[WYWIAD] RENI JUSIS – KONIEC KLISZ, TERAZ CZAS NIEDOPOWIEDZEŃ

reni ft

OD WAKACJI NA WYSPACH KANARYJSKICH, WOLI TE W POLSCE, BO TO WŁAŚNIE TUTAJ ZNAJDUJĄ SIĘ MIEJSCA NAJBLIŻSZE JEJ SERCU. WYDANY W OSTATNIM CZASIE ALBUM „BANG!” TO JEJ MUZYCZNY MANIFEST, KTÓRYM OZNAJMIA, ŻE PO SIEDMIU LATACH NIEOBECNOŚCI, ZNÓW JEST GOTOWA, BY ZAWOJOWAĆ RODZIMY SHOW – BIZNES. OTO NASZ WYWIAD Z WIECZNIE „ZAKRĘCONĄ” RENI JUSIS.

Dziś przez cały dzień pogoda była beznadziejna i nagle przed twoim koncertem pojawiło się słońce – moc trójmiejskiej durgi pomaga ci uzyskać takie warunki przed występem?

Reni Jusis: Wątpię… (śmiech) Myślę, że to wasze siły spowodowały taką pogodę i to, że chcemy wspólnie otworzyć PLENER. Ale głównie to wasza lubelska energia zadziałała.

Spotykamy się przed twoim koncertem w PLENERZE. Tobie udaje się w ostatnim czasie (kiedy częściej koncertujesz), znaleźć chwilę, żeby odpocząć w otoczeniu natury, której jesteś miłośniczką?

R.J: Tak. Teraz będę spędzała wakacje na Kaszubach, później na Mazurach i tylko w weekendy będę opuszczać te miejsca, żeby koncertować – taki mam plan na wakacje. Mam takie zakątki w naszym kraju, gdzie niebo jest nad wyraz gwiaździste i jest absolutna cisza. To miejsca, gdzie jest niewielu turystów, wszyscy szanują się nawzajem i nie zakłócają tej ciszy. Na szczęście są jeszcze plaże nad jeziorami, gdzie możemy być sami – to jest właśnie ten skarb i ta potęga Kaszub i Mazur. W wakacje nie chce mi się opuszczać Polski – mam to bardziej na myśli w listopadzie, kiedy dopada mnie ,,jesienna deprecha’’ (śmiech). Ale wakacji nie wyobrażam sobie poza granicami naszego kraju.

,,Mam takie zakątki w naszym kraju, gdzie niebo jest nad wyraz gwiaździste i jest absolutna cisza. To miejsca, gdzie jest niewielu turystów, wszyscy szanują się nawzajem i nie zakłócają tej ciszy. Na szczęście są jeszcze plaże nad jeziorami, gdzie możemy być sami – to jest właśnie ten skarb i ta potęga Kaszub i Mazur”.

Wracasz – nie pytam dlaczego i co robiłaś przez ten czas, bo w wywiadach, które gdzieś tam trafiły w moje ręce, to pytanie pojawiało się już kilka razy. Mnie bardziej zastanawia to, czy u ciebie przy tych pytaniach nie pojawia się taka myśl: ,,Dlaczego oni mnie o to ciągle pytają? Przecież wokalistka też ma prawo do prywatnego życia’’?

R.J: To pytanie jest w sumie ok, bo ktoś mógłby pomyśleć, że straciłam przez te lata zainteresowanie muzyką, przecież różne rzeczy się zdarzają. Bardziej zastanawia mnie pytanie, czy nie żałuję.

Chodzi im o to, czy nie żałujesz tych 7 lat przerwy?

R.J: Tak, chodzi o ten czas, kiedy nie było mnie na scenie i że może coś mnie ominęło. Wiadomo, że ten czas spędziłam z rodziną i dziwi mnie to, że decyzję o urlopie macierzyńskim ktoś może postrzegać jako poświęcenie z mojej strony. Wydaje mi się, że tutaj nie ma sensu wchodzić w dyskusję i tłumaczyć mojego punktu widzenia. Gdy ktoś nie ma rodziny, to ciężko mu to zrozumieć i nie wie, jakie to jest wyzwanie. Po drugie, każdy inaczej do tego podchodzi. Są osoby, które chcą szybko wrócić do pracy i potrafią sobie wszystko logistycznie ułożyć – ja tego nie potrafię. Jestem typem kobiety, która czerpie satysfakcję i radość z przebywania z rodziną. Odkąd sięgam pamięcią, moje ciotki i babki też czasami rezygnowały z działalności zawodowej na rzecz wielodzietnej rodziny. Czasami mam taką myśl, że to jest tak fascynujące, że tracimy poczucie czasu i ten mijający czas widzimy wyłącznie po cudzych dzieciach, jak spotykamy się ze znajomymi i widzimy, że ich dzieci są już dorosłe – a przecież niedawno się urodziły.

Wracasz i w środowisku artystów jest już trochę inaczej. Myślisz, że przetrwała jeszcze gdzieś wśród publiczności i fanów ta dawna myśl, że artysta to człowiek, który jest dla nas (publiczności) niedostępny i żyję w ogóle w innym świecie?

R.J: Wydaje mi się, że nie. Ale to też zależy od artysty i jego podejścia do publiczności. Natomiast nowe media spowodowały, że mamy kontakt ze swoją publicznością w czasie rzeczywistym – możemy być z nimi praktycznie ciągle w kontakcie. Artysta przestaje być gwiazdą na firmamencie i staje się też zwykłym człowiekiem, któremu zdarza się mieć gorszy dzień. Ale trzeba bardzo uważać, żeby ,,nie dać całej ręki’’, bo istnieje ryzyko pokazania praktycznie całej prywatności, ale to jest też kwestia indywidualnych wyborów. Widzę, że młodsze pokolenia uważają, że ten częsty kontakt z mediami społecznościowymi jest czymś naturalnym, ale może nie są świadomi tego, jakie niebezpieczeństwo na nich czeka. Nie zostawiamy sobie prywatności i uzależniamy się od social media, a później życie bez tego może być naprawdę trudne i puste.

To prawda, ale te media społecznościowe pozwalają też na dokonanie takiej selekcji. Artyści pokazują na swoim koncie zdjęcia, które sami wybierają i może przez to trochę oddalają od siebie paparazzich.

R.J: Masz na myśli to, że artyści stali się trochę dostawcami własnych historii, bo kiedyś tylko paparazzi byli tylko tym kanałem, który dostarczał ludziom informacje. Ale to chyba dobrze, bo zauważ, że polska scena elektroniczna w ogóle nie istnieje w mediach kolorowych. Ale niektórzy też bez popularności w mediach potrafią wypełnić sale koncertowe, mają swoich fanów. Ja uważam, że to dobrze, że nie muszą wycierać twarzy w gazecie po to, żeby działać na szerszą skalę.

,,Artysta przestaje być gwiazdą na firmamencie i staje się też zwykłym człowiekiem, któremu zdarza się mieć gorszy dzień. Ale trzeba bardzo uważać, żeby ,,nie dać całej ręki’’, bo istnieje ryzyko pokazania praktycznie całej prywatności, ale to jest też kwestia indywidualnych wyborów. Widzę, że młodsze pokolenia uważają, że ten częsty kontakt z mediami społecznościowymi jest czymś naturalnym, ale może nie są świadomi tego, jakie niebezpieczeństwo na nich czeka”.

Wspomniałaś kiedyś w jednym z wywiadów o tym, jak po koncertach wśród swoich fanów zachowuje się Thomas Dybdahl (jeden z twoich ulubionych artystów). Wychodzi do nich po koncercie, pije z nimi piwo i równocześnie łamie tę granicę po między artystą a publicznością. Zdarza ci się zatrzeć tę granicę w podobny sposób podczas koncertowania?

R.J: No pewnie. Często spotykam się ze swoją publicznością po koncercie. Jak jest fajnie miejsce, to ja również czerpię z niego energię i radość.

U ciebie ten kontakt z fanami jest chyba ważny – podobno, jak masz tremę, to spojrzenie na twarze twojej publiczności pomaga ci i ona nagle cię opuszcza. Co takiego niezwykłego mają w sobie te twarze, że pomaga ci to tak bardzo przed koncertem?

R.J: Życzliwość. Pamiętam, jak grałam swoje pierwsze koncerty i grałam kiedyś przed zespołem Republika – tam przyszła głównie publiczność Republiki. Pomiędzy moimi piosenkami publiczność krzyczała: ,,Republika! Republika!’’- to był dla mnie bardzo trudny koncert i doskonała lekcja pokory. Teraz, jak gram koncerty, to publiczność zna moje teksty i praktycznie przychodzę na gotowe. Chociaż teraz mam też uczucie, że w pewnym sensie od początku buduję swoją publiczność, bo nie było mnie przez 7 lat. Dla mnie jest to wielka przyjemność, jeśli ona zdecyduje się przyjść na mój koncert i jeszcze płaci za bilet. Na szczęście skończyły się czasy tych darmowych koncertów, gdzie publiczność miała w nosie to, co dzieje się na scenie i spędzali bardziej czas między piwem a stoiskiem z kiełbasą – to się bardzo zmieniło przez ostatnią dekadę.

,,Teraz, jak gram koncerty, to publiczność zna moje teksty i praktycznie przychodzę na gotowe. Chociaż teraz mam też uczucie, że w pewnym sensie od początku buduję swoją publiczność, bo nie było mnie przez 7 lat. Dla mnie jest to wielka przyjemność, jeśli ona zdecyduje się przyjść na mój koncert i jeszcze płaci za bilet”.

Po przesłuchaniu płyty ,,BANG!” mam wrażenie, że każdy z utworów na tym albumie to trochę taki pocisk skierowany w różne zjawiska, które są nam dobrze znane z codziennego życia, ale nie zawsze wprowadzają w to życie coś pozytywnego. Ty poprzez muzykę na tej płycie chciałaś się obronić właśnie przed tymi negatywnymi zjawiskami?

R.J: Nie, bardziej traktowałam to jako możliwość wypowiedzenia się – to jest właśnie największy atut naszej pracy, że możemy się muzycznie wypowiedzieć i dać upust swoim przemyśleniom, tęsknotom. Zazwyczaj staram się nikogo nie oceniać, ale czasem mam ochotę na takie eksperymenty, jakim jest utwór ,,Bilet Wstępu’’.

No właśnie tam nawiązujesz w pewnym momencie do tych kobiet, które niestety decydują się nosić futra ze zwierząt. Co ciebie skłoniło do tego, żeby wspomnieć o braku empatii dla żywego stworzenia właśnie teraz, na tej płycie?

R.J: Głównym tematem tego utworu jest antykonsumpcjonizm. W latach 90. robiły na nas wrażenie pełne półki i mieliśmy jak najbardziej prawo do zachłyśnięcia dostępnością towarów. Natomiast ten zachwyt nie ma końca i mam wrażenie, że rozrasta się geometrycznie. W moim mieście powstają teraz dwie galerie handlowe i to jedna przy drugiej. To działa bardzo na moją wyobraźnie, bo tą są znów ,,hektary’’ nowych półek, nowych produktów i tysiące rąk, które będą to układać lub kupować. Zastanawiam się, czy my rzeczywiście staliśmy się niewolnikami konsumpcji i ten styl życia nigdy nam się nie przeje?

W tym przypadku pojawia się pytanie, komu są potrzebne dwie galerie obok siebie? (śmiech) Ale z pewnością znajdą się ludzie, którzy będą tam przesiadywać godzinami.

R.J: Ja mam wrażenie, że będą tam tłumy, bo tak nauczyliśmy się żyć i spędzać czas. Nauczyliśmy się uciekać od natury i kultury. Widziałam nawet w okolicach Bożego Narodzenia w galerii handlowej ogłoszenie o tym, że tam będą występować zespoły dziecięce – kiedyś na takie występy chodziło się do Domu Kultury, a teraz występy organizowaną są na korytarzach galerii handlowych, bo tam jest publiczność. Zastanawiam się dokąd nas to prowadzi i jak za kolejną dekadę będzie wyglądało nasze życie. Rzeczywiście w utworze ,,Bilet Wstępu’’ pojawia się wątek futer. Mam wrażenie, że świadomość ekologiczna jest procesem nieodwracalnym – jeśli np. przeczytasz jakiś artykuł, albo obejrzysz na YouTube film, jak powstaje modyfikowana żywność, jak hodowane są zwierzęta i jak traktuje się te zwierzęta do produkcji futer, to już nie można przejść obok tego obojętnie. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach nie jest możliwe być głuchym na te tematy.

,,Mam wrażenie, że świadomość ekologiczna jest procesem nieodwracalnym – jeśli np. przeczytasz jakiś artykuł, albo obejrzysz na YouTube film, jak powstaje modyfikowana żywność, jak hodowane są zwierzęta i jak traktuje się te zwierzęta do produkcji futer, to już nie można przejść obok tego obojętnie. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach nie jest możliwe być głuchym na te tematy”.

Zdarzyło się tak, że jakaś galeria handlowa zaproponowała ci, żebyś ją trochę zareklamowała?

R.J: Dostaję czasami zaproszenia, aby przeprowadzić tam warsztaty ekologiczne, albo wygłosić wykład i przyjmuję takie zaproszenia, gdyż uważam, że wszędzie jest dobre miejsce, aby mówić o ekologii. Teraz wyobraź sobie, że ja stoję w tej galerii handlowej i wygłaszam te swoje ekologiczne albo antykonsumpcyjne hasła i ludzie, którzy przychodzą na zakupy zatrzymują się i mnie słuchają – to właśnie jest ciekawe (śmiech). Np. opowiadam o tym ile produkujemy śmieci na przeciętnych zakupach, np. kupujesz krem, ten krem jest w jakimś słoiczku, który jest w tekturowym pudełku, które jest zawinięte w folię, i do tego ma jeszcze w środku papier z instrukcją w 10 językach, i to wszystko wyrzucamy w domu jednym ruchem do kosza. Opowiadając o tym mam nadzieję, że zasiewam ziarno, które może zacznie kiedyś kiełkować…

Jak tak opowiadasz o tym w tych miejscach publicznych, to nie spotykasz się z takimi komentarzami w stylu: ,, Co pani tam wie? Jest pani bogata i może się pani bawić w ten styl eko…’’.

R.J: Jak byłam w drugiej ciąży, wydałam książkę (,,Poradnik dla zielonych rodziców’’), w której starałam się walczyć z mitami, że ekologia jest dla zamożnych i zajmuje dużo czasu. Jak zaczynałam 7 lat temu swoją działalność, to jeszcze było mało informacji na ten temat i wtedy moje wypowiedzi budziły kontrowersje. W dzisiejszych czasach klienci są bardziej świadomi i dbają o to, żeby ich życie było zdrowe.

Niedawno swoją premierę miał teledysk do utworu ,,Zombi Świat’’. Myślisz, że ten ,,Zombi Świat’’ można uważać za synonim show-biznesu?

R.J: Nie chce podawać jednej interpretacji.

Bo nic do końca nie jest czarne albo białe.

R.J: No właśnie. Ja mam takie poczucie, że jakbym nie założyła rodziny, to byłabym dziś ,,zombie imprezowiczką’’. Wielu z moich znajomych nie obudziło się z tego snu i żyją od lat w ten sam sposób – podziwiam ich, bo mają mocne zdrowie (śmiech). Ten świat, w którym my się obracamy to trochę taka wieczna impreza. Ja lubię sobie go czasami dozować, ale on nigdy nie będzie celem mojego życia.

Do pracy nad tą płytą zaprosiłaś Kubę Karasia – młodego muzyka, który od dłuższego czasu odnosi sukcesy w duecie The Dumplings. Co takiej doświadczonej artystce daje praca z takim młodym muzykiem?

R.J: Przyznaję, że na początku traktuję spotkania z muzykami jak spotkania towarzyskie, a czasem przeradza się to we współpracę. Podchodzę do Kuby na równi. Przypadek chciał, że byłam na jednym z koncertów, gdzie Kuba zremisował utwory z pierwszej płyty The Dumplings – to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Po tym koncercie stwierdziłam, że mamy wiele wspólnego, bardzo spodobały mi się te brzmienia, które tam serwował. Jestem ciekawa, co on zrobi za kilka lat, bo za te kilka lat będzie miał jeszcze większą świadomość tego, jaki jest jego własny styl.

reni ft2

Wspominałaś kiedyś, że kupujesz ,,instrumenty z duszą’’. Zdarza ci się to jeszcze?

R.J: Trochę zminimalizowaliśmy nasze potrzeby i razem z Tomkiem zaprzestaliśmy tak namiętnie kupować instrumenty, bo naprawdę mamy ich już sporo.

Przy tych zakupach zdarzyła ci się jakaś ciekawa historia?

R.J: Kiedyś kupiliśmy harfę i jak otworzyliśmy już pudło, to został po niej sam pył (śmiech).

Ile was kosztował ten pył?

R.J: Nie pamiętam, ale my raczej szukamy okazji i to nie jest tak, że my kupujemy stare fortepiany z XIX wieku. I co ciekawe, jak coś ciekawego pojawi się na aukcjach, to widzimy nicki naszych znajomych artystów. No i wtedy robi się już kolejka. Kiedyś udało się nam zdobyć jeden instrument za jakąś śmiesznie małą cena, bo były wakacje i Smolik zapomniał o tej licytacji (śmiech).

Wasze dzieci nie ciągnie do instrumentów w takim domu?

R.J: Jak na razie to nie, ale wychodzimy z założenia, że instrumenty są w domu i jak będą chciały, to same się tym zainteresują.

Takie ,,instrumenty z duszą’’ na pewno wnoszą dużo magii i kolorów do muzyki – tęczowych kolorów, jak w twoim utworze ,,Na skróty tęczą’’. Podobno na końcu tęczy czeka na nas garnek złota (śmiech). Co ty chciałabyś tam spotkać, bo po tym wywiadzie czuję, że tą konsumpcyjną wersją z garnkiem złota nie czułabyś się zachwycona?

R.J: Chciałabym tam znaleźć wolność i tolerancję.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress