[WYWIAD] SONAR: Nagrywanie Torino to była prawdziwa bajka

Muzyka daje artystom szczęście! Czy tworzenie płyty ”Torino” w atmosferze włoskiego klimatu rzeczywiście otworzyło im oczy i pokazało jak żyć, by poznać smak słodkiego życia?

                                       Fot.Karolina Zajączkowska

FINE TUNE: W kultowym włoskim filmie ”La Dolce Vita”, główny bohater poszukuje szczęścia w życiu. Wasza nowa płyta zatytułowana ”Torino” powstała w tym samym kraju. Czy wy też tam coś odnaleźliście?

Łukasz: Włochy to faktycznie niezwykle inspirujący kraj. Mnie zainspirował do czerpania radości z każdej chwili, do cieszenia się z prostych, pozornie zwyczajnych rzeczy jak: jedzenie czy rozmowa z nieznajomym. Włosi, jak nikt inny opanowali tę sztukę i warto się od nich tego uczy. Miesiąc w Turynie był dla mnie jak kuracja.

Lena: Dla mnie z kolei ten wyjazd był wyjątkowy pod względem tworzenia muzyki. Mój pierwszy ”muzyczny obóz,” podczas którego mogłam się skupić wyłącznie na muzyce. Miałam wyjątkowe szczęście, bo o tak komfortowych warunkach, wielu artystów może jedynie pomarzyć. Poza tym, był to też czas na przyjemności. A tych w Turynie nie brakuje: pyszne jedzenie, smaczne wino, słońce – to była prawdziwa bajka! I to właśnie w tej bajce powstawał krążek ‚‚Torino”.

FT: I obyło się bez żadnych zgrzytów?

Łukasz: Zaskakująco, tak. Powiem więcej: materiał na płytę powstał mimochodem. Byliśmy tam miesiąc, ale praca nad albumem trwała jedynie ułamek tego czasu. Nie natrafiliśmy na żadne przeciwności losu. Nie było męczenia się nad materiałem, nie rzucaliśmy nerwowo instrumentami, ani nie walczyliśmy o każdy wers… Wszystko przychodziło nam naturalnie i płynnie, dzięki temu mieliśmy masę czasu na imprezy, jedzenie czy rower. Później nawet śmialiśmy się, że być może powinniśmy się do tego bardziej przyłoży, bo idzie zbyt łatwo (śmiech).

FT: A nie jest tak, że Lena teraz myśli: ”Co on mówi?! Racja, było fajnie, ale przecież ja się tam tak napracowałam!”.

Lena: Jeśli chodzi o samą koncepcję płyty, to muszę się zgodzić z Łukaszem – poszło nam naprawdę bardzo szybko. Inaczej było z nagrywaniem wokali. Zawsze dążę do tego, by wokal brzmiał na płycie dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. Nawet, jeśli oznacza to powtarzanie tej samej partii sto razy.

 

,,Nie było męczenia się nad materiałem, nie rzucaliśmy nerwowo instrumentami, ani nie walczyliśmy o każdy wers… Wszystko przychodziło nam naturalnie i płynnie, dzięki temu mieliśmy masę czasu na imprezy, jedzenie czy rower”.

FT: Zdecydowaliście, by płyta nosiła nazwę ”Torino”. To tylko hołd dla Turynu, czy też wybór tytułu ma też dla was jakieś szczególne znaczenie?

Łukasz: Czas spędzony w tym mieście był dla nas wielką przygodą. Ponadto klimat tego miasta znacząco wpłynął na brzmienie samego albumu. Również nazwa TORINO brzmi dobrze, co jest nie bez znaczenia w kontekście poszukiwań tytułu płyty.

Lena: Nazwę zaproponował Łukasz i od razu zgodnie stwierdziliśmy, że to jest to, czego szukaliśmy.

Łukasz: I taka zgodność towarzyszyła nam też podczas pracy. Klimat miasta i wspólne przeżycia sprawiły, że świetnie się dogadywaliśmy. Przy pracy zdalnej, niestety jest to nieosiągalne. Jedność miejsca i czasu jest bardzo pomocna.

,,Zawsze dążę do tego, by wokal brzmiał na płycie dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. Nawet, jeśli oznacza to powtarzanie tej samej partii sto razy”.

FT: Na płycie znalazł się utwór ”Face The Sun”, w którym towarzyszy wam Miles Bonny. Jak doszło do tej współpracy?

Łukasz: Miles Bonny już wcześniej pracował z U Know Me Records przy okazji EPki Kixnare’a. Okazało się, że ma nawet polskie korzenie. Nasz menadżer wysłał mu podkład, który spodobał mu się na tyle, że od razu postanowił się dograć. Co prawda mieliśmy już zamknięty materiał na płytę… Ale uznaliśmy że numer jest na tyle mocny i domyka całość, że rzutem na taśmę dograliśmy wokale. Tak ”Face The Sun” stał się częścią naszego nowego krążka.

 

FT: Czy podczas tej pracy nad płytą powstał utwór, który miał być na płycie, ale jakoś nie byliście do końca do niego przekonani i nie znalazł się na ”Torino”?

Łukasz: Tak. Z ostatecznej puli jeden numer nie pojawił się na krążku, ponieważ trochę odstawał od klimatu. Stwierdziliśmy, że zostawimy go na później – na pewno niedługo też zostanie opublikowany.

Lena: Chcieliśmy, by przez wszystkie teksty z ”Torino” przewijał się jeden motyw. Każdy kawałek z tej płyty ma wspólny mianownik.

FT: To chyba było trudne, bo za stworzenie tych wszystkich tekstów nie była odpowiedzialna jedna osoba.

Lena: Zgadza się, za teksty odpowiadało kilka osób: Mateusz Holak, Arek Sitarz (Ras) oraz Wanda Berger. Ja napisałam też część tekstów po angielsku.

FT: Czyli pracowałaś w męskim gronie. I znów nie znaleźliście kobiety do pisania tekstów…

Łukasz: Po prostu mężczyźni uwielbiają pracować z Leną (śmiech).

FT: Ponownie zaprosiliście do pracy nad tekstami Holaka. Skoro po raz kolejny z nim tworzycie, to może zdradzicie, dlaczego zdecydowaliście się na ponowną współpracę?

Lena: Holak to świetny tekściarz. Ma styl, który jest nie do podrobienia – bawi się słowami. Byliśmy pod wrażeniem szczególnie tekstu do ”Okrywam”. To naprawdę sztuka zmieścić tyle treści w tak niewielu słowach.

FT: Nie chciałaś w nim nic zmienić?

Lena: Kompletnie nic! Bardzo rzadko zmieniamy teksty, które dostajemy.

Łukasz: Teksty Holaka bywają skomplikowane, ale tym razem poszło bardzo gładko. Tekst ”Odkrywam” w naturalny sposób dopasował się do całej tej instrumentalnej otoczki i idealnie zgrał z klimatem kompozycji. Mateusz ma wielki talent do pisania tekstów. Pamiętam, jak przyjechał do mnie i dosłownie w kilka minut przerobił zwrotkę do innego utworu z TORINO – czyli ”Obok”, którą to zwrotkę ostatecznie też sam zaśpiewał.

FT: Ta piosenka to duet Leny z Mateuszem. Lena, jak to jest u ciebie z tym śpiewaniem w duecie? Lubisz mieć towarzystwo na scenie?

Lena: Bardzo lubię duety, szczególnie podczas występów na żywo. Niedawno miałam okazję zaśpiewa razem z Buslavem nasz wspólny numer „Dzisiaj” – taka współpraca daje możliwość do stworzenia niesamowitej energii na scenie.

FT: Zobacz, co współpraca z Łukaszem z tobą zrobiła… (śmiech) Pamiętam twoją dawną wypowiedź na ten temat, wtedy powiedziałaś, że raczej wolisz działać w pojedynkę.

Lena: No tak! (śmiech) Jeśli chodzi o współpracę, to od tamtego momentu bardzo się na to otworzyłam. Na pewno nie zawsze jest tak ”bajkowo”, bywają spięcia… Ale z Łukaszem akurat nie mamy z tym problemów.

                                        Fot.Karolina Zajączkowska
FT: W naszym poprzednim wywiadzie wyznałaś, że chcesz już przenieść się do własnego mieszkania – udało się?!

Lena: No właśnie muszę się pochwalić… Tak, udało mi się przeprowadzi! Zaczęłam nowy rozdział mojego życia. Niestety jest więcej obowiązków, ale mogę za to wreszcie poznać smak dorosłego życia (śmiech).

FT: I pewnie w swoim mieszkaniu organizujesz teraz w każdy weekend niezapomniane imprezy.

Lena: Nie, ja raczej nie należę do grona imprezowiczów. Wolę spokój i relaks. Lubię na przykład po południu na chwilę się zdrzemnąć.

FT: Lena, nie ułatwiasz! Ja właśnie chciałam cie skłonić do podzielenia się jakąś ”pikantną historią”. Miałaś opowiedzieć taką szokującą historię, a ty mówisz: ” Lubię na przykład po południu na chwile się zdrzemnąć”.

Łukasz: Ale my jesteśmy nudni, a w wolnych chwilach lubimy jeść pasztet z ogórkami.

FT: Najważniejsze jest to, że Lena odnalazła szczęście w nowym mieszkaniu. To skoro masz swój własny, domowy azyl, nie tęsknisz już pewnie za włoskim klimatem?

Lena: Jest jeszcze ta lekka tęsknota… Szczególnie za włoskim jedzeniem – lody były fenomenalne!

Łukasz: Lena miała tam swoje ulubione miejsce – to się nazywało chyba u Romana.

Lena: La Romana. To była fajna miejscówka, mieli świetne desery. Pani przed nałożeniem loda do wafelka nalewała płynną czekoladę. Nie mogę się doczekać tego, kiedy tam wrócę!

FT: A jak powstała okładka do ”Torino”?

Łukasz: Historia okładki jest bardzo ciekawa. Jest to obraz autorstwa Zbioka Czajkowskiego namalowany na podstawie zdjęcia zrobionego przez czytelnika Kontakt TVN 24. Jakiś mężczyzna wjechał BMW w Mielnie na plażę, przyszedł odpływ i morze zaczęło go ściąga. Samochód znalazł się już w wodzie i komuś spacerującemu po plaży udało się uchwycić ten moment. Kiedy zobaczyłem to zdjęcie w sieci, byłem nim absolutnie zafascynowany. Życie wychodzące z morza, groza a jednocześnie abstrakcyjny, surrealistyczny klimat wakacji. Ostatecznie obraz kupiłem od autora i wisi u mnie w mieszkaniu.

,,Chcieliśmy, by przez wszystkie teksty z ”Torino” przewijał się jeden motyw. Każdy kawałek z tej płyty ma wspólny mianownik”.

FT: Kiedy patrzysz na te swoje pierwsze prace i na przykład na te kawałki z ”Torino”, to widzisz wielką różnice między tymi produkcjami?

Łukasz: Może o tych pierwszych produkcjach to zapomnijmy… (śmiech)

FT: Naprawdę?! Były aż tak złe?!

Łukasz: Przy pierwszych próbach moich muzycznych działań tak naprawdę nie za bardzo wiedziałem co robię. Używałem programu demo, który nie miał opcji ”save” – przez rok spontanicznych zabaw z dźwiękiem nie pomyślałem nawet, że taka funkcja może być potrzebna. Pierwsze wydawnictwo ”na serio” stworzyłem w 2001 roku. Projekt nazywał się Namaste, a krążek miał nazwę ”Lot 76”. Mogę śmiało stwierdzić że to było moje pierwsze dojrzałe wydawnictwo. Spójny, instrumentalny, opowiadający historię album, oparty o sample i żywe instrumenty, na którym można usłyszeć echa tego czym zajmuję się obecnie.

FT: Na co wydałeś pierwsze zarobione pieniądze na muzyce, którą stworzyłeś?

Łukasz: Za pierwsze zarobione na muzyce pieniądze kupiłem instrumenty. Pewnie, żeby była kontrowersja powinienem powiedzie, że narkotyki. Przykro mi: były to sampler Akai i gramofony Technicsa, które służą mi po dziś dzień.

FT: Już wystarczy, że powiedziałeś w rozmowie o tym pasztecie z ogórkami – skala poziomu kontrowersji jest prawidłowa.

Łukasz: No właśnie, muszę coś zostawić na kolejne rozmowy, bo nie będziesz z nami już chciała rozmawiać… Ale wracając do moich początków muszę stwierdzić, że muzyka końca lat 90-tych ma dla mnie wielkie znaczenie. Kiedy ostatnio w ramach cyklu dla CGM wybierałem dziesięć najważniejszych albumów, to większość pochodziła z tego właśnie okresu. Wydaje mi się, że od początku mojej działalności muzycznej idę drogą wytyczoną przez drogowskazy lat 90-tych, jak Massive Attack, Bjork, Cassius, Daft Punk, Fatboy Slim czy The Prodigy.

,,Za pierwsze zarobione na muzyce pieniądze kupiłem instrumenty. […] były to sampler Akai i gramofony Technicsa, które służą mi po dziś dzień”.

FT: Lena, a ty chętnie wróciłabyś do tego, co robiłaś na początku swojej muzycznej drogi? Nagrywałaś kiedyś covery z bardzo ciekawą interpretacją, nie masz ochoty czasem przerobić jakiegoś kawałka na swój sposób?

Lena: Cały czas przychodzą mi do głowy pomysły na nowe covery albo autorskie piosenki. Sama też bardzo lubię produkować. Obecnie jednak skupiam się głównie na promocji materiału z ”Torino”. Bardzo zależy mi na tym, by to, co zrobiliśmy z Łukaszem zostało zauważone, dlatego w stu procentach poświęcam się temu projektowi.

Łukasz: Jak na wokalistkę, Lena świetnie produkuje. Poza tym to dla mnie jest bardzo pomocne, kiedy ona wie, na czym polega moja praca. Na przykład sama edycja wokali – wykorzystałem wiele elementów, które dostałem od niej.

Lena: Programy do produkcji muzyki niezwykle inspirują – można tam odkrywać nieskończoną ilość brzmień, dźwięków i efektów. Naprawdę warto zanurzyć się w ten świat i zachęcam do tego każdego muzyka, który pracuje nad swoim własnym materiałem.

FT: To jak już jesteśmy przy radach, zapytam o ten fragment tekstu: ”bez twoich dobrych rad jakoś mi lżej” – mieliście kogoś, kto aż tak źle wam doradzał?

Lena: Ten tekst został napisany przez Rasa, który niesamowicie uchwycił klimat tego utworu. Niektórym ta piosenka przypomina ”Króla Lwa” (śmiech).

Łukasz: To jeden z moich ulubionych tekstów na płycie, kawałek powstał podczas letniego wypadu na działkę.

Lena: A co sądzę o słowach? Często bywa tak, że pewne osoby wypowiadają się na tematy, które ich nie dotyczą – komentują, oceniają, dają „cenne” rady. Ta piosenka mówi o tym, że warto odciąć się od towarzystwa, które działa na ciebie toksycznie.

Łukasz: Dziś zbyt wiele osób zamiast skupić się na sobie, traci swoją energię na jakieś bezsensowne dyskusje. Bo oni wiedzą przecież ”lepiej” i koniecznie muszą się tym podzielić. Dla mnie te słowa to w pewnym sensie przypomnienie – rób swoje, ciesz się z tego co masz i nie przejmuj się zdaniem innych!

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress