Zabawny żywot recenzenta – czyli jak radzić sobie z mową nienawiści

2olzhzbpqwssminqtbtdlrgdjph

Ostatnimi czasy zostałem zasypany negatywnymi komentarzami po moich recenzjach. Nad moją głową zebrały się ciemne chmury zwolenników zespołów Sexy Suicide oraz Scream Maker, a ja sam stałem się persona non grata. Żyć nie umierać! Marzenia się spełniają!

Kto z Was nie chciałby pracować zgodnie z swoimi przekonaniami, w pracy oscylującej wokół pasji, której poświęcacie część swojego życia? Podejrzewam, że każdy. Być może znajdą się ludzie, dla których praca w sklepie jest spełnieniem marzeń, ale dla dajmy na to przeciętnego studenta, jest to potrzeba. Niekiedy obowiązek, bo z powietrza nie zapłaci bakszyszu za wynajmowany pokój i wszelkie inne dobra, którymi się raczy. Kochasz piwo? Dlaczego nie zaczniesz pracować w browarze? Znasz się na mechanice, a silnik od MZT-ki 250 składasz z zawiązanymi oczami? Hej, zapraszamy do biura konstrukcyjnego Harley-Davidson! Kochasz muzykę? Łap instrument, zakładaj zespół i w trasę. Co z tego, że w Polsce ciężko jest się z tego utrzymać. Może po prostu lubisz słuchać muzyki, przerobiłeś wiele płyt i gatunków, iż możesz powiedzieć kilka słów o tym i tamtym? Zostań recenzentem, lub jak lubią to nazywać nadgorliwi, krytykiem/grafomanem. Czeka Cię dozgonna wdzięczność furiatów, ich gorące całusy, brak refleksji oraz znieważanie.

Nasze zajęcie nie polega na wiecznym głaskaniu po główce czy tyłku wszystkich wykonawców, powtarzając im uspokajającą mantrę „to dobry album, spokojnie”.

Nienawiść, zwana dalej hejtem.

W tej branży, pracy, pasji, zależy jak to nazwiecie, jesteście niczym radziecki saper – idziecie wprost przez pole minowe. Zatykacie uszy i stopą badacie teren. Owymi minami są wykonawcy oraz zespoły o słabej samoocenie i kruchym ego, nieprzywykłym do zdania odmiennego niż ich własne. Prawdziwymi perłami, minami przeciwczołgowymi są wszelkiej maści fani. To, że przez całą swoją działalność nadepniecie na czyjś odcisk, jest pewne. Wraz z „osłuchiwaniem się” wielu przeróżnych materiałów wzrasta świadomość muzyczna oraz wiedza. Recenzent jest w stanie wychwycić więcej szczegółów, bowiem powierzchowność nie stanowi dla niego bariery niesforsowania. Zaczyna dostrzegać pewne niuanse, swoiste smaczki czy odniesienia. Wyraźne stają się inspiracje, odniesienie do stylów. Ma to swoją drugą stronę, bo taki recenzent staje się coraz bardziej wybredny. Zaczyna kopać w poszukiwaniu nowych doznań muzycznych, zostawiając za sobą rzeczywistość plebejskich gatunków! A przynajmniej tak nas postrzegają postronni, Ci zagorzali fani lub jak wolę ich nazywać – furiaci. Fanatyzmem dorównują dywizjom pancernym Waffen-SS, ślepą szarżą pułkom piechoty Armii Czerwonej, a bezzasadnym ale zawsze mile widzianym ubliżaniem recenzentom wtórują funkcjonariuszom NKWD. Hej, przecież nasze zajęcie nie polega na wiecznym głaskaniu po główce czy tyłku wszystkich wykonawców, powtarzając im uspokajającą mantrę „to dobry album, spokojnie”, gdy wewnątrz nas toczy się bitwa – bo w rzeczywistości, ten krążek był co najwyżej przeciętny. Dochodzimy tu do tematu moralności oraz profesjonalizmu za którym idą pieniądze, ale o tym napiszę później.

banner

Porównałem owych „fanów” do mechanizmu miny. Jak wiadome wszem i wobec, istnieją miny przeciwpiechotne – te wystrzeliwują odłamki, które dorosłego człowiek przecinają w połowie, dziecku odrywając tylko głowę (humanitarnie, prawda?), jak i większe siostry tych pierwszych czyli przeciwczołgowe – potrzeba dużej siły nacisku, aby uruchomić zapalnik i zrobić widowiskowe łubudu. Furiaci zdają się być niesamowitą hybrydą – niepozornością oraz charakterem przypominają miny przeciwpiechotne, jednak siłą rażenia i hukiem (głównie hukiem) odwołują się do drugiego rodzaju. My, saperzy świata muzyki, musimy lawirować pomiędzy nimi. Krytyka, zwłaszcza ta uzasadniona, kończy się detonacją w postaci fali tzw. hejtu i prób pociśnięcia autorowi, co kończy się ubliżaniem bliżej nieznanemu im człowiekowi. Czy postępujecie tak w normalnym życiu?

sc1

Podobno pierwszym krokiem jest zaprzeczenie. W przypadku nalotu eskadr bombowców nurkujących furiatów-fanowskich, następuje przystąpienie do ataku. Z miejsca, bez pardonu, bowiem krytyk (następuje przewartościowanie pewnych składowych moralności i deprecjonowanie celu), może poczuć się jeszcze bardziej pewnie. Pierwsze nurkowanie, łagodny pocisk – niech inni wiedzą gdzie atakować. Czy pani Ania odważyłaby się powiedzieć podobne słowa patrząc w oczy każdego, kto nie zgadza się z jej światopoglądem? Nie chodzi mi wyłącznie o muzykę. Przykładów można mnożyć, bowiem dochodzi do starcia osoby ślepo zapatrzonej i nieznoszącej krytyki, a jak wiadomo, poszerzenie wiedzy rozpościera przed nami nowe horyzonty, czyniąc z nas bardziej światłymi i mniej zacofanymi. Podobno nieznane budzi w nas lęk oraz agresje.

sc2

Ej! Kiedyś myślałem o karierze komika. Znacie ten motyw, prawda? Duża sala, na deski sceny pada światło reflektorów, mały taboret z wodą i mikrofon. Stand-up typu amerykańskiego, gdzie w sposób szczery i jednocześnie zabawny opisujecie rzeczywistość. Niestety zdałem sobie sprawę, że częściej jestem zepsutym cynizmem, sceptykiem lubującym się w specyficznym humorze jaki serwuje rzeczywistość. Hej, to ja twierdzę, że następny konflikt nie będzie konfliktem atomowym, mimo, że wielu znafcuf wie lepiej, a atomowe parówy z Kaliningradu na pewno spadną na Warszawę! A wojska Federacji Rosyjskiej przejdą przez bagniste Polesie. Profesor Szeremietiew właśnie opluł się kawą ze śmiechu. Pozdrawiam pana, panie profesorze!

sc3

Powróćmy do radosnych czasów beztroskiej, szkolnej codzienności. Martwiliśmy się tylko o kolejne oceny, by matematyczna nie wstawiła nam kolejnej „lufy”, a na sprawdzianie z przyrody facetka nie zapytała z mchów, bo leżymy. Ostatni raz, gdy widziałem próbę czepliwości i deprecjonowania drugiej osoby, poprzez przekręcanie nazwiska, był w czasach gimnazjum. Wniosek pozostawiam Wam.

sc4

Oczywiście, wśród wściekłej tłuszczy zawsze znajdzie się ten cholerny inteligent, który wystosuje jedną celną uwagę w morzu obelg. Pan recenzent może opisać się dość szerokim gustem muzycznym. Jak wspomniałem wcześniej, wraz z osłuchiwaniem się, recenzent zaczyna być bardziej świadomy muzyki i wychwytuje niuanse, przy jednoczesnym wzroście krytycyzmu i wrażliwości na pewne zgrzyty. Do takich zgrzytów zaliczam „inspirowanie się” czy granie na jedno kopyto.

sc5

Pamiętaj, drogi pilocie eskadr bombowców nurkujących, zawsze w swoim arsenale możesz podczepić argument koronny, który szerokiej masie hejterów dał serial „13. posterunek”. Pamiętacie ten odcinek, gdy znudzona załoga posterunku grała w swoiste kalambury filmowe? Na pewno pamiętacie. Musicie też pamiętać pojawienie się krytyka filmowego, który po jakimś czasie zaczął drażnić policjantów. „Bo to krytyk! Nie został reżyserem, to teraz chodzi i psuje życie innym. No przecież, tak mówił Czarek w „13. posterunku”, a to pokrywa się z rzeczywistością. Jak wyjaśnisz to, że ktoś krytykuje innych artystów? Nie zna się, debil, niespełniony artysta.” Ah, miód na moje serce!

sc6

Rzecz jasna, wśród całej grupy społecznej, znajdują się ci najbardziej zajadliwi. Prawdziwi bokserzy w walce na obelgi i przytaczany hejt. Niczym psy bojowe, doganiają Cię w 4,5 sekundy, wgryzają w nogę i szarpią, do pierwszej krwi. Znaczy się, tylko oni lubią się tak postrzegać. Grożenie pistoletem na kapiszony w podczas napadu na bank nie jest dobrym rozwiązaniem. Tym większa wartość takich weteranów, bowiem posiadają niebywałe umiejętności analityczne zdobyte na Internetowym Uniwersytecie Psychologii Społecznej, tytułując się magistrami internetowej psychologii. Regularna psychoanaliza, której nie powstydziłby się Freud i Fromm razem wzięci? Każdy z recenzentów to przeżył. Podobnie jak wagon obelg i długą serię ubliżania. W domowym zaciszu skrobiesz recenzję płyty, która Twoim zdaniem jest przeciętna z kilku, solidnych powodów, by finalnie zostać zaatakowanym przez obcego Ci człowieka, który zwymyśla Cię od najgorszych. I jak tu kochać gatunek ludzki?

Jeśli chwytasz z instrumenty, stajesz za mikrofonem i zadajesz sobie trud pracy w programach muzycznych, czy (co osobiście uważam za ogromny plus) sam miksujesz i masterujesz materiał, musisz cechować się jednym – inteligencją.

Artyści to jednak szczwane bestie..

Sfrustrowani fani są jedną grupą, której najwyraźniej nie obowiązują żadne zasady. Przeciętny artysta posiada zdolność trzeźwego myślenia. Jeśli chwytasz z instrumenty, stajesz za mikrofonem i zadajesz sobie trud pracy w programach muzycznych, czy (co osobiście uważam za ogromny plus) sam miksujesz i masterujesz materiał, musisz cechować się jednym – inteligencją. Wspominane przeze mnie „inspirowanie się” czy granie na jedno kopyto wymagają sprytu, a spryt wynika z inteligencji osoby cechującej się tym przymiotem. Z jednej strony są gotowi na krytykę, opinie pozytywne oraz negatywne, z drugiej strony znają siłę mediów. „Media – czwarta władza, zaginacie rzeczywistość!!11” – owszem, może robią to duże koncerny medialne, poważni gracze, ale podczas mojej kariery w FT, szefostwo nigdy nie przemyciło mi przekazu podprogowego typu „tylko wiesz, masz napisać o nich w superlatywach, dostaliśmy bonusy”. W swoim czasie recenzowałem płytę I Scream Man. Artysta wykonuje muzykę elektroniczną, z szerokim zastosowaniem tzw. chiptune, określając swoje twory jako 8bit’n’roll. Z mojej perspektywy był to album przeciętny. Chiptune jest niszową muzyką, forma elektroniki trafia do niewielu z słuchaczy, przez co krążek w odbiorze przeciętnego Mariusza czy Karoliny staje się niestrawny. W moim przypadku również. Pochwaliłem za kilka rzeczy, wykazałem to co mi się nie podoba. Reakcja? Artyści są inteligentnymi osobami. Wiedzą jak poruszać się w świecie muzyki, show-biznesu oraz mediów.

sc7

Słów parę o moralności w świecie dziennikarstwa muzycznego

Wspomniałem o tym kilka akapitów temu. U nas, w FT działamy nadal pro publico bono. Z mojego pisania nie mam nawet grosza, toteż nie mogę śpiewać razem z Budką Suflera. Robię to z pasji, z miłości do muzyki. FT skupia właśnie takich zapaleńców, chociaż mogę podejrzewać, że w przypadku poważnej profesjonalizacji portalu (tu. zrównania jego poziomu z konkurencją), nadal jako redaktor będę miał pozwolenie na pisanie recenzji zgodnie z moim sumieniem i wrażeniami, a nie szelestem banknotów. Popularność, profesjonalizacja – to wszystko pociąga za sobą odpowiednie granty. Nie wypada już napisać, że płyta jest przeciętna. Naczelny nas zje z butami! Stoją za nami sponsorzy, wydawcy. Oczekują, że o marnej płycie napiszemy w superlatywach, sztucznie budując ego artystów. Zauważyliście niebezpieczną fuzję reklamy i wiadomości we współczesnych mediach? Najpewniej nie, umknął wam gdzieś ten moment. Złap dowolny magazyn z prasy muzycznej, może być ten dla gitarzystów. Cały numer to jedna, wielka reklama, pucowanie butów i wielkie fellatio dla sponsorów. Rozumiem, sypią groszem. Za grosz sprzedawać swoją duszę i regularnie tępić sumienie? Tego nie rozumiem. Chcesz rzetelnych i prawdziwych informacji, opinii pozbawionej grzeczności, cenzury i ścisłego redagowania pod dyktando sponsorów? Zacznij obserwować mniejsze portale, śledź poczynania pomniejszych dziennikarzy czy fan-zinów. Oni nie są obłożeni poważnymi zobowiązaniami, opiewającymi na wysokie kwoty.

Chcesz rzetelnych i prawdziwych informacji, opinii pozbawionej grzeczności, cenzury i ścisłego redagowania pod dyktando sponsorów? Zacznij obserwować mniejsze portale, śledź poczynania pomniejszych dziennikarzy czy fan-zinów. Oni nie są obłożeni poważnymi zobowiązaniami, opiewającymi na wysokie kwoty.

bribe-payola-radio

Na koniec kilka porad dla recenzentów

Bracia recenzenci – co się z Wami stało? W imię kilku groszy jesteście w stanie napisać recenzję niezgodną z waszym sumieniem, pod publiczne zadowolenie i uśmiechnięte miny „góry” ? Źle się dzieje, oj źle. Po pierwsze – róbcie swoje. Nie musicie bać się rozwścieczonej tłuszczy, która bezmyślnie jak przystało na stado ignorantów, zacznie wytaczać działa nienawiści i kartaczownice obelg. Tylko naiwny wierzy, że zdoła przeżyć swój czas bez zranienia kogokolwiek. Czasami robimy to świadomie, częściej jednak nie mamy tej świadomości. Zwykłe słowo, które w waszym zamyśle jest słowem, bez cech złośliwości, może zostać odebrany jako śmiertelna rana. Wściekli ludzie pokroju furiatów to zwykli podżegacze, demagodzy niskich lotów. Potrafią tylko gadać. Po drugie – nie naginajcie waszego sumienia do przyjętych społecznie norm „co oni pomyślą? nie wypada tak”. Wypada Ci, drogi recenzencie, działać na przekór swojej naturze i sumieniu? Odpowiedz sobie na to pytanie. Po trzecie – musicie zrozumieć, że artyści są świadomi krytyki. Są to ludzie inteligentni, przyjmujący słowa pozytywne i negatywne z spokojem. Nasze recenzje mogą być mikro sugestią, opinią, bądź też kolejnym paszkwilem. Front przebiega na linii recenzent i furiaci-fani. Groźby paragrafami z KK, obelgi, wycieczki osobiste i psychoanaliza to chleb powszedni. Przyzwyczaj się do tego, że przeciętny szarak, nie zrozumie krytyki, nie rozumie powiązań. W ogóle mało rozumie. Po piąte – słuchaj, słuchaj i jeszcze raz słuchaj. Nie ograniczaj się do jednego gatunku, krąż i poszerzaj swoją wiedzę. Czytając książki ubogacasz swój osobisty słownik, a słuchając różnorodnej muzyki poszerzasz swoje pojmowanie muzyki. Po szóste – robisz to z własnej woli, kierowany pasją. Dlaczego banda rozwrzeszczanych ludzi ma Ci w czymkolwiek przeszkadzać?

Zwykłe słowo, które w waszym zamyśle jest słowem, bez cech złośliwości, może zostać odebrany jako śmiertelna rana.

Z tego miejsca pozdrawiam wszystkie zespoły, którym kolokwialnie mówiąc pocisnąłem po rajtach czyli Tuff Enuff, I Scream Man, Sexy Suicide, Scream Maker i Latające Pięści. Pozdrawiam również zapienionych furiatów, stojących u bram, z pochodniami i widłami, których horyzont myślowo-muzyczny nie przekracza średnicy jednego jarda. Obrażanie osoby, która jest Wam zupełnie obca, jest świadectwem waszej kultury osobistej oraz przejawem ignorancji. Warto wstać, podejść do lustra i ustalić z samym sobą pewne sprawy.

Ściskam mocno i oddalam w rytmie fokstrota.

Kamil Karpiuk

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress