtym czasie?

No wiesz każdy, kto wywodzi się z muzyki rockowej, to powie…

Lennon?

Oczywiście, że tak! Każdy z nich pewnie chciałby zostać Lennonem. Ale Lennon został zastrzelony, a ja chciałbym pożyć dłużej, i być McCartneyem.

To pewnie też mogłoby być ciekawe przeżycie. Przeczytałam kiedyś w jakiejś relacji z twojego koncertu, że zdarzyło ci się coverować utwór Beyonce. Skąd ten pomysł na to, żeby zabrać się za interpretację jej utworu?

Zdarza mi się grać różne covery… Czasami na koncertach gram te utwory ,,tak z czapki”. I naprawdę są to czasami piosenki, które przyjdą mi do głowy przed samym koncertem. A ten jej numer łatwo się gra, bo ma cztery akordy w kółko, więc można je zapętlić, grać bit i śpiewać.

Od polskich muzyków słyszałam już przeróżne opinie na temat samej twórczości Beyonce, jej występów i głosu.A jakie jest twoje zdanie?

To świetna wokalistka! Znakomicie śpiewa. Co prawda dla przyjemności wolę sobie posłuchać np. Otisa Reddinga, Marvina Gaye’a czy Queen, ale doceniam również jej twórczość.

cd_zalewski_zloto_1500x1500

Niedługo pojawi się twoje nowa płyta. Jakie emocje przed premierą?

Dobre. Odbiór teledysku do piosenki ,,Miłość Miłość” jest świetny. Szykujemy próby do styczniowo – lutowej trasy koncertowej, a ja zaraz zabieram się za pisanie tekstów na następną płytę (parę melodii już mam).

Tak szybko?

No może nie tak szybko. Muszę sobie zrobić trochę wakacji, zrobić kilka rzeczy w związku z wydaniem tej płyty.

Kiedyś powiedziałeś, że ,,Mówić o muzyce, to jak tańczyć o architekturze” – ale ja i tak zapytam, to jaka będzie ta płyta (śmiech)?

Będzie naprawdę zróżnicowana. Są tam piosenki, które tworzyliśmy w pocie czoła na próbach, ale również takie, których zalążki niejako zaimprowizowałem na koncertach, takie jak ,,Luka” czy ,,Uchodźca”. Jest też prezent urodzinowy dla mojej dziewczyny, który postanowiłem umieścić na płycie.Te numery zresztą w całości nagrałem sam, więc różnią się brzmieniowo od tych „zespołowych”. Jest trochę krzyku, trochę refleksji a nawet trochę „rapu”. W jednym numerze zaśpiewała Natalia Przybysz, z czego jestem niezmiernie zadowolony i dumny. Na płycie pojawiają się też różni producenci, więc szykuje się brzmieniowo bogata płyta.

Będzie bardziej energiczna czy sentymentalna?

Zróżnicowana. Bo jest na niej kilka ballad (chyba trzy), ale są też takie bardzo energiczne utwory – takich, w których jest moc i są właśnie takie rozwrzeszczane. Posłuchasz, to zobaczysz! (śmiech)

Czy jest w tym albumie jakaś myśl przewodnia, która w pewien sposób łączy te wszystkie utwory w całość?

W sumie jeszcze nie dojrzałem na tyle, żeby stworzyć taki album koncepcyjny. Ale mam nadzieję, że to kiedyś się wydarzy. Natomiast ten album będzie zbiorem piosenek – zapisem paru chwil mojego życia.. Staram się, żeby każdy mój kolejny utwór był coraz lepszy – i tym tropem mam nadzieję kiedyś dojść do tak bogatej dyskografii, jaką ma w CV Mick Jagger.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Skomentuj to!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *