[WYWIAD] Niemoc – komponują nawet podczas soundchecku

Niemoc to elektroniczno-gitarowe trio z Zielonej Góry. Obecnie przeżywają pracowity okres. Goszczą na najważniejszych festiwalach w Polsce

niemoc-min

NIEMOC TO ELEKTRONICZNO-GITAROWE TRIO Z ZIELONEJ GÓRY. OBECNIE PRZEŻYWAJĄ PRACOWITY OKRES. GOSZCZĄ NA NAJWAŻNIEJSZYCH FESTIWALACH W POLSCE, REPREZENTUJĄ TEŻ POLSKĄ SCENĘ MUZYCZNĄ NA WĘGIERSKIM FESTIWALU SZIGET.

Jak myślicie, czym wyróżniliście się na tle innych artystów grających na Spring Breaku, że to akurat was nagrodzono możliwością występu na festiwalu Sziget?

Radek: Wydaje nam się, że zagraliśmy koncert niewyróżniający się poziomem spośród tych, które graliśmy do tej pory. Wyszło ładnie, bo przyszło dużo ludzi, ogólnie była dobra atmosfera do grania. Z naszej perspektywy czuliśmy, że wszystko odbyło się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Dopiero potem okazało się, że na koncercie byli jacyś ważni ludzie.

Jesteście młodymi osobami, jednak w waszych utworach słychać, że znacie się na tworzeniu muzyki. Jak wyglądały wasze początki?

Filip: U każdego inaczej. Ja uczyłem się grać w ognisku w podstawówce.

R: Ja z kolei uczyłem się samodzielnie. Pewnego dnia po prostu zabrałem mojej kuzynce gitarę i uznałem, że fajnie byłoby zacząć grać. Następnie poszedłem o krok dalej i kupiłem gitarę elektryczną. Potem zaopatrzyłem się w różne bajery do niej, żeby całość brzmiała szerzej. Całkiem zwykła sprawa, żadnych fajerwerków.

Niemoc jest waszym pierwszym projektem?

Michał: Pierwszym takim rozwijającym się na szerszych wodach.

Czyli było coś wcześniej…

F: Ja z Michałem graliśmy w jednym zespole szkolnym…

M: Powiedzmy, że szkolnym…

R: Dla mnie Niemoc jest pierwszym zespołem.

Jak wygląda wasz proces twórczy? Macie ustaloną kolejność i podział obowiązków czy stawiacie na spontaniczność?

M: Jammujemy dużo i z tego najczęściej wychodzi coś fajnego. Ostatnio jeden kawałek powstał na soundchecku przed koncertem!

R: Jak chcemy napisać nową piosenkę i siadamy mówiąc „teraz napiszemy nową piosenkę”, to najczęściej kończy się tym, że nie piszemy nowej piosenki, bo wszystko nie brzmi na tyle dobrze, żeby coś z tym dalej robić. Czasami natomiast, gdy spontanicznie zaczniemy sobie grać, to najpierw wychodzi z tego trzydziestominutowy twór, potem w programie wybieramy kawałki, które były najlepsze i układamy to jak klocki. Z nich z kolei staramy się zrobić piosenkę, która będzie miała ludzki rozmiar. I tak to jakoś wychodzi.

F: Za to nie mamy problemu z pisaniem tekstów, to nam idzie najłatwiej (śmiech).

No właśnie, nigdy nie myśleliście o dodaniu wokalu do waszych kompozycji?

F: Nasi słuchacze częściej o tym myślą niż my.

R: Tak, mamy dużo takich głosów. Ludzie mówią nam wprost: „Fajnie gracie, ale z wokalem, to by było już idealnie”. Ale nic z tego. Nie mamy takich planów.

F: Obecna formuła instrumentalna po prostu się sprawdza.

R: Gdyby był z nami wokalista lub wokalistka, to trzeba by ten proces twórczy jakoś zmodyfikować. Zmienić sposób pisania piosenki, żeby było miejsce na wokal. Po pierwsze nigdy tego nie robiliśmy, a po drugie nie wiemy, czy przełożyłoby się to na jakość.

M: To bardzo zmieniłoby kształt zespołu…

R: …bo wokalista zawsze jest frontmanem. A tak to teraz jesteśmy w trójkę na równi.

M: Zagnieździliśmy się też już w takim schemacie, w jakim jesteśmy i dobrze nam się współpracuje. Gdyby miał dojść ktoś nowy, to byłaby dla nas prawdziwa rewolucja.

No to może jakiś pojedynczy eksperyment z zewnętrznym wokalistą? Przykładowo jak Rysy z Justyną Święś czy Piotrem Ziołą?

M: Czemu nie? Zapraszamy!

R: Apel do wszystkich znanych ludzi w Polsce – jak chcecie zaśpiewać, to my bardzo chętnie napiszemy piosenki, będzie fajnie. Potem to wydamy, podzielimy się pieniędzmi i wszyscy będziemy sławni.

Tekst zwykle niesie za sobą konkretne przesłanie, sama muzyka natomiast pozwala na nieograniczone interpretacje. Jak zatem nadajecie tytuły waszym utworom?

M: Tytuły po prostu przychodzą i są.

R: Bardzo często przypadkowo. Co prawda są tam jakieś historie za nimi…

M: …ale nie mamy nigdy planu, że ten tytuł znaczy coś konkretnego. Znajdujemy słowo, które jest fajne, więc je bierzemy.

R:  Myślimy jednak o tym, żeby trochę je wydłużyć. Na przykład, aby były to dłuższe frazy lub zdania.

Opowiedzcie o teledysku do utworu „Przekątne”. Został w pełni wyprodukowany przez was?

R: Tak, zrobiliśmy go sami.

M: Pomysł, dojazd, nagranie, montaż, produkcja i publikacja – wszystko my.

R: Mieliśmy kręcić teledysk z grupą realizacyjną, ale potem zmieniliśmy plany. Filip miał kamerę VHS, więc uznaliśmy, że to wykorzystamy. Pojechaliśmy nad Odrę, nagraliśmy kilka ujęć. Na początku nie wiedzieliśmy, czy to się nada. Michał zmontował wszystko, dodał różne efekty i potem okazało się, że wyszło fajnie.

Słyszałam, że tą kamerą nagrywacie też pamiętniki z trasy. Kiedy można się ich spodziewać?

F: Na razie jesteśmy na etapie oglądania tych nagrań na próbach i umierania ze śmiechu.

R: Zrobimy z tego jakiś śmieszny filmik kiedyś, ale aktualnie stanęło to w miejscu. Mamy dużo materiału z przeszłości. Chodziło głównie o to, że jak byliśmy w innych miastach, to nagrywaliśmy krótkie scenki, żeby mieć coś potem na pamiątkę. I są one śmieszne…

M: Problem w tym, że tylko dla nas…

R: Potem zobaczymy, czy będzie sens to upubliczniać. Jest ryzyko, że ludzie nie zrozumieją i wyjdzie dziwnie.

Część z was pisała w tym roku maturę. Jakie macie plany na najbliższy czas – studia czy muzyka?

R: Teraz się trochę rozjeżdżamy. Musimy zmienić sposób współpracy, bo będziemy w różnych miastach. Trzeba więc będzie jakoś się zsynchronizować, żebyśmy mogli dalej grać. Na tę chwilę Filip chyba jeszcze nie wie, gdzie będzie…

F: …a Michał dostał się na studia związane z muzyką…

M: …na reżyserię dźwięku.

F: Wysłaliśmy go tam, żeby nauczył się produkować piosenki. Żebyśmy mogli po trzech latach już wszystko robić sami.

R: Tak, a więc Michał będzie w Poznaniu, ja będę w Krakowie…

M: Ale niech fani się nie martwią – obiecujemy, że zespół przetrwa!

 

Rozmawiała: Katarzyna Wróblewska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress