Processed with VSCO with b5 preset

[RECENZJA] Terrific Sunday – „Strangers, Lovers”

Recenzujemy debiutancki album Terrific Sunday – „Strangers, Lovers”, który ukazał się 9 października nakładem wytwórni Sony Music Poland

RECENZUJEMY DEBIUTANCKI ALBUM TERRIFIC SUNDAY – „STRANGERS, LOVERS”, KTÓRY UKAZAŁ SIĘ 9 PAŹDZIERNIKA NAKŁADEM WYTWÓRNI SONY MUSIC POLAND

Terrific Sunday to młody zespół z Poznania, który powstał zaledwie dwa lata temu. Chłopaki wyraźnie podkreślają ten fakt w swojej biografii oraz na facebookowym profilu, zapewne żeby wywołać w potencjalnym słuchaczu przedwczesne uczucie podziwu. Dlaczego akurat podziwu? Już tłumaczę. W ciągu tych dwóch lat Terrific Sunday udało się wypuścić dwie EPki, wystąpić na Orange Warsaw Festival, Open’erze, Jarocinie i w paru innych fajnych miejscach, a przede wszystkim podpisali kontrakt z naprawdę dużą wytwórnią, czyli Sony Music Poland. Taki zbieg okoliczności doprowadził do dnia dzisiejszego, kiedy to ich debiutancki album „Strangers, Lovers” hula sobie w sieci i pięknie prezentuje się na sklepowych półkach.

Możemy się tylko domyślać, w jaki sposób udało im się rozwinąć w tak ekspresowym tempie swoją karierę, ale uważam, że o wiele lepiej skupić się na samej muzyce i ocenić, czy przedwczesny podziw nad ich osiągnięciami przekłada się na zachwyt ich twórczością. Zdradzę, że mnie przyciągnął do nich utwór „In My Arms”, który wokalista zespołu opublikował na swoim kanale Youtube co najmniej roku temu. Wyraźnie wyczuwalna w tym utworze inspiracja zespołem Foals, pozwoliła mi w tamtym momencie uwierzyć, że trafiłam wreszcie na polski zespół, który z pasją i zaangażowaniem będzie tworzył zachwycające indie-rockowe riffy, których tak bardzo mi brakowało na naszym rynku. Oczywiście, swojego czasu zachwycił mnie także inny poznański indie band – The Ploy, natomiast Terrific Sunday mieszają indie z alternatywą, a nie z popem, co daje o wiele bardziej pociągającą i intrygującą kombinację.

„(…) delikatny, lekko chłopięcy wokal w połączeniu z pulsującymi gitarami zadziałał na mnie jak magnes”

Po usłyszeniu dwóch kawałków promujących debiutanckie wydawnictwo, czyli „Bombs Away” oraz „Streets of Love”, moja pozytywna opinia o grupie jeszcze bardziej się umocniła. Są to kawałki bardzo indie-rockowe, a delikatny, lekko chłopięcy wokal w połączeniu z pulsującymi gitarami zadziałał na mnie jak magnes. Sięgnęłam po album „Strangers, Lovers” i okazało się, że w niektórych miejscach otrzymałam więcej, niż oczekiwałam.

Krążek rozpoczyna się wkręcającym „Another Slowly Leaves”, gdzie w chórkach możemy wyczuć tajemniczy klimat, jakby stworzony przez naszego młodego artystę Patricka The Pana. Trochę mi to przypomina także dokonania Sean’a Lennona i jego rozmarzonego zespołu The Ghost of a Saber Tooth Tiger. Milutkie riffy przeplatają się z bardziej wymagającymi i nieco jęczącymi, a atmosfera zagadkowości podtrzymuje klimat płynnie przechodząc w drugą pozycje na płycie. „Sold My Soul” proponuje nam już atmosferę bardziej zbliżoną do The Maccabes i ich post-punkowych rozwiązań. Wartka perkusja podbijająca gitarowe szaleństwa pomaga nam zauważyć, że Terrific Sunday to nie są tylko i wyłącznie grzeczni indie chłopcy idący prosto jedną ścieżką. Otóż tym rozchodzeniem się stylistycznie na różne strony trochę mnie zaintrygowali i muszę stwierdzić, iż to wspaniale, że gdzieniegdzie wprowadzają brudniejsze brzmienie, ponieważ pokazują tym, że mają charakter.

„Wartka perkusja podbijająca gitarowe szaleństwa pomaga nam zauważyć, że Terrific Sunday to nie są tylko i wyłącznie grzeczni indie chłopcy idący prosto jedną ścieżką”.

„Strangers, Lovers” to płyta ciekawie skomponowana, znalazło się na niej miejsce na wiele niespodzianek. Jedną z nich jest wyjątkowo zrównoważona emocjonalnie piosenka „Wallpapers”, czyli romantyczna ballada o rozczarowującej miłości. Kolejne uznanie należy się za następujący zaraz po niej utwór „Coda” – przestrzeń i estradowy potencjał są tutaj na pierwszym planie, a zaraz za nimi pewna przebojowość, ale na tyle skromna, że nie razi słuchacza. Melodia jest ciepła, a jednocześnie energiczna i ekscytująca. Mogę to porównać do spaceru przy stromej krawędzi, kiedy równocześnie trzymamy się barierki dla zachowania bezpieczeństwa. Dużym zaskoczeniem jest także instrumentalny utwór „Frenulum”, wciągający słuchacza w ponad dwuminutową ciemność, pomiędzy zdecydowanie pogodniejszymi kawałkami.

„Days Go By” oraz „Get Lost” opowiadają o sytuacji, której pewnie każdy z nas doświadczył chociaż raz swoim w życiu, kiedy tracimy bliską osobę i staje się ona dla nas na powrót kimś obcym. Łamiące serce chwile znajdują swoje odzwierciedlenie z resztą także w tytule albumu. Nastrojowo całość kompozycji oscyluje więc wokół uczucia odrzucenia i podtrzymywania nadziei, która nie wiadomo czy znajdzie odbicie w rzeczywistości.

„Bardziej wyraziste kawałki zrównoważone są spokojniejszymi i zgaszonymi kompozycjami, które z kolei uderzają we wrażliwość słuchacza”.

Terrific Sunday pomimo krótkiego stażu i młodego wieku stworzyli album różnorodny i interesujący. Nie będę ukrywać, że warstwa muzyczna jest o wiele bardziej pociągająca niż tekstowa, ale bądźmy szczerzy, że indie rock nigdy nie szczycił się bardzo głębokimi tekstami. Wystarczy popatrzeć na mój ulubiony zespół The Kooks, gdzie to właśnie prostota warstwy lirycznej była kluczem do ich sukcesu. Istotne jest także to, że „Strangers, Lovers” skupia na sobie utwory silnie emocjonalne, co sprawia, że ich atrakcyjność podnosi się wraz ze zmieniającymi się skrajnymi nastrojami w piosenkach. Bardziej wyraziste kawałki zrównoważone są spokojniejszymi i zgaszonymi kompozycjami, które z kolei uderzają we wrażliwość słuchacza. Jest to sprytny zabieg utrzymujący zainteresowanie u odbiorcy.

Podsumowując, „Strangers, Lovers” to bardzo obiecujący debiut, może nawet najlepszy w drugiej połowie tego roku. Na pewno z niecierpliwością będę czekać na wzmianki o drugiej płycie Terrific Sunday. Wiem, że za wcześnie żeby o tym mówić i myśleć, ale jestem niezmiernie ciekawa, co jeszcze w tych chłopakach siedzi. A podziw jak najbardziej zasłużony 😉

Ocena: 8,5/10
Nela Grabowska

O autorze:

Nela Grabowska
Nela Grabowska
Miłośniczka powieści, filmów Woody'ego Allena i Wesa Andersona. Zakochana w muzyce brytyjskiej. Romantyczka. Ulubiony gatunek: indie rock.