[WYWIAD] Part Of The Kitchen: Śpiewanie karmi nasze dusze

„Gotowanie jest takim katalizatorem, który budzi we mnie muzyczną duszę” – mówi Anna Prętka, wokalistka zespołu Part Of The Kitchen. Sprawdź, jak muzycy tej poznańskiej grupy połączyli świat smaków z dużą dawką dobrej muzyki!

„Gotowanie jest takim katalizatorem, który budzi we mnie muzyczną duszę” – mówi Anna Prętka, wokalistka zespołu Part Of The Kitchen. Sprawdź, jak muzycy tej poznańskiej grupy połączyli świat smaków z dużą dawką dobrej muzyki!

FINE TUNE: Tworzycie swoją muzykę w kuchni. A przed naszą rozmową pochwaliłaś się nowym nabytkiem, który pojawił się w tym pomieszczeniu. Kupiłaś stary, drewniany stół – czy to właśnie przy nim masz zamiar pisać nowe piosenki?

Anna Prętka: To się jeszcze okaże… (śmiech) Ale na pewno będzie służył do tego, by stawiać na nim jedzenie podczas naszych prób. Muszę przyznać, że kiedy spędzamy razem czas, zjadamy naprawdę duże porcje różnych smakołyków.

Zdradzisz, co znajduje się w waszym zespołowym menu?

Zazwyczaj są to słodkości… Ale ostatnio wszyscy staramy się być fit. Niedawno nawet była lekka pogarda, kiedy zaserwowałam piernik, więc na naszą kolejną próbę przygotuję chyba jakieś warzywa – może tym razem na stole pojawi się marchewka…

Masz na imię Ania, to może zrób to co twoja imiennicza – Anna Lewandowska – zaserwuj kulki mocy!

Nie wiem, czy potrafię gotować tak dobrze jak ona… Ale poprzeczka jest zawieszona wysoko, więc muszę się teraz postarać.

To stół, przy którym będziecie jeść te smakołyki, już macie… A ty jesteś osobą, która ma sentyment do takich ”rzeczy z duszą”?

Uważam, że ten zakup mocno odzwierciedla to, kim jestem oraz to, jaki gatunek reprezentuje grupa Part Of The Kitchen. Moja koleżanka kiedyś zażartowała, że to, co tworzymy, śmiało można nazwać retro-popem.

 

Tworzycie w kuchni – w miejscu, gdzie często panuje taki lekki rozgardiasz, a co według ciebie jest plusem tworzenia takiej muzyki, która nie trzyma się pewnych zasad i czuć w niej taki ”artystyczny nieład”?

Już samo to, że taka muzyka wychodzi poza jakiś schemat jest plusem. Środkiem naszego wyrazu jest w pewnym sensie ta ”pocztówka z kuchni”. Mam nadzieję, że słuchając naszej muzyki, każdy ma okazję doświadczyć klimatu tego miejsca, w którym tworzymy nasze piosenki. Poza tym, wydaje mi się, że działamy w bardzo autentyczny sposób, jesteśmy kompletnie poza komercyjnym nurtem.

Uważasz, że istnieje przepis na idealną piosenkę?

Z muzyką bywa naprawdę różnie… Czasami wspaniałe kawałki powstają spontanicznie, a nawet w bardzo dziwnych momentach. Dlatego sądzę, że taki idealny przepis na stworzenie świetnego numeru nie istnieje. Liczą się emocje – to jest klucz do sukcesu!

Gotowanie i muzyka to twoje dwie największe pasje?

Tak, ale muszę do tego jeszcze dorzucić teatr. Te dwie pierwsze połączyłam ze względu na oszczędność czasu. Spotykamy się, próbujemy różnych smakołyków, a przy okazji tworzymy muzykę – czego można chcieć więcej?!

Wiele osób lubi śpiewać podczas gotowania – też tak robisz?

Zdecydowanie tak! I zauważyłam to zupełnie niedawno… Faktycznie, bardzo często zdarza mi się nucić coś podczas krzątania się po kuchni. Gotowanie jest takim katalizatorem, który budzi we mnie muzyczną duszę.

,,Spotykamy się, próbujemy różnych smakołyków, a przy okazji tworzymy muzykę – czego można chcieć więcej?!”

To wyobraź sobie, że możesz wybrać artystkę/artystę, z którymi mogłabyś coś ugotować i stworzyć jakąś fajną piosenkę. Kogo wybrałabyś do takiego wyzwania?

Z pewnością byłaby to Mela Koteluk.

To jaką kuchnię zaserwowałabyś pani Koteluk?

Wydaje mi się, że mam dryg do kuchni tajskiej i polskiej – brzmi dość ekscentrycznie – ale w tych dwóch gatunkach czuję się najlepiej, więc podczas takiego spotkania śmiało mogłabym zaproponować jakieś ciekawe potrawy z tych dwóch rejonów.

Czy miałaś już okazję poznać smak tej kuchni w oryginalnej wersji? Byłaś już w Tajlandii?

Tak, kiedyś udało mi się spędzić tam wakacje, to była miłość ”od pierwszego spróbowania”. Uwielbiam ich smakowe połączenia, ale to z pewnością zasługa tego, że jestem fanką słodko-słonych kombinacji.

,,Gotowanie jest takim katalizatorem, który budzi we mnie muzyczną duszę”.

Ich świat muzyki też udało ci się odkryć?

Jeśli chodzi o ich muzykę, to akurat udało mi się trafić do nich na uliczne karaoke. I muszę przyznać, że było to naprawdę ciekawe doświadczenie. Pamiętam też, że podczas karnawału, gdy panuje u nich zwyczaj oblewania się wodą, potrafili to bez problemu połączyć (śmiech). U Tajlandczyków panuje niesamowita otwartość. Tam rodziny potrafią spędzać ze sobą czas w bardzo ciekawy sposób – u nas niestety to celebrowanie wspólnych chwil zanika. Na przykład mój dom był od zawsze wypełniony muzyką, od śpiewania kolęd po różne znane utwory… Do tej pory pamiętam, jak mój dziadek intonował pieśni Ireny Santor. Dawniej domem rządziły wspólne dźwięki, dziś ludzie wstydzą się śpiewać – nie wiem, z czego to wynika. W naszych ścianach słychać jedynie radia, telewizory i komputery. Człowiek zamilkł – to smutne. Staliśmy się tacy pozamykani, mam wrażenie, że dziś ludzie nie pozwalają sobie na popełnianie takich ”błędów”… Jeśli ktoś nie śpiewa dobrze, to od razu mówi: ”Mam śpiewać?! Nie, nie… To kompletnie nie dla mnie, jest tyle osób z fenomenalnym głosem – to ich rola!”. Moim zdaniem, takie podejście to wielki błąd. Śpiewanie karmi nasze dusze – dlaczego tak często o tym zapominamy?!

Na szczęście zespół Part Of The Kitchen doskonale o tym pamięta. W poprzednim roku wydaliście EP-kę zatytułowaną ”Below The Line”. I wreszcie musieliście wyjść na scenę, by zaprezentować wasz materiał na koncertach… Jak to wyglądało wtedy u was? Naprawdę kompletnie nie stresowaliście się tym występem?

Oczywiście, że towarzyszył nam stres – mogę nawet śmiało powiedzieć, że było to dla nas wielkie wyzwanie. Bo to już nie było takie granie w ”bezpiecznej atmosferze” – jak to się odbywa na naszych próbach w kuchni… Musieliśmy zatrzymać widza naszą muzyką. Ale my lubimy ryzyko, ponieważ takie sytuacje są najlepszym sprawdzianem naszych możliwości.

,,W naszych ścianach słychać jedynie radia, telewizory i komputery. Człowiek zamilkł – to smutne. Staliśmy się tacy pozamykani, mam wrażenie, że dziś ludzie nie pozwalają sobie na popełnianie takich >>błędów<<… Jeśli ktoś nie śpiewa dobrze, to od razu mówi: >>Mam śpiewać?! Nie, nie… To kompletnie nie dla mnie, jest tyle osób z fenomenalnym głosem – to ich rola!<<”.

Jesteście początkującym zespołem, a czy udało wam się już odkryć miłą stronę bycia artystą – czyli spotkania z widzami po koncercie, słuchanie kompletów na temat waszej muzyki…

Udało nam się usłyszeć już wiele miłych słów na temat tego, co robimy. Dla mnie największą radością jest to, kiedy widzę, że osoby obecne na naszych koncertach wchodzą w dialog z naszą muzyką. Lubię to uczucie, kiedy widzowie doszukują się  w naszych tekstach  podobieństw, widzą jakąś bliskość… A już momentem kulminacyjnym jest to, kiedy zaczynają podczas naszego występu nucić razem z nami – dla mnie to kompletna bajka!

Organizacja koncertu wymaga dużego poświęcenia. Nie macie jeszcze menadżera i wszystkim kwestiami związanymi z kulisami pracy muzyka zajmujecie się sami – to według ciebie lepiej, czy może jednak przydałaby się wam jakaś osoba do pomocy?

Trudno powiedzieć… Myślę, że jeśli znalazłby się ktoś, kto chciałby się zaopiekować naszym zespołem i potrafił z nami znaleźć wspólny język, to oczywiście bylibyśmy otwarci na taką współpracę. Obecnie działamy sami, ale spotykamy wiele otwartych osób, które starają się nam doradzać w wielu kwestiach.

Jakie macie najbliższe plany?

Nasz najbliższy koncert odbędzie się w Poznaniu (20 czerwca), w ”Winiarni Pod Czarnym Kotem”. Później mamy kilka wyjazdów, ale czekamy też na odpowiedzi od pewnych festiwali. I oczywiście trochę czasu poświęcimy na naukę, chcemy koncentrować się nad ulepszeniem tego, co tworzymy. Ostatnio miałam okazję brać udział w warsztatach prowadzonych przez panią Grażynę Łobaszewską, która jest bardzo inspirującą osobą i potrafi w tak niesamowity sposób opowiadać o muzyce. Te zajęcia pozwoliły mi poukładać kilka rzeczy oraz otworzyć się na coś nowego. Warto brać udział w takich warsztatach, poza tym, podczas takich spotkań można nawiązać też wiele ciekawych znajomości z ludźmi, którzy również tworzą muzykę.

 

Czy w waszych najbliższych planach jest też debiutancka płyta?

Nagranie płyty długogrającej to nasze marzenie. Jak wiadomo przeszkodą są kwestie finansowe, ale mamy nadzieję, że powoli uda nam się zebrać odpowiedni budżet i zespół Part Of The Kitchen będzie mógł wydać swój pierwszy krążek. Materiał już się wygrzewa, liczę na to, że niebawem wejdziemy do studia i zaczniemy intensywnie działać.

Skoro ”danie główne” jest już w fazie przygotowywania, to może zachęcisz jeszcze tak na koniec naszej rozmowy… Dlaczego warto wybrać się na muzyczną ucztę z zespołem Part Of The Kitchen?

Niełatwe pytanie… trudno jest chwalić to, co sama robisz. Ale dla mnie wielkim plusem naszej muzyki jest to, że można przy niej trochę zwolnić, odpocząć, a nawet tak po prostu rozpocząć z nią swój dzień. Mamy kawałki, których można śmiało słuchać zalewając mlekiem płatki, czy też rozkoszując się smakiem porannej kawy. A jeśli jesteś zmęczona/zmęczony po całym dniu, to również w naszych melodiach znajdziesz ukojenie od gorzkiego smaku codzienności. Wiek nie gra roli – mamy naprawdę różnych słuchaczy, którzy delektują się naszą twórczością.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.