[WYWIAD] Milky Wishlake – W życiu nigdy nie idzie na skróty

Przechwytywanie1
fragm. fot. Jacek Nawrat

MUZYKA JEST ODZWIERCIEDLENIEM JEGO EMOCJI, BO TO WŁAŚNIE W DŹWIĘKACH ZAMYKA SWOJE UCZUCIA. Z ZASYPYWANIEM ARTYSTÓW KOMPLEMENTAMI RADZI POCZEKAĆ – PRZYNAJMNIEJ DO WYDANIA PRZEZ NICH DRUGIEJ PŁYTY – MILKY WISHLAKE.

Podczas dzisiejszego koncertu utworem ,,Break The Silence’’ namawiałeś lubelską publiczność do ,,łamania ciszy’’, a ty prywatnie jesteś gadułą?

M.W: Tak (śmiech). Po tym, co było można usłyszeć podczas mojego koncertu, można tak stwierdzić – bo chociaż byłem trochę poddenerwowany, to normalnie uwielbiam gadać. Jak nie śpiewam, to gadam. Jak nie gram, to gadam… (śmiech).

Twój debiutancki album nosi tytuł ,,Wait for us’’ – na początku myślałam, że ten tytuł to takie przesłanie do nas (odbiorców) – coś w stylu: ,,Zaczekaj na nas – artystów, którzy przyniosą zupełnie inny rodzaj muzyki niż ten, który jest ci serwowany w tych stacjach radiowych’’.

M.W: Nie bardzo chciałbym wchodzić w rolę przedstawiciela polskich artystów, bo jakoś nie widzę się na tym miejscu. Tytuł tej płyty nawiązuje do sfery uczuciowej w moim życiu. Jest bardzo osobisty, ale chyba nigdy jeszcze nie zdradziłem do czego dokładnie się odnosi.

Przechwytywanie

Łatwiej ci jest przekazać emocje poprzez muzykę?

M.W: Tak, bo muzyka sięga tam, gdzie facetom z dnia na dzień jest trudniej sięgnąć i to ona nam pozwala dotrzeć do tych wszystkich miejsc w naszej podświadomości. Bo ,,twardym trzeba być, a nie miętkim ’’ (śmiech). To mój sposób na wyrażanie emocji, których nie potrafię inaczej wyrazić.

Ostatnio przeglądałam twój fanpage i trafiłam tam na zdjęcie, na którym jesteś ze swoim małym fanem. Ty jako dziecko też tak czekałeś na swoich idoli po koncercie?

M.W: Niestety nie, bo jak ja byłem młodszy, to nie było tak dużo tych koncertów (śmiech). Poza tym, moi rodzice nie jeździli na takie wydarzenia i dopiero w wieku nastoletnim samodzielnie zacząłem to robić. Chociaż z dzieciństwa mam fajną historię związaną z muzykami. Gdy byłem mały, to do domu mojej cioci przyjeżdżali adoratorzy. To byli trzej panowie z zespołu Stare Dobre MałżeństwoWojtek Czemplik i cała reszta brygady. Trochę się z nimi wychowałem – oni sobie siedzieli, grali na skrzypcach, gitarze, a ja pomiędzy nimi tam sobie biegałem. Pamiętam, że pojawiali się tam dość regularnie, a później gdzieś zniknęli. I na tym Starym Dobrym Małżeństwie się muzycznie wychowałem (śmiech).

,,[…] muzyka sięga tam, gdzie facetom z dnia na dzień jest trudniej sięgnąć i to ona nam pozwala dotrzeć do tych wszystkich miejsc w naszej podświadomości”.

Mieszkałeś kilka lat w Holandii. Po powrocie co było dla ciebie największą trudnością, jeżeli chodzi o rozpoczęcie działalności muzycznej?

M.W: Przede wszystkim to te pierwsze miesiące – miałem tak zwaną ,,obowiązkową depresję popowrotową’’ (śmiech).

Coś w Polsce cię tak bardzo zaszokowało?

M.W: Nie. Ja przyjechałem w wakacje i czułem się bardzo dobrze, ale później, jak zaczęła się robić jesień…

Dopadła cię ,,jesienna deprecha”?

M.W: Tak. Spędziłem wtedy około trzy miesiące na szukaniu siebie i swojego celu. Właśnie wtedy wpadłem na pomysł, że chce zrobić EP-kę – chociaż nie wiedziałem, jak to zrobię i jakie to będą piosenki. Zaczęło się od ,,GAMES’’ i nagle się okazało, że mogę iść z tym dalej. Nie miałem wtedy nic i w zasadzie zaczynałem od zera. Teraz jestem na etapie, gdzie mam już coś swojego i dalej staram się to rozwijać.

Czytałam recenzje twojej płyty i spotykałam często zdanie w stylu: ,,Młodzi artyści już się nie wstydzą swojej muzyki, bo doganiają zagranicznych artystów’’. Podobne zdania często w ostatnim czasie pojawiają się w recenzjach płyt młodych polskich muzyków. Jak ty odbierasz taką opinię, jak np. ktoś w taki sposób ocenia czyjąś muzykę?

M.W: Myślę, że niektórzy dziennikarze idą dziś na skróty i nie poświęcają muzyce tyle uwagi, ile powinni. W naszym kraju jest niestety pogoń za nowinką, która nie do końca jest czymś dobrym.

No właśnie, bo u nas trochę króluje taka myśl: coś nowego, to na pewno coś fajnego.

M.W: Dokładnie tak. Ale właśnie przez to zaburzyła się proporcja po między tym, co naprawdę dobre, a co po prostu nowe. Że brzmimy „zagranicznie” i „światowo”, to są niby fajne komplementy. Ale te opinie są przecież często nieadekwatne. Patrzę na muzykę czysto z produkcyjnego punktu widzenia i faktycznie, mamy mnóstwo bardzo dobrze brzmiących płyt.

Możesz podać przykład tych produkcji?

M.W: Na przykład nowa płyta zespołu BeMy – jak ich puściłem, to zastanawiałem się, gdzie nagrywali i później dowiedziałem się, że produkował ich Bogdan Kondracki. Generalnie, jestem fanem jego pracy i też tego co robi się w Nextpopie, bo to są rzeczy które brzmieniowo sięgają gdzieś dalej i mają bardzo spójną koncepcję.

Czyli podsumowując, w naszym rynku muzycznym są elementy tego światowego poziomu.

M.W: Dokładnie, to chciałem powiedzieć, ale jest przed nami jeszcze pewna droga. Ta droga wymaga też od dziennikarzy uważniejszego podejścia do muzyki, jaką tworzą młodzi artyści. Wielu z takich artystów zaraz na starcie jest ogłaszanych nadzieją polskiej muzyki, nie wiem po co, by potem zniknąć zaraz z medialnych radarów.

Za bardzo wywyższamy niektórych artystów, którzy tak naprawdę w rzeczywistości nie tworzą muzyki na dobrym poziomie – o to ci chodzi?

M.W: Nie chciałem tego powiedzieć… (śmiech).

No to ja to powiedziałam.

M.W: Tak (śmiech). Myślę, że za bardzo nie dajemy czasu tej muzyce. Łatwo jest napisać recenzję, przykleić komuś ,,łatkę’’, ale nie wiadomo, co ten muzyk zrobi np. za rok. Ja z tym ,,idzie nowe’’ poczekałbym chociaż do drugiej płyty. Przyznam, że choć nie słyszałem wszystkich ostatnio wydanych polskich płyt, takim dobrym przykładem jest dla mnie KARI. Jej pierwsza płyta była fajna, ale już druga była brzmieniowo na totalnie światowym poziomie i przekaz był bardzo wyraźny.

,,Myślę, że za bardzo nie dajemy czasu tej muzyce. Łatwo jest napisać recenzję, przykleić komuś ,,łatkę’’, ale nie wiadomo, co ten muzyk zrobi np. za rok. Ja z tym ,,idzie nowe’’ poczekałbym chociaż do drugiej płyty”.

Czyli artysta potrzebuje czasu?

M.W: Tak. Żeby się szukać, określać, zgubić i odnaleźć. Nie można od razu kogoś obwołać, że jest genialny, bo to też może być krzywdzące dla artysty.

To według ciebie nikt nie rodzi się genialny?

M.W: No oczywiście, że nie…(śmiech) – choć są pewnie wyjątki. Każdy dzisiejszy geniusz musiał na to, by tak być nazywanym, ciężko zapracować. Kiedyś nie było tych wszystkich bodźców, które tak na nas rozpraszają i było łatwiej skupić się na muzyce, zrozumieć i przesiąknąć nią, więc wydaje mi się, że łatwiej było o takiego Mozarta.

No właśnie, a jak ty chciałbyś, żeby twój album został odebrany przez słuchacza? Co odbiorca może odczytać po przesłuchaniu albumu ,,Wait for us’’?

M.W: Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie – to jest płyta w stylu: ,,dla każdego coś miłego’’. Mam pewną swoją narrację tego albumu, bo to jest płyta o uczuciach. Moje teksty to próba przepracowania emocji, które są związane z moim życiem osobistym. Jeśli ktoś potrafi odnaleźć się w moich słowach, to bardzo się cieszę. Może to nie jest album, który zadowoli każdego w całości.

Jak oddawałeś płytę, to miałeś jeszcze jakieś wątpliwości i takie myśli w stylu: ,,A może jednak w tym utworze było coś jeszcze poprawić…’’?

M.W: Zawsze można by coś poprawić i dopieszczać dzieła w nieskończoność. Myślę, że ten album jest piękną pamiątką z pewnego okresu w moim życiu. Ale nie mogę też doczekać się kolejnych utworów, jakie zaprezentuję ludziom, bo będą to świeższe emocje i przemyślenia.

Na tej płycie znalazł się utwór ,,In Silence’’ i według ciebie ta piosenka nawiązuje do śmierci. Dlaczego 28 – latek przed którym jest życie, pisze piosenkę na taki temat?

M.W: Może dlatego, że wielu muzyków umarło w wieku 27 lat.

No tak, ,,Klub 27’’…

M.W: Myślałem wtedy o uczuciu, jakie może towarzyszyć komuś kto wie, że jej miłości, partnerowi lub komuś z rodziny nie pozostało wiele czasu w życiu i że wkrótce pozostanie bez tej osoby. Że może miłość, wspólny czas, wygrywa ze śmiercią, końcem. Takie miałem wtedy przemyślenia, bo sam byłem przepełniony miłością do drugiej osoby i pewnie zacząłem się tego gdzieś lękać.

W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że nie traktujesz życia, jak ,,budowania zamków’’, a bardziej jako podróż. Co zatem chciałbyś jeszcze spotkać podczas tej swojej podróży?

M.W: To będzie bardzo trywialne, ale na pewno chciałbym dalej spotykać dobrych ludzi – w swoim życiu prywatnym, po koncertach. Nie jestem zwolennikiem dosłownej wędrówki – nie chodzi mi o to, że muszę gdzieś wyjechać, żeby się odnaleźć. Wiem, że ta wędrówka jest w środku, w nas. Miejsce jest też ważne, ale dla mnie najważniejsi są ludzie, jakim się otaczamy. I oczywiście chciałbym po prostu być lepszy w tym, co robię. Widzę ścieżkę, na której jestem, pewien postęp i już nie mogę doczekać się tego, co będzie za rogiem. Ale w życiu muzyka jest tak, że on nie może sobie wszystkiego zbudować, tak jak chce. Muzyk jest zdany na los.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress