[WYWIAD] MILOOPA – Nasi fani to pokolenie, które zdążyło założyć rodziny. Jesteśmy ciekawi, jak odbiorą nas nowi słuchacze

Ich zespół działa już od 15 lat – i właśnie ten czas postanowili uczcić jubileuszowym albumem ,,VERKE”. Mówią, że tworzy im się dobrze, bo doskonale się wszyscy znają. Dzięki temu mogą znaleźć wspólny mianownik w swojej sztuce.

miloopa_verke_foto_lukasz_rajchert_021
fot. Łukasz Rajchert

FINE TUNE: Tworzycie zespół MILOOPA od wielu lat. Przy jego zakładaniu towarzyszyła wam wizja, że spędzicie tyle czasu razem?

Bond: Jak zakładasz zespół, to na początku nie zastanawiasz się na jak długo. Po prostu robisz to. Chcesz grać koncerty, jesteś konsekwentny, ambitny, idziesz przed siebie…

Natalia: Dokładnie! Masz do czynienia z energią i punktami, które sobie wyznaczasz do zrealizowania.

B: Ale tak naprawdę najfajniejsza jest sama droga, którą podążasz. Osiągnięcie celów nie jest najważniejsze. Po drodze spotykamy ludzi, nabieramy inspiracji, mądrości, dystansu… To powoduje, że zespół się rozwija.

,,Osiągnięcie celów nie jest najważniejsze. Po drodze spotykamy ludzi, nabieramy inspiracji, mądrości, dystansu…. To powoduje, że zespół się rozwija”.

W tym roku występowaliście podczas koncertów z cyklu ,,Męskie Granie”, więc zapytam was o to, co według was takiego ważnego do muzyki wnoszą mężczyźni?

N: Jeśli są to przystojni mężczyźni, to z pewnością wzbogacają sferę wizualną (śmiech). A tak na serio, to na pewno lepiej odnajdują się na scenie ze względu na większą odporność na stres. Ale poza tym to myślę, że nie ma w tej kwestii zbyt wielkich różnic pomiędzy facetami a babkami.

B: Mężczyzna wnosi warsztat, a kobieta polot… jak w życiu. 😉

Historia zna wielu fenomenalnych wokalistów, ale jacy mężczyźni według was zmienili najbardziej świat muzyki?

B: Słuchamy naprawdę różnej muzyki. Trudno jest wymienić tylko kilku takich fenomenalnych.

Ale jakichś ulubionych, którzy zmienili w bardzo dużym stopniu świat muzyki na pewno masz.

N: Dobra, znam go bardzo dobrze i wiem kogo lubi, więc powiem za niego (śmiech). To będzie: David Bowie oraz Prince.

B: Widzisz, i to jest fajne (śmiech). Z Natalią potrafimy też znaleźć ten wspólny mianownik. Na co dzień słuchamy różnych wykonawców, którzy nie zawsze się powielają.

po
fot. Łukasz Rajchert

Zastanawia mnie tytuł waszej ostatniej płyty, a konkretnie to, co oznacza w języku polskim. Szukałam w różnych miejscach i podobno w języku norweskim ,,verke” oznacza ,,ból”. Dobrze trafiła z tym tłumaczeniem?

B: Już ktoś nam o tym wspominał. Ale to nie z tego powodu tak nazwaliśmy płytę – chociaż, jak to przy intensywnej pracy bywa, lały się i pot, i łzy. Te drugie na szczęście ze wzruszenia.

To jak było u was z tym tytułem?

B: Pomysł wiąże się wrocławskim miejscem, które jest dla nas istotne, ale przede wszystkim bardzo ważne dla historii naszego miasta, mam na myśli Wrocławski Park Przemysłowy. Mamy tam swoją salkę prób. Fabryka gdy powstała w XIX wieku nazwana została od nazwisk dwóch industrialnych potentatów ,,Linke-Hofmann Werke”. ,,Werk” po niemiecku to fabryka, w połączeniu z ,,werke”, co w nomenklaturze muzyki klasycznej oznacza ,,zbiór dzieł” wydało się ciekawym, w naszej sytuacji pasującym do siebie zestawieniem.

Ale skoro ,,lały się i pot, i łzy”, to utwory jednak powstawały w bólu.

N: Dokładnie tak (śmiech).

B: Włożyliśmy ogrom pracy i czasu w powstanie jubileuszowej płyty. Daje nam to oczywiście wiele radości, nie robimy nic na siłę czy pod przymusem. Miloopa jest bardzo niezależna, tzn. nie mamy zobowiązań wobec firm fonograficznych, ponieważ nasze albumy wydaję sam pod szyldem Gig Ant. Co oznaczy, że nikt „z zewnątrz” nie wywiera presji na zespole.

,, Włożyliśmy ogrom pracy i czasu w powstanie jubileuszowej płyty. Daje nam to oczywiście wiele radości, nie robimy nic na siłę czy pod przymusem”.

W czasie 15-letniej działalności zespołu mieliście wiele zagranicznych występów. Jakie miejsca okazały się dla was najbardziej ciekawe?

N: Zdecydowanie Wielka Brytania. Poznaliśmy tam świetną atmosferę podczas koncertów.

B: W Wielkiej Brytanii byliśmy dwukrotnie, to były czasy, kiedy nie było jeszcze showcase’owych festiwali, a skoordynowanie kilku koncertów w UK było dużym wyzwaniem. W trasy udawaliśmy się busem, z całym sprzętem, po drodze graliśmy w Niemczech, Holandii. Żeby złapać prom do Dover musieliśmy wyjechać na noc po koncercie w Darmstadt. Następnego dnia był od razu koncert w Londynie itd. . Tak wyglądały te trasy. Nie należały do najbardziej wygodnych pod kątem komfortu, ale takie doświadczenia cementują zespół. Skład zdążył się nieco zmienić od tamtego czasu, a trudne momenty na pewno zbliżały nas ku sobie. Myślę, że dziś z Natalią i Michałem rozumiemy się jeszcze lepiej niż, jak to było kiedyś. Świetny odbiór mieliśmy zawsze w Luksemburgu gdzie graliśmy parę koncertów na dużej imprezie Fete De La Musique, czy na festiwalach jak choćby Sziget na Węgrzech. Każdy koncert jest dla nas fascynujący, wtedy możemy podzielić się naszą muzyką i energią w ten wyjątkowy bezpośredni sposób.

Dla muzyka 15 lat na scenie to mało czy dużo?

B: Jeden powie dużo, drugi, że nie ma o czym rozmawiać. Dziś zdajemy sobie sprawę, że fani Miloopy to pokolenie, które zdążyło założyć rodziny i niekoniecznie mają czas na chodzenie na koncerty, imprezy. Zastanawiamy się przy okazji tej jubileuszowej płyty, czy dzisiejsi nastolatkowie kojarzą nasz zespół. Niektórzy zwykli nazywać Miloopę weteranami sceny elektroakustycznej w Polsce, ciekawa więc będzie konfrontacja takiej tezy z kolejnym pokoleniem…

Ale do tego jesteście młodzi duchem, więc pewnie wśród młodego pokolenia też macie swoich fanów.

B: Dziękujemy za komplement – tacy właśnie się czujemy. Mimo wszystko myślę, że zaliczamy się jeszcze do młodzieży… w średnim wieku. 😉

,,Dziś zdajemy sobie sprawę, że fani Miloopy to pokolenie, które zdążyło założyć rodziny i niekoniecznie mają czas na chodzenie na koncerty, imprezy”.

W waszej twórczości poza pięknymi dźwiękami charakterystyczne jest również piękne opakowanie waszych muzycznych dzieł – wasza EP-ka miała ciekawe wydanie (mini CD w konserwie) teraz jubileuszowy krążek w wydaniu winylowym został zapakowany w ręcznie wykonane opakowanie z miedzi. Skąd pomysł na taki ciekawy ,,strój” dla waszej muzyki?

B: Jako producent, wydawca, ale przede wszystkim miłośnik wszelkiego rodzaju rzemiosła lubię nietuzinkowe opakowania. Miedziany case na winyl jest efektem współpracy z pracownią repuserską Rextorn Metalwork z Wrocławia. Razem z Pawłem Janczarkiem, który projektował także poprzednie okładki Miloopy wymyśliliśmy limitowaną serię ręcznie bitych opakowań z miedzi. Takich egzemplarzy będzie tylko 99, jest to edycja kolekcjonerska. Zachęcam do obejrzenia filmu z pracowni Rextorn, która wykonuje miedziane opakowania, na którym widać proces jak powstaje egzemplarz nr 01/99. Bardzo się cieszę z tego projektu, jest efektem współpracy wielu fantastycznych ludzi i środowisk twórczych.

N: Miedziane opakowanie nawiązuje też oczywiście do tytułu płyty oraz jej „przemysłowego” designu.

A jakbyście mieli skompletować przedmioty do takiej kapsuły czasowej, którą mieliby otworzyć muzycy za 150 lat, to myślicie, że ten winyl mógłby się tam znaleźć? I mógłby być taką ładną wizytówką naszego czasu?

Bond: Jasne. Pewnie po tym czasie pięknie by spatynował, miedź jest metalem dojrzewającym. Winyl w takich pudełku, miałby na pewno duże szanse na przetrwanie. Byłby ciekawą niespodzianką dla następnych pokoleń, dla których muzyka będzie czymś równie ważnym jak dla nas.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress