[WYWIAD] Lor – Pasja ważniejsza
od zwykłego życia

14543350_1229506057071588_1314030848_n

Krakowska grupa Lor swój muzyczny świat tworzy na własnych zasadach. Według dziewczyn ją tworzących słuchacz, który chce się do niego przedostać potrzebuje ciszy, bo wyłącznie ona zapewni mu w tym spotkaniu najlepsze warunki do degustacji ich twórczości.

FINE TUNE: Przed koncertem prosiłaś publiczność o to, by nie biła braw podczas waszego występu. Łatwiej wam jest przekazywać swoją muzykę w ciszy?

P.S: Tak, bo wtedy najlepiej się ją odbiera. Gdy ludzie nie klaszczą mogą wsłuchać się w ostatnie dźwięki, w to jak wybrzmiewają. A poza tym, ta cisza powoduje, że nas i ich nic nie rozprasza.

J.S: No i do tego ta cisza daje fajny klimat, który wszystkich uspokaja.

Czyli poprzez ciszę wprowadzacie ludzi w swój muzyczny świat. Wasza muzyka jest często oceniana przez dorosłych jako dojrzała i dużo osób podchodzi do niej z takim wielkim zaskoczeniem, że mogą ją tworzyć tak młode osoby. Myślicie, że dorośli trochę nie wierzą w siłę i zdolności młodych, bo jestem ciekawa, czy was nie denerwuje takie podejście do młodych ludzi? A może słyszycie często podobne opinie?

P.S: Bywa u nas z tym naprawdę różnie. Często np. słyszymy: ,,Jakie wy jesteście dojrzałe jak na swój wiek” – choć tak naprawdę każdy młody człowiek właśnie taki jest. My się nie wyróżniamy niczym specjalnym wśród naszych rówieśników. Ludzie czasami niestety postrzegają młode osoby jako nieokrzesane i takie, które nie mają kompletnie pojęcia o życiu, o tym, co będą robić w przyszłości… Każdy młody człowiek idzie własną drogą. My idziemy, tylko swoją – tą, na której jest muzyka. I to wszystko.

J.K: Często jest też tak, że ludzie są zaskoczeni tym, że my chcemy tworzyć muzykę, bo przecież powinnyśmy w tym czasie chodzić na imprezy, zakupy i być zafascynowane coraz bardziej nowszym gadżetami…

J.S: Ale my też na to znajdujemy czas w swoim życiu – może nie w takiej ilości jak inni, ale robimy to samo, co osoby w naszym wieku. Poza sceną nie jesteśmy tak naprawdę takie dojrzałe, co mogłaś przed momentem zauważyć. Czasami mówimy za głośno, śmiejemy się i np. nie potrafimy się zachować w radiu (śmiech).


Jak tak mówią: ,,Boże, jakie młode! I one już taką muzykę tworzą”, to was to trochę nie denerwuje?

P.S: Trochę tak… Najbardziej zastanawia nas właśnie to zdziwienie: ,, Taka muzyka i takie młode osoby?! To wy macie emocje?! Jak to w ogóle możliwe?!” (śmiech). Bardzo nas bawi takie podejście do młodej osoby, ponieważ uważamy, że bez względu na wiek te emocje są obecne w każdym z nas.

W takim razie jakie macie spojrzenie na to, z jakich składników powstaje dobra muzyka?

P.S: Wydaje mi się, że przede wszystkim z tego, co podoba się artyście, który ją tworzy, a każdy jest inny pod tym względem.

J.K.: Taka muzyka musi mieć szczerość w sobie – taką, która wychodzi prosto z serca. Na pewno nie istnieje jakiś określony przepis na tworzenie dobrej muzyki.

J.S: Nie powinno być w niej komercji. Dobra muzyka musi bronić swoich racji i zasad.

14585268_770063293097371_608137556_n

Brzmi nieźle, ale czy wasza muzyka jest właśnie taka?

J.S: Wydaje mi się, że bronimy tego, żeby to było takie prawdziwe i nasze. Do naszej muzyki nie dodajemy elektroniki, bo chcemy, żeby była taka klasyczna. Mam nadzieję, że udaje nam się zachować tę klasyczną formę. Zawsze się buntujemy przed komputerowymi ulepszaczami itp. Nigdy nie dodajemy do naszej muzyki zbędnych ozdobników i czegoś, co według nas tam kompletnie nie pasuje.

Co prawda jesteście jeszcze młode, ale ciekawi mnie, jaką muzykę najbardziej zapamiętałyście z czasów swojego dzieciństwa?

J.B: Ja przede wszystkim pamiętam klasykę. I teraz tak jestem głównie skupiona na klasyczne dźwięki. Np. święta w domu kojarzę z muzyką Bocellego.

J.K: Pamiętam, że u mnie było Myslovitz, Evanescence, Red Hot Chili Peppers – właśnie ich muzykę najbardziej wspominam z dzieciństwa.

P.S: U mnie w domu tata często słuchał muzyki zespołu Dżem – to jest takie moje pierwsze skojarzenie, związane z muzyką, kiedy byłam dzieckiem. Ale później, gdy już sama zaczęłam szukać, to na pewno u mnie w tych pierwszych muzycznych fascynacjach jako pierwsza pojawiła się Birdy – ta artystka jest dla mnie kwintesencją dzieciństwa.

J.S: Ja pamiętam z dzieciństwa to, że moja mama słuchała dużo klasyki. Ale ja jakoś nie przywiązałam się do tej muzyki i tak naprawdę niewiele z niej pamiętam. Za to mój tata słuchał muzyki zespołów typu The Cranberries. A później zaczął szukać w kierunku artystów takich jak Selah Sue i ja zaczęłam właśnie razem z nim iść tą drogą. Później z Pauliną odkryłyśmy Bridy i w ten sposób znalazłyśmy się w miejscu, w którym dziś jesteśmy. I teraz podążamy swoją własną muzyczną drogą.

,,Chciałabym mieć tę swoją oryginalność i tę swoją muzyczną wizytówkę. Chcę, żeby ludzie, którzy słuchają naszej muzyki widzieli w niej mnie, a nie doszukiwali się Birdy”.

Do Birdy, o której wspominacie, porównywana jest często wasza wokalistka. Jagoda, co ty sądzisz o tym porównaniu?

J.K: No wiesz to jest bardzo miłe, ale…

Ty chciałabyś być odbierana jako Jagoda – wokalistka zespołu Lor?

J.K: Tak! Chciałabym mieć tę swoją oryginalność i tę swoją muzyczną wizytówkę. Chcę, żeby ludzie, którzy słuchają naszej muzyki widzieli w niej mnie, a nie doszukiwali się Birdy. Ale z tym porównaniem nie mam jakiegoś większego problemu – przecież wiem, że mówią to z pozytywnym nastawieniem do mojego głosu.

J.S: Ale wydaje mi się, że nie porównują jej tak bardzo pod względem wokalu, ale bardziej im chodzi o muzykę, jaką tworzymy. Dla nas Jagoda ma niepowtarzalny głos – i dlatego właśnie tak uważam.

Poza tą muzyczną stroną w waszym życiu jest jeszcze szkoła, jak wy potraficie pogodzić ze sobą te dwie strony?

P.S: Czasem ta strona, która nie jest związana z muzyką wydaje nam się bardzo nudna. I rzeczywiście bywa tak, że gdy musimy iść do szkoły, to przychodzi do nas ta myśl: ,,O nie! Szkoda, że nie jesteśmy teraz na koncercie. Dlaczego nas tam teraz nie ma?!”. Ale staramy się z taką myślą walczyć, bo przecież poza muzyką są też inne ważne rzeczy.

A jak już przystępujecie do tej waszej muzycznej pracy, to rodzicie nie mówią do was:,, Ale pamiętaj szkoła jest najważniejsza! W szkole wszystko w porządku? A jak z pracą domową odrobiłaś wszystko na jutro?”

J.B: No nie, aż tak bardzo rodzice nie ingerują w nasz zespół. I o pracę domową też już nas nie pytają (śmiech).

J.S : Przykładowo moja mama zawsze powtarza mi, że muszę się uczyć i skończyć studia – i wydaje mi się, że każda z nas wie o tym doskonale. Ale też rodzice każdej z nas wiedzą o tym, że ta muzyka to nasza pasja, z której nigdy nie zrezygnujemy. A szkoła? Oczywiście jest ważna, dlatego staramy się robić w niej wszystko jak najlepiej.

,,Przykładowo moja mama zawsze powtarza mi, że muszę się uczyć i skończyć studia – i wydaje mi się, że każda z nas wie o tym doskonale. Ale też rodzice każdej z nas wiedzą o tym, że ta muzyka to nasza pasja, z której nigdy nie zrezygnujemy”.

Paulina, podczas występu wspomniałaś, że tytuł do jednej z piosenek ,,skradłaś” Woody-emu Allenowi z tytułu jego filmu. Często zdarza ci się nawiązywać w swoich piosenkach do tego filmowego świata?

P.S: Często jest tak, że ja tych inspiracji szukam w bardzo różnych miejscach.

A jesteś fanką Woody’ego Allena?

P.S: Bardzo go lubię! Być może to nie jest jeszcze jakiś fanatyzm, ale może to wszystko powoli zmierza w tym kierunku (śmiech). Jeśli chodzi jeszcze o te inspiracje, to ja się ich doszukuję naprawdę w różnych miejscach – np. przy pierwszej piosence inspiracją był obraz, który zobaczyłam podczas lekcji w szkole. I właśnie dlatego piosenka ma tytuł tego obrazu. Nie zawsze tekst piosenki musi mieć jakieś powiązanie z tytułem. Gdy zobaczę jakiś film i tak bardzo coś przyciągnie w nim moją uwagę, to być może zainspiruje się nim przy wymyślaniu nazwy dla mojego kolejnego utworu.

Allen grać na skrzypcach nie umie, ale Julka tak. Powiedz nam, pamiętasz kiedy dostałaś swój pierwszy taki instrument?

J.B.: Doskonale to pamiętam, miałam wtedy siedem lat i byłam w pierwszej klasie. Byłam bardzo malutka i pojawił się problem ze znalezieniem dla mnie tych skrzypiec. Musiałam zacząć swoją naukę gry na tym instrumencie trochę później niż moi rówieśnicy – właśnie z tego powodu było mi bardzo smutno. I tak z biegiem lat przywiązałam się do tego instrumentu, a teraz gram na nim w Lorze.

W Lorze macie też fortepian, na którym gra Julia Skiba. Julka, też pewnie tak samo jak twoja koleżanka jesteś związana z instrumentem, na którym grasz od dziecka. Ty masz takie marzenie, żeby przejść w swojej grze na fortepianie do tego mistrzowskiego poziomu i stać się trochę taką ,,damską wersją Chopina”?

J.S: Fryderyk Chopin był geniuszem i na pewno każdy muzyk chciałaby zdobyć taką popularność, jaką właśnie Chopinowi udało się osiągnąć. Ale jeśli chodzi o porównanie do tej ,,damskiej wersji Chopina”, to ja wiem, że mnie to nigdy nie spotka, bo mnie nie ciągnie do klasyki. Kiedyś próbowałam jeździć na te konkursy, ale stwierdziłam, że to nie dla mnie. I zaczęłam komponować własne piosenki. W ten sposób doszłam do wniosku, że właśnie to jest to, co mi się naprawdę podoba i to, co chcę robić w życiu. Chciałabym, żeby ludzie doceniali mnie właśnie w tym i tak chcę się spełniać w swojej grze na fortepianie. A Fryderyk jest mi w tym wszystkim niepotrzebny… (śmiech)

,,Kiedyś próbowałam jeździć na te konkursy, ale stwierdziłam, że to nie dla mnie. I zaczęłam komponować własne piosenki. W ten sposób doszłam do wniosku, że właśnie to jest to, co mi się naprawdę podoba i to, co chcę robić w życiu. Chciałabym, żeby ludzie doceniali mnie właśnie w tym i tak chcę się spełniać w swojej grze na fortepianie”.

Słucham was i słucham. I myślę sobie, gdzie wasz zespół dojdzie np. za te pięć lat. A wy jak myślicie?

P.S: Do Tokio. Zawsze odpowiadamy, że będziemy w Tokio, bo to jest dla nas jakiś taki mistyczny punkt odniesienia (śmiech). Ale tak naprawdę, gdzie będziemy za pięć lat… Myślę, że tu, gdzie jesteśmy teraz, ale być może nasza muzykę będzie znało więcej osób – i to wszystko.

J.S: Może ja jeszcze dorzucę do tego to, że będziemy miały kilka płyt na swoim koncie. No i będziemy już na tych wymarzonych studiach (śmiech).

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress