[WYWIAD] Pola Rise: Powoli dojrzewam do śpiewania po polsku

,,Po prostu staram się iść za ciosem w tym, co robię” – mówi Pola Rise. Niedawno zaprezentowała cover piosenki ,,Jazda” zespołu T. Love. Co z przyszłością jej kariery muzycznej? Czy zostanie tekściarką innych artystów?

,,Po prostu staram się iść za ciosem w tym, co robię” – mówi Pola Rise. Niedawno zaprezentowała cover piosenki ,,Jazda” zespołu T. Love. Co z przyszłością jej kariery muzycznej? Czy zostanie tekściarką innych artystów?

źródło: facebook.pl/polarise

FINE TUNE: Z tego, co można zaobserwować na twoim Instagramie, często podróżujesz. Nawet materiał na swój debiutancki krążek stworzyłaś w Nowym Jorku. Czy czujesz się obywatelką świata?

Pola Rise: Nie wiem czy nią jestem… Ale jedno jest pewne – rzeczywiście uwielbiam zwiedzać nowe miejsca.

To do jakiego miejsca lubisz ostatnio wracać myślami?

Moim ulubionym miejscem, które miałam okazję odwiedzić tworząc ,,Anywhere But Here”, jest Nowy Jork. Nie wiem, czy będzie to możliwe, ale chciałabym tam wrócić przy okazji tworzenia nowego materiału. To miasto jest dla mnie miejscem bez kompleksów. Spotkałam tam ludzi, którzy nie patrzą na ciebie przez pryzmat jakichś swoich przekonań, lecz podchodzą do twojej pracy obiektywnie i dopingują cię w tym, co robisz. Jak większość przed wydaniem debiutanckiego krążka, miałam wątpliwości. Zastanawiałam się, czy te piosenki są dobre i warte czyjejś uwagi… Dzięki osobom, z którymi tam pracowałam, uwierzyłam w nie na sto procent.

,,Jak większość przed wydaniem debiutanckiego krążka, miałam wątpliwości. Zastanawiałam się, czy te piosenki są dobre i warte czyjejś uwagi…”

Widziałam cię podczas próby – jesteś typem perfekcjonistki.

Po prostu staram się iść za ciosem w tym, co robię. To ważne, by na naszych koncertach wszystko brzmiało dobrze. Na swojej drodze graliśmy w rozmaitych miejscach i bardzo trudnych warunkach. Teraz skupiam się na tym, żeby cały zespół miał zapewniony odpowiedni komfort grania.

Odważyłabyś się na skonfrontowanie swojej muzyki z publicznością, która całkowicie nie zna twojej twórczości?

To akurat już mi się zdarzało nieraz… Brałam udział w takich ,,mini koncertach”, które są organizowane u kogoś w domu. Na takie wydarzenie może się załapać jedynie kilka osób. Wyobraź to sobie: masz tych ludzi na wyciągnięcie ręki, musisz przed nimi zaśpiewać, a przecież dokładnie widzisz ich reakcje na każdy twój ruch… Dla mnie taka mała granica pomiędzy widzem a artystą bywa bardziej stresująca, niż koncerty przed wielką widownią.

A ten stres cię motywuje? Na przykład przy pisaniu tekstów?

Na pewno motywuje mnie deadline.

,,Dla mnie taka mała granica pomiędzy widzem a artystą bywa bardziej stresujące niż koncerty przed dużą widownią”.

Który z utworów, jakie znalazły się na płycie ,,Anywhere But Here”, obnażył w największym stopniu twoją duszę?

Każda z tych piosenek to jakaś część mojej duszy… Ale z całego zestawu na pewno mogę wyróżnić ,,Silence” oraz ,,The Greatest”.

Podczas tworzenia tych kawałków często mówiłaś sobie: ,,No nie, to zdanie wypada – za bardzo osobiste…”?

Oczywiście, tak zdarzyło się nawet kilka razy… I właśnie dlatego piszę moje teksty po angielsku. Śpiewanie w obcym języku to taka ,,skorupka bezpieczeństwa”. Powoli dojrzewam jednak do śpiewania po polsku. Mam nawet w mojej szufladzie kilkanaście tekstów w naszym języku – jeszcze żaden nigdy nie przeszedł mojej selekcji (śmiech). Być może ktoś inny zaśpiewa te utwory – to też dla mnie byłaby super opcja!

 

Ostatnio przekonaliśmy się, jak sama śpiewasz po polsku jedną z piosenek T.Love, która znalazła się na płycie wydanej z okazji 35-lecia zespołu.

To było dla mnie duże wyzwanie. Kiedy dostaliśmy zaproszenie do wzięcia udziału w tym projekcie, to od razu wiedziałam, że chcę to zrobić. T.Love to kultowy band, z którym nie ma szans konkurować, dlatego utwór „Jazda” zaaranżowaliśmy zupełnie po swojemu.

W twoim planie na przyszłość jest też bycie tekściarką?

Marzę o tym, bo dla mnie pisanie piosenek to najbardziej przyjemna część mojej pracy. Koncerty, spotkania z fanami, śpiewanie – to wszystko oczywiście daje dużo satysfakcji, ale najwięcej mocy czerpię właśnie z pisania i pracy w studio.

Pamiętasz kawałek, który napisałaś jako pierwszy?

To było akurat ,,Did you sleep last night”.

Co spowodowało, że ten utwór powstał?

Bodźcem, który do tego doprowadził były relacje damsko-męskie. Dziś trochę mam do niej mieszane uczucia…

No tak, widziałam twoją rozmowę z Arturem Rawiczem, w której trochę krytykujesz swoją pierwszą EP-kę…

Chodzi o jej brzmienie – to zupełnie nie jest to, co chcę osiągnąć tworząc muzykę. Tak naprawdę te piosenki powstawały z automatu, pojawiło się za mocne ciśnienie z kilku stron… Wygrał argument: ,,Czekają na was przecież różne koncerty, festiwale…”. No i poszło! Teraz żałuję, że to wszystko działo się tak szybko. Lubię te utwory, ale są według mnie niedopracowane. W tej całej historii był też jeden wielki plus, to było też dobre ćwiczenie przed stworzeniem debiutanckiej płyty.

,,Koncerty, spotkania z fanami, śpiewanie – to wszystko oczywiście daje dużo satysfakcji, ale najwięcej mocy czerpię właśnie z pisania i pracy w studio”.

A co zadecydowało o tym, że akurat ,,Hear You” wybrałaś na pierwszy singiel promujący twój debiut?

Bo wszyscy mówili mi, że to zły pomysł (śmiech). Ten utwór nie ma ani jednej cechy singla – nie jest skoczny, wesoły, chwytliwy… Jest nietypowy, ma w sobie mocny wyraz. I dlatego stał się zaproszeniem do mojego świata muzyki.

Zerwałaś z elektroniką, która – jak sama powiedziałaś – w pewnym sensie zaczęła cię ograniczać…

Po prostu nadszedł czas na zmiany. W pewnym momencie stwierdziłam, że chcę też żywego band’u. To na pewno jest trudniejsze logistycznie… Nie mogę już wsiąść do osobówki i pojechać na swój koncert. Dziś wiem, że to był dobry krok. Tworzymy taką mini rodzinkę, w której każdy ma swoją bardzo ważną rolę.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress