[WYWIAD] OLY. – Ludzie nigdy jej się nie znudzą

fot.Kamila Pitucha
fot.Kamila Pitucha

JEJ MUZYKA LECZY ZRANIONE DUSZE, CHOĆ JAK SAMA TWIERDZI NIE CZUJE SIĘ MUZYCZNĄ PANIĄ DOKTOR OLY.

Pochodzisz z Nałęczowa – miejscowości uzdrowiskowej. Myślisz, że muzyka też może mieć właściwości lecznicze?

A.K: Zdecydowanie tak. Gdyby nie ona, to trudno byłoby mi sobie poradzić z różnymi doświadczeniami. Tak naprawdę, moja przygoda z muzyką rozpoczęła się od tego, że poszukiwałam sposobu, aby gdzieś ulokować moje emocje.

Gdyby ktoś chciał stworzyć uzdrowisko, w którym leczyłoby się muzyką, to jaką lokację byś zaproponowała?

A.K: Powinno być to miejsce, gdzie możliwe jest obcowanie z naturą – może nawet całkowicie odsunięte od cywilizacji, zgiełku codzienności. Myślę, że muzyka odkrywa przed nami swoje lecznicze właściwości szczególnie, kiedy jesteśmy odcięci od szeroko rozumianych multimediów, sztucznej internetowej rzeczywistości. Od wszystkiego co rozprasza i stresuje.

,,Myślę, że muzyka odkrywa przed nami swoje lecznicze właściwości szczególnie, kiedy jesteśmy odcięci od szeroko rozumianych multimediów,sztucznej internetowej rzeczywistości. Od wszystkiego co rozprasza i stresuje”.

Jaką muzyką leczyłabyś się najchętniej w takim miejscu?

A.K: Ostatnio bardzo lubię słuchać instrumentów smyczkowych. Na pewno nie zabrakłoby ich w moich słuchawkach.

A  jak odnalazłabyś się w roli ,,muzycznej pani doktor” (takiej, która leczy swoją muzyką)?

A.K: Nigdy nawet nie marzyłam o czymś takim, ale czasami spotykam się z opiniami np. po koncertach, że moja muzyka może mieć trochę leczniczą moc. Dowiaduję się, że moje piosenki trafiły do kogoś w trudnym momencie życia i pomogły uporać się z problemami, przetrwać ciężki czas. To bardzo wiele dla mnie znaczy i dodatkowo umacnia w przekonaniu, że nie piszę tylko dla siebie. I że każda nawet najbardziej osobista historia może mieć swoje bratnie odbicie w losach innego człowieka.

Grasz na ukulele, skąd wziął się u ciebie ten instrument?

A.K: To stało się przez przypadek. Od zawsze komponowałam w towarzystwie gitary, ale przed nagraniem demo stwierdziłam, że potrzebuję innego instrumentu. Pewnego dnia weszłam do sklepu muzycznego, zobaczyłam takie zielone ukulele we wzorki i zaczęłam po prostu na nim grać. Tego dnia przekonałam się, że jest coś cudownego i niesamowitego w tym instrumencie – wiedziałam, że bardzo dobrze się dogadamy (śmiech).

Podczas dzisiejszego koncertu wspomniałaś, że w tytule swojej debiutanckiej płyty (,,Home”) zawarłaś pewien sentyment. Ale czy na rynku muzycznym jest miejsce na sentymenty?

A.K: Myślę, że tak. Pomimo życia w ciągłym biegu, odzierania się z wrażliwości i prawdziwych emocji, ludzie są ,,podszyci” melancholią i sentymentem. I przekonują się o tym za każdym razem, gdy zostają sami ze sobą. Kiedy jest cicho.

Myślisz, że w dzisiejszych czasach, kiedy trendy i to jacy mamy być narzucane są przez celebrytów, taka idea ma jeszcze rację bytu?

A.K: Zdecydowanie tak. Myślę, że na świecie jest wielu wspaniałych ludzi, którzy pozostają sobą, nie podążają ślepo i bez refleksji za trendami. Każdy wybiera swoją drogę. Moja jest totalnie poza światem celebrytów, poza szablonem dążenia do sukcesu i sławy.

Wyobraź sobie, że jakimś cudem nie możesz już współpracować z wytwórnią Nextpop. Przychodzi do ciebie pani z konkurencji i mówi coś w stylu ,,Gra pani świetną muzykę, ale dziś ludzie potrzebują czegoś bardziej rozrywkowego. Poza tym, ludzie uwielbiają zagraniczne gwiazdy i musimy panią bardziej w tym kierunku wypromować”. Co zrobiłabyś w takiej sytuacji?

A.K: Publikowałabym po prostu swoje utwory za darmo w internecie. Jeżeli ktoś chciałby wpływać na moje osobiste kompozycje i zmieniać je, to z pewnością w takim momencie wycofałbym się z takiej współpracy. Chyba zaczęłabym tłumaczyć książki. Może amerykańską poezję – kilka miesięcy temu zainteresowałam się tym dzięki moim studiom. Ostatnio tłumaczyłam wiersz Elizabeth Bishop na zaliczenie semestru i strasznie mi się to spodobało. Uważam, że poezja amerykańska bywa niedoceniana, a szczególnie ta kobieca.

p

Dziś podczas koncertu było dużo nowości… To kiedy możemy spodziewać się twojej nowej płyty?

A.K: Mam nadzieję, że na początku przyszłego roku. Zobaczymy. Prace nad drugą płytą już trwają, wkrótce w internecie pojawi się akustyczna wersja nowego utworu, ale wszystko powoli, w swoim czasie. Chcę oddać moim słuchaczom coś dopracowanego w najmniejszym szczególe.

Jakiego tematu będzie dotyczyła ta płyta?

A.K: Druga płyta będzie wyjściem z „domu”. Będzie na niej wiele historii ludzi, których spotkałam przez ostatnie lata. Znów będzie opowieścią. O młodości. Będzie trochę jak album ze zdjęciami.

Często robisz zdjęcia?

A.K: Tak, ale tylko dla siebie, amatorsko. Gdy idę ulicą często zdarza się tak, że najchętniej zrobiłabym czemuś/komuś zdjęcie, potem napisałabym o tym jeszcze piosenkę, wiersz, nakręciła video. Cierpię na nieustający zachwyt nad światem. Czasem bywa to męczące.

,,Druga płyta będzie wyjściem z „domu”. Będzie na niej wiele historii ludzi, których spotkałam przez ostatnie lata. Znów będzie opowieścią. O młodości. Będzie trochę jak album ze zdjęciami”.

Twoją ulubioną książką jest podobno ,,Alicja w Krainie Czarów”. Uważasz, że masz jakieś podobne cechy do głównej bohaterki tej książki?

A.K: Wydaje mi się, że będzie to ogromna ciekawość świata, chęć poszukiwania przygód i pasja, zaangażowanie w każdą najmniejszą czynność. I trochę rozsądku w tym wszystkim. Czasami 🙂

Myślisz, że w swoich utworach zamykasz tę dziecięcą ciekawość?

A.K: Mam taką nadzieję. Moja wyobraźnia zawsze działała na najwyższych obrotach, lubiłam dużo czytać, dowiadywać się nowych rzeczy a potem opisywać je w opowiadaniach na swój sposób. W podstawówce wszystko kręciło się wokół fantastycznej, wymyślonej rzeczywistości. ,,Alicja w Krainie Czarów” to książka, która troszkę mnie ukształtowała, skierowała procesy myślowe na określone tory. Chciałam być Alicją.

Wydałaś płytę, grasz koncerty i niedługo znów kolejna płyta – to dla muzyka też jest trochę taka bajka w życiu. Jakie zakończenie chciałabyś w dalekiej przyszłości napisać tej swojej bajce?

A.K: Mam nadzieję, że bajka będzie trochę trwała. I że będę mogła dalej nagrywać i koncertować. Chciałabym dalej dzielić się z ludźmi tym, co mnie spotyka oraz udaje mi się zaobserwować. Zakończenia jeszcze nie ma, bo nie wyznaczyłam sobie konkretnego celu. Ciągle poszukuję.

Twoje wymarzone miejsce na koncert to…

A.K: Royal Albert Hall – tam, gdzie grała między innymi Florence & The Machine. Choć zdania na jej temat są mocno podzielone, to ja trafiłam na nią w momencie, kiedy powstawały moje pierwsze utwory. Zawsze marzyłam o tym, żeby móc z nią zaśpiewać. Gdziekolwiek, kiedykolwiek. Oczywiście pozostawiam to totalnie w sferze marzeń (śmiech).

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress