[RECENZJA] ROGI CLUSH – „EVEN GODS”

Nowy album Igora Szulca, znanego wcześniej z projektu Adre’N’Alin, jest jak niezwykły soundtrack do nieistniejącego filmu.

Płyta „EVEN GODS” to wynik rozmyślań artysty o przyszłości człowieczeństwa i nieuniknionej asymilacji sztucznej inteligencji z każdym zakątkiem naszego życia, czego zwieńczeniem będzie powstanie androidów. Artysta wybiega w przyszłość i rozmyśla o problemach, przed jakimi stanie wówczas ludzkość (o inspiracjach muzyka pisaliśmy w niedawnej publikacji).

Niezwykłym dokonaniem jest to, że już od pierwszej nuty i pierwszego wyśpiewanego wersu, muzyk przenosi nas do innego świata. W krótkim, wprowadzającym utworze „Father Gone” potrafi wrzucić słuchaczom ciarki na plecy za sprawą misternie uplecionej mieszaniny dźwięków wydobywanych się z instrumentów smyczkowych, zmieszanych z niepokojącymi, syntetycznymi brassami.

A już chwilę potem wchodzi tylko pozornie nieśpieszna kompozycja „Safe World” z takim ładunkiem emocjonalnym i tak dobrze wyśpiewanym po angielsku refrenem, że absolutnie nie ma się wrażenia obcowania z polskojęzycznym songwriterem. Głos Igora Szulca jest bardzo przyjemny do słuchania, niski i ma się wrażenie, że otacza słuchacza.

Muzyk co chwilę zaskakuje w swoich kompozycjach. Kiedy nam się wydaje, że piosenka będzie wolna i klimatyczna, nagle przyspiesza. Kiedy zaś jesteśmy pewni, że zaatakuje nas w końcu elektronicznym beatem, skręca w zupełnie innym, zawsze zaskakującym kierunku. To niewątpliwie zasługa niezwykłego kunsztu i wykształcenia muzycznego autora projektu Rogi Clush.

Bardzo intrygujące na albumie jest wykorzystanie elektronicznych brzmień. Pomimo nowoczesnego sposobu ich masteringu, brzmią nieco retro. Mi osobiście przywodzą na myśl nieco kompozycje japońskich muzyków do gier RPG z pierwszego PlayStation. Instrumentalny utwór „Ambiland” bez problemu mógłby zaś stanowić element ścieżki dźwiękowej do niedawnej gry Hideo Kojimy pt. „Death Stranding”. Zważywszy na temat albumu „EVEN GODS”, inspiracji dźwiękowych można pewnie szukać w filmie „Łowca Androidów” Ridley’a Scotta. Nie ma jednak mowy o jakimkolwiek kopiowaniu utartych schematów – Igor Szulc buduje muzyczne klocki w absolutnie unikalny dla siebie sposób i gdy słucha się jego albumu, jest się wiedzionym wyłącznie przez świat przedstawiony w „EVEN GODS”.

Dogłębnie poruszył mnie utwór „Ego”. Zbudowany na elektronicznym beacie i szeroko rozstawionych w panoramie, ciepłych syntezatorach. W tle od czasu do czasu pojawiają się nieoczekiwanie głosy, skrzypce i perkusyjne dźwięki. Majstersztyk. W „Blast” podobały mi się dźwięcznie złączone, fortepianowe nuty brzmiące jak deszcz spływający po skórze. Z kolei w „Trees” – perkusyjna żonglerka. „Let’s Stay” to zaś kompozycja, której z pewnością nie powstydziliby się zdobywcy Oscara za soundtrack do „The Social Network”, Trent Reznor i Atticus Ross.

Wieńczący dzieło, utwór „Left Behind” to niezwykła kulminacja wypełniona zarówno organicznymi, jak i syntetycznymi brzmieniami. Idealnie oddająca ten ulotny moment, kiedy człowiek zaczyna być maszyną z ludzkimi wspomnieniami. Albo ten, gdy to maszyna uświadamia sobie, że kłębiące się w jej obwodach algorytmy nie odbiegają od natłoku myśli w ludzkich synapsach. Pomimo początkowego dramatyzmu płyty, całość kończy się – przynajmniej moim zdaniem – nutą optymizmu. Czy to koniec? Wyciszająca się powoli kompozycja rzeczywiście kończy album, ale i podkreśla, że dla podmiotu lirycznego to dopiero początek drogi. Ja z niecierpliwością czekam na sequel.

Album „EVEN GODS” jest znakomicie wyprodukowany i oddaje w pełni epickość wszystkich odegranych i wyśpiewanych przez Szulca dźwięków. To prawdziwa uczta dla zmysłów i niewątpliwe płyta, która przy każdym słuchaniu zaskoczy nas wcześniej niesłyszanym niuansem. Choć niewątpliwie to muzyka nie dla każdego. Brakuje tu bardzo chwytliwych refrenów, a zawarty ładunek emocji i niejednoznaczne kompozycje nie wszystkim muszą przypaść do gustu. W radiu więc album pewnie nie poleci, ale w moim odtwarzaczu na pewno zagości na długo.

OCENA: 10/10

O autorze:

Jakub Styczyński
Jakub Styczyński
Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.