[WYWIAD] Mateusz Dopieralski (BITAMINA): W naszej muzyce serwujemy mieszankę studencką

‚Wielu ludzi w moim wieku odbiera te piosenki tak, jak ja chciałbym, by zostały odczytane – cieszy mnie to, że mamy wspólny język” – mówi Mateusz Dopieralski. Czy wysyłają piosenki swoim ukochanym? Co jest najtrudniejsze w śpiewaniu o codzienności? I czy według nich istnieje recepta na to, jak ”romansować” z hip-hopem? – BITAMINA.

fot. mat. prasowe

FINE TUNE: Co było rzeczą, na którą czekałeś najdłużej w swoim życiu?

Mateusz Dopieralski: Ta ”rzecz” nie pojawiła się jeszcze na świecie (śmiech). Najbardziej czekam na swoje pierwsze dziecko – to marzenie towarzyszy mi już od ładnych kilku lat.

Mężczyźni zazwyczaj marzą o tym, by mieć syna – u ciebie jest podobnie?!

Jeśli córka będzie pierwsza, to tym bardziej mnie to ucieszy. Tak planując już na przyszłość, to marzy mi się, by zostać ojcem trzech córek i jednego syna. A tak naprawdę co ”dadzą”, to przyjmę (śmiech).

W 2017 roku pojawiła się wasza płyta zatytułowana ”Kawalerka”. Czego nie mogłoby zabraknąć w kawalerce, w której miałbyś zamieszkać?

Obecnie mieszkam kawalerce, którą nazywam ”Kuba”. Mam tam chyba wszystko, co jest mi niezbędne do życia. Z przedmiotów nie potrzebuję niczego nowego. Ale brakuje mi właśnie takiego małego ”skrzata”, który kręciłby się po tym mieszkaniu. Jedyne marzenie to dziecko!

Czyli bardzo chcesz już zostać rodzicem. Co zrobisz, jak kiedyś twoje dziecko powie do ciebie: ”Tatusiu, ja też chcę być muzykiem”? Odradzisz czy pomożesz mu w tym marzeniu?

Jeśli moje dziecko będzie chciało zostać muzykiem, to będę starać się robić to samo, co robili moi rodzice – pomagać w spełnieniu marzeń. Chcę być rodzicem, który będzie dawał możliwości i otwierał drzwi przed światem. Postaram się, by moje dziecko mogło spełniać się jako artysta, jeśli taka będzie jego wola.

Dziecka jeszcze nie ma… to, czy w takiej kawalerce mógłbyś zamieszkać na przykład z chłopakami, z którymi grasz w zespole?

Myślę, że ja z nimi mógłbym, ale nie wiem, czy oni mogliby wytrzymać ze mną.To dobre pytanie! Ciekawe, czy wytrzymalibyśmy ze sobą w jednym mieszkaniu…

Jak to jest z tą nazwą waszego zespołu? Bo w internecie ktoś już o to zapytał…

”Skąd się wzięła nazwa zespołu Bitamina? Bi i Witamina”. No tak, witamina jest potrzebna, żeby funkcjonować w zespole (śmiech). My możemy być taką witaminą, która pomoże przetrwać. Jesteśmy po to, by uzdrawiać! A jeśli chodzi o to ”Bi”, to gdyby ktoś był ”Bi” to też może nas słuchać – my nie mamy nic przeciwko!

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że byliście przygotowani na to, że wasza muzyka nie przebije się do szerszego grona słuchaczy i będą to utwory wysyłane wyłącznie do przyjaciół… Czy te kawałki dostawały też dziewczyny, w których byliście zakochani?

Zazwyczaj było tak, że nie wysłałem piosenek do dziewczyny. Zawsze kazałem jej czekać na płytę. Chciałem, żeby wysłuchała tego w całości. Kiedy wyciągnie się jeden utwór łatwo zgubić kontekst. Nie chciałem, żeby ten przekaz płyty był zniekształcony.

,,My możemy być taką witaminą, która pomoże przetrwać. Jesteśmy po to, by uzdrawiać!”

Secymin Nowy – jak pada nazwa tej miejscowości, z którą jesteś związany, to jakie obrazy pojawiają się w twojej głowie?

Wał przeciwpowodziowy, izolacja, duża wolność i najpiękniejsze zachody słońca, jakie widziałem w życiu. Jedni jeżdżą na Mazury, inni wolą zagraniczne wycieczki, a ja czerpię moc z tej małej miejscowości. Mogę powiedzieć, że to trochę taka moja, mała Ojczyzna.

To w tej ojczyźnie masz pewnie album ze zdjęciami z dzieciństwa. I pewnie twoi rodzice czasem przeglądają te fotografie (przy spotkaniach w gronie rodziny czy też przyjaciół), i wspominają czasy, kiedy byłeś dzieckiem…

W Secyminie Nowym mieszka Amar i Piotrek. Ja mieszkam w Niemczech, ale to pokazywanie zdjęć przez rodziców jest mi bardzo dobrze znane. Do tego jestem aktorem, a mama bardzo często opowiada znajomym: ‚‚Dziś Mateusz będzie w telewizji, a już niedługo będzie występował w tym i tym…”. Nie zawsze to lubiłem, ale teraz już wiem, że można się do tego przyzwyczaić (śmiech).

Jeden z utworów Bitaminy nosi tytuł ”U Wujka”. Czy pamiętasz, jak twoi rodzice zabierali cię w dzieciństwie na takiej przyjęcia u rodziny?

To głównie u nas w domu była taka miejscówka, gdzie spotykali się wszyscy. Do tej pory, kiedy jestem w Warszawie, to staram się, by takie rodzinne spotkania często się odbywały. Ale jak to bywa w życiu, dziś rzadko zdarza się, że ludzie spotykają się ze swoją rodziną… Na szczęście ja się nie poddaję i ciągle dążę do tego, by mieć ten kontakt z krewnymi.

Mówisz, że spotkania odbywały się u was – czyli ty od dziecka jesteś królem takich rodzinnych imprez (śmiech).

Nie wiem, czy mogę się ubiegać o tytuł ”króla rodzinnych imprez”… Zazwyczaj w dzieciństwie na tych imprezach spałem za kanapą. Nigdy nie szedłem spać, zawsze to parkiet stawał się moim łóżkiem (śmiech).

No to ładnie… I takie rzeczy wychodzą po latach! Nagrywałeś rodzinę i znajomych, a później te materiały wykorzystałeś przy tworzeniu swoich piosenek. Czy teraz, kiedy twoi bliscy słuchają tych utworów, to nie mówią: ”Mateusz, po co ty nagrywałeś, przecież ja tam jakieś głupoty mówię… Akurat musiałeś to wziąć do piosenki?!”

Nie, nie… Kompletnie nie było takich sytuacji, ponieważ oni jeszcze przed publikacją wiedzieli, co znajdzie się z tego materiału na płycie Bitaminy. Zapytałem ich po prostu, czy mogę wykorzystać to, co powiedzieli – nie było zastrzeżeń. Widocznie stwierdzili, że to wszystko ma jakiś sens.

,,Do tej pory, kiedy jestem w Warszawie, to staram się, by takie rodzinne spotkania często się odbywały. Ale jak to bywa w życiu, dziś rzadko zdarza się, że ludzie spotykają się ze swoją rodziną…”

Co jest najtrudniejsze w śpiewaniu o codzienności?

Najtrudniejsze jest to, kiedy muszę przekazać w piosence coś bardzo osobistego. Nie wiem, jak odbierze to publiczność, jaka będzie reakcja innych… Najgorszy jest ten pierwszy moment, kiedy kawałek trzeba opublikować. Po jakimś czasie, kiedy widzę, że piosenka świetnie się przyjęła, a nasi słuchacze odnaleźli gdzieś w tej historii siebie, wtedy dopiero czuję spokój.

Przykre wspomnienia czy te, do których lubisz wracać – co wybrałbyś na temat swojej piosenki?

Staram się utrzymać kompromis. Musi być światło i dzień, bo tak wygląda nasze życie. Nie żyjemy w monotonii, dlatego serwujemy w naszej muzyce taką mieszankę studencką.

Fani uwielbiają interpretować piosenki na swój sposób. Zdarzyło się, że ktoś tę waszą ”mieszankę” zinterpretował w śmieszny sposób albo w taki, który był bardzo odległy od waszej wersji?

Oczywiście, że tak! Ale myślę, że tutaj główną rolę gra wiek. Młodzież będzie rozumieć naszą muzykę na swój sposób, a ludzie po czterdziestce zaczną się doszukiwać w naszych kawałkach zupełnie czegoś innego. Na przykład nasza piosenka pt. ”Pornosy” nie jest o filmach pornograficznych… Wielu ludzi w moim wieku odbiera te piosenki tak, jak ja chciałbym, by zostały odczytane – cieszy mnie to, że mamy wspólny język.

Kiedy obserwuje konta na portalach społecznościowych różnych muzyków, to widzę, że zazwyczaj tam jest pełno jakichś nowych materiałów od nich. Mam wrażenie, że wy chyba za bardzo nie lubicie się tam pokazywać…

Szczerze?! To prawda, nas nie ciągnie do tego wirtualnego świata. Wyobraź sobie to, jak wyciągam co moment telefon i mówię do tej kamerki:”Kochani, teraz jesteśmy w busie, a teraz mamy przerwę, a za moment będziemy już z wami…” – nie czułbym się z tym dobrze, to nie jest nasz klimat. Nikogo nie krytykuję, ale nie staram się też kreować jakiegoś swojego sztucznego wizerunku. Nie mamy takiej pasji, by siedzieć non stop z głową w telefonie, a skoro jej nie ma, to nie będziemy też nikomu tego narzucać.

Mieszkasz w Niemczech, a pomyślałeś sobie tak kiedyś:”Ciekawe, jakby to było, gdybym z chłopakami założył ten zespół tutaj?!”

Gdyby tak było, to rzeczywiście byłaby diametralnie inna sytuacja… W Niemczech nie słyszałem jeszcze takiego koncertu. Zupełnie nie wiem, jak potoczyłby się nasz los w tym kraju… Ale moją działalność muzyczną zawsze wiązałem z Polską, nigdy nie próbowałem tam zaczynać.

,,To prawda, nas nie ciągnie do tego wirtualnego świata. Wyobraź sobie to, jak wyciągam co moment telefon i mówię do tej kamerki:”Kochani, teraz jesteśmy w busie, a teraz mamy przerwę, a za moment będziemy już z wami…” – nie czułbym się z tym dobrze, to nie jest nasz klimat”.

Przyjaźnisz się z niemieckimi muzykami?

Mam tam przyjaciół, ale ich muzyka jest związana bardziej z produkcją teatralną.

Zdarza ci się im polecać jakichś polskich artystów?

Tak, zazwyczaj mówię im o muzyce takich polskich legend; Komeda czy Stańko. Ale też w gronie tych artystów znalazła się Monika Brodka – i rzeczywiście, u niektórych ta jej muzyka bardzo chwyciła, spodobał im się album ”Granda”.

Kiedyś usłyszałam: ”Bitamina to zespół, który wie, jak romansować z hip-hopem”. Jeśli znacie ten przepis, to może ty jak jako wokalista zdradzisz, jak to robić?

Powiedziałaś ”romansować”, ale na prawdziwy romans w życiu chyba też nie istnieje recepta. U nas jest podobnie, to impuls – na to nie ma przepisu. Może to wynika z tego, że od zawsze słuchaliśmy bardzo dużo muzyki. Nie ograniczaliśmy się nigdy wyłącznie do polskich wykonawców, byliśmy ciekawi tego, co tworzą zagraniczni artyści. Naszym punktem wyjścia jest właśnie taka hip-hopowa dusza – to nasz fundament. Traktujemy to trochę jak ubieranie – zawsze zakładamy inne części garderoby. Czasami sięgamy po elementy funku albo dodajemy odrobinę popu. Łączymy wyłącznie nasze trzy muzyczne światy – i tak właśnie powstaje muzyka zespołu Bitamina!

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress