Fot. Ola Grochowska

[WYWIAD] MaJLo: Sięgnąłem po gitarę, kiedy miałem długie włosy i nosiłem glany

”Zauważyłem taką tendencję, że dziś istnieje model smutnego artysty, który nie wpisuje się w ramy obowiązujące dawniej” – mówi Maciej Milewski, który tworzy muzykę pod pseudonimem MaJLo.

”Zauważyłem taką tendencję, że dziś istnieje model smutnego artysty, który nie wpisuje się w ramy obowiązujące dawniej” – mówi Maciej Milewski, który tworzy muzykę pod pseudonimem MaJLo. Czy na jego nowej płycie, która ukaże się już tej jesieni, znajdziemy wyłącznie smutne piosenki?

Fot. Ola Grochowska

FINE TUNE: Piosenki, które znalazły się na twojej ostatniej płycie, opisywały miejsca, w których czujesz się komfortowo. O których miejscach śpiewałeś?

MajLo: Był to głównie las, bo spędzam w nim wiele czasu. A to wszystko ze względu na to, że blisko niego mieszkam. To miejsce, w którym zdecydowanie odnajduję spokój. Poza tym, to właśnie las był bezpośrednią inspiracją do stworzenia płyty ”Over The Woods”.

W szkole muzycznej poznałeś Ralpha Kaminskiego, z którym stworzyłeś kawałek ”Lights”. Kto był pomysłodawcą tej piosenki?

Ralpha poznałem dokładnie w szkole wyższej i później gdzieś tam śledziłem jego poczynania… Ja wtedy byłem zafascynowany muzyką jazzową, więc na początku studiów nawet nie myślałem o tym, żeby zrobić taką kolaborację. Mój projekt MaJLo założyłem na III roku i właśnie wtedy szukałem wokalisty, bo sam jeszcze nie śpiewałem. I jakoś tak wyszło, że pomyślałem o nim. Wróciłem do jego dyplomu kończącego studia, który był koncertem, co bardzo rzadko się zdarza… Inicjatywa wyszła ode mnie, ale mogę śmiało powiedzieć, że łatwo znaleźliśmy porozumienie w pracy nad muzyką.

 

Już od jakiegoś czasu wraca moda na kasety, a niedawno walkman obchodził swoje trzydzieste dziewiąte urodziny. Czy byłeś dzieciakiem, który słuchał muzyki na takim sprzęcie?

Zdecydowanie tak! Mam sentyment do dawnych czasów, niedawno nawet zacząłem kolekcjonować płyty winylowe. Jak widać wracamy do tych analogowych rzeczy, za co odpowiada z pewnością moda.

Pamiętasz jakie kasety miałeś w swojej kolekcji?

Na pewno będziesz mocno zaskoczona, jak to usłyszysz… Wyobraź sobie, że byłem fanem Eminema. Miałem szczęście, bo kasety z Zachodu przywoził mi mój ojciec, który pływał na statku. Bryan Adams, Lionel Richie… Zazwyczaj kupował takie klasyki. To były fajne czasy! Do dziś pamiętam, jak przewijałem te kasety ołówkiem (śmiech).

Czy zdecydowałbyś się na to, żeby wydać teraz swoją muzykę na kasecie?

To byłaby abstrakcja. Ale lubię eksperymenty, więc myślę, że mógłbym spróbować. Dla mnie nośnik to tylko fizyczny przedmiot, który zawiera jakieś dane… Nie obrażam się na serwisy streamingowe czy kompakty. Na pewno jednak największy sentyment mam do winyli. I mogę śmiało przyznać, że moim wielkim marzeniem jest wydanie muzyki na takiej płycie.

,,Wyobraź sobie, że byłem fanem Eminema. Miałem szczęście, bo kasety z Zachodu przywoził mi mój ojciec, który pływał na statku”.

Obecnie w twojej muzyce ważną rolę odgrywa gitara. Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, że to będzie instrument, na którym chcesz się nauczyć grać?

Sięgnąłem po gitarę, kiedy miałem długie włosy i nosiłem glany, słuchałem wtedy jeszcze rockowej muzyki i metalu. Tak przy okazji, to muszę przyznać, że przeszedłem już chyba przez wszystkie gatunki muzyczne. Od jakiegoś czasu mówiłem już rodzicom, że nie chcę grać na skrzypcach…

To pewnie rodzice odpowiedzieli: ”Maciek, co ty tu znowu wymyślasz… Skrzypce to fajny i porządny instrument. Jaka gitara?! O czym ty mówisz?!”?

Tak trochę właśnie było… Umówiliśmy się, że dam sobie trochę czasu na tę decyzję, a oni pozwolą mi później zdecydować, na czym tak naprawdę chcę grać. Poczekałem i ta miłość do gitary nie przeszła, więc zgodnie z umową, mogłem ją sobie kupić. Za moją pierwszą gitarę zapłaciłem trzysta złotych. Była dla mnie takim spełnieniem największych marzeń. Kupiłem ją na Allegro, jak się później okazało, od mojego sąsiada. Pamiętam do tej pory, że kiedy ją odbierałem, to cześć rzeczy nie zgadzała się z opisem z aukcji… (śmiech).

Utwór ”The Bird’s Song ” to singiel promujący twoją płytę, ale też piosenka, która została wybrana do czołówki znanego serialu w telewizji TVN, ”Diagnoza”. Mogę powiedzieć, że ten utwór był w pewnym sensie przełomowym kawałkiem w twojej karierze?

To z pewnością jest dla mnie przełomowa piosenka. Otworzyła bowiem przed mną bardzo wiele drzwi. Dzięki temu kawałkowi wiele osób skierowało na mnie swoją uwagę. Ale tak naprawdę, to na początku ten utwór nie miał być singlem… ”Over The Woods” naprawdę nie miał singli, a jeśli juz, to można było stwierdzić, że jest nim piosenka ”Another Day”.

No tak, ten utwór jest bardzo chwytliwy i ma w sobie fajną energie.

I został wydany przed płytą, a później się na niej znalazł, co mogło dać mu uprawnienia do nazywania się singlem.

,,Za moją pierwszą gitarę zapłaciłem trzysta złotych. Była dla mnie takim spełnieniem największych marzeń. Kupiłem ją na Allegro, jak się później okazało od mojego sąsiada. Pamiętam do tej pory, że kiedy ją odbierałem, to trochę rzeczy nie zgadzała się z opisem z aukcji…”

Jak oglądałeś serial ”Diagnoza” i był ten moment czołówki, to czułeś dumę? Czy raczej takie ”no fajnie, że wybrali mój kawałek, ale to nic w tym nadzwyczajnego…”?

Oczywiście, że czułem dumę. Już widząc te pierwsze reklamy z moją muzyką, które zapowiadały ”Diagnozę”, to miałem takie uczucie.

Jak w ogóle doszło do tego, że wybrali ”The Bird’s Song” do czołówki tego serialu?

Zostałem wybrany przez produkcję. A tak naprawdę, o całej sprawie dowiedziałem się po fakcie. Poinformowano mnie o tym, że odbyła się już konferencja, szukali muzyki do nowego serialu i ktoś polecił właśnie mój kawałek… Dlatego przypuszczam, że w tym przypadku zadziałała tak zwana ”poczta pantoflowa”. Oczywiście trochę myślałem nad tą decyzją. Zastawiałem się, czy to dobrze, że będę kojarzony z serialem – ale w końcu się zgodziłem. Myślę, że gdyby było na odwrót, czyli jakbym został poproszony o napisanie muzyki do jakiegoś serialu, to mógłbym odmówić.

Naprawdę?! Nie myślałeś nigdy, że fajnie byłoby napisać własną muzykę do jakiegoś serialu?

Kompletnie nie, napisać muzykę do filmu – to byłoby fajne wyzwanie! Ale o serialu naprawdę nigdy nie myślałem.

Teksty do płyty ”Over The Woods” napisała Asia Bieńkowska. Dlaczego sam nie odważyłeś się spróbować napisać coś swojego?

Na ”Over The Woods” rzeczywiście nie ma moich tekstów, ale już na tej nowej płycie odważyłem się napisać coś swojego. Staram się iść małymi kroczkami w tym, co robię. Natomiast, jeśli chodzi o piosenki z ”Over The Woods”, to Asia jest moją drugą połówką, więc sądzę, że to właśnie ona mogła mnie najlepiej zrozumieć i przelać to później na kartkę papieru. Poza tym, ja bardzo doceniam jej emocjonalność, dlatego ta współpraca doskonale się zazębia.

No to można chyba śmiało powiedzieć, że płyta ”Over The Woods” jest takim waszym pierwszym ”dzieckiem”.

No tak, oczywiście! (śmiech)

,,[…] jeśli chodzi o piosenki z ”Over The Woods”, to Asia jest moją drugą połówką, więc sądzę, że to właśnie ona mogła mnie najlepiej zrozumieć i przelać to później na kartkę papieru. Poza tym, ja bardzo doceniam jej emocjonalność, dlatego ta współpraca doskonale się zazębia”.

Ostatnio przeczytałam, że przy tekście do piosenki ”Bad Blood” Taylor Swift, pracowało (poza nią) jeszcze trzech tekściarzy. Niektórzy taki zabieg mogą odbierać jako tworzenie wielkiego produktu, który ma się sprzedać – czy sądzisz podobnie?

Takich ”piosenek-produktów” w dzisiejszych czasach jest bardzo dużo. Dobrym przykładem na to są Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, teraz mamy okazję obserwować ten deszcz ”mundialowych hitów” – dla mnie to jest jakiś szał, którego absolutnie nie jestem w stanie zrozumieć. Po co i dlaczego, ktoś tworzy takie rzeczy?! Obecnie, wiele osób stoi na scenie tylko dlatego, że są wygenerowani przez pewne wytwórnie, firmy…

Ale wracając do sprawy Taylor Swift, nie wiem, jak to było dokładnie w jej przypadku. Zastawiam się, czy te osoby dobrały się na zasadzie znajomości, czy też kompletnie się nie znały… Możliwe, że udało im się, bo dokładnie wiedziały, o czym chcą napisać.

Natomiast, często jest tak, że przy produkcji jednego utworu pracuje kilka osób. Muzyka i tekst to nie wszystko. Do tego dochodzi jeszcze kilka innych kwestii. I współpraca na takiej zasadzie jest dla mnie bardziej zrozumiała. Nie oszukujmy się, każdy album jest w jakimś sensie produktem – ale jeśli tworzą to dwie lub trzy, powiązane ze sobą osoby, i jest to szczere, to do mnie taka współpraca bardziej trafia. Ale w świecie muzyki istnieją różne kombinacje – a tworzenie muzyki na potrzeby zarobku, czyli sugerowanie się modą i tym, co osiągnęło ”sukces”, jest bardzo częstym zjawiskiem.

Naukowcy z uczelni w Kalifornii przeprowadzili badania, z których wynika, że powstaje coraz więcej smutnych piosenek. Czy zgadzasz się z taką opinią?

Zauważyłem taką tendencję, że dziś istnieje model smutnego artysty, który nie wpisuje się w ramy obowiązujące dawniej. Nie ma już tego afirmowania bycia showmanem, bycia kimś głośnym…

Kiedyś problemy ze zdrowiem i depresje były maskowane. Nie mówiło się o tym tak często. Takie sprawy zazwyczaj wychodziły dopiero po śmierci artysty. Dziś, wielu z nich często takimi problemami dzieli na swoich kontach w portalach społecznościowych…

Zgadzam się z tym, autentyczność jest dziś bardzo widoczna. Opowiadanie swoich doświadczeń i przelewanie swojej emocjonalności na piosenki jest pożądane. Wydaje mi się nawet, że taka muzyka rzeczywiście może obecnie przeważać, a już na pewno w tym alternatywnym świecie.

,,Nie oszukujmy się, każdy album jest w jakimś sensie produktem – ale jeśli tworzą to dwie lub trzy, powiązane ze sobą osoby, i jest to szczere, to do mnie taka współpraca bardziej trafia. Ale w świecie muzyki istnieją różne kombinacje – a tworzenie muzyki na potrzeby zarobku, czyli sugerowanie się modą i tym, co osiągnęło ”sukces”, jest bardzo częstym zjawiskiem”.

Jeszcze w tym roku ukaże się twój nowy krążek. Czy ta płyta będzie się mieścić w tych obecnych trendach – będą tam głównie smutne piosenki?

Trudno mi to stwierdzić. Tym razem jakoś nie starałem się zachować spójności materiału. Ta muzyka, która pojawi się na mojej nowej płycie, powstawała przez dziewięć miesięcy, co uważam za dość długi okres w moim życiu…

Czasami artyści specjalnie wyjeżdżają gdzieś, by stworzyć materiał na nową płytę – czy u ciebie było podobnie?

Nie, nie… Wszystko tworzyłem u siebie w Gdańsku, w moim studiu. Oczywiście w ciągu tych dziewięciu miesięcy miałem jakieś wyjazdy, które można uznać za składowe tej płyty. Miejsce na jakiś odpoczynek też musiałem znaleźć, ale podczas tych wyjazdów bezpośrednio nie tworzyłem nowych kawałków. Premierę mojego nowego krążka zaplanowałem na jesień tego roku. Nazwy jeszcze nie mogę zdradzić, ponieważ jest dopiero przed ostatecznym zaakceptowaniem… Trzeba jeszcze trochę zaczekać, ale z pewnością już niebawem pochwalę się tymi muzycznymi nowościami.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.