[RECENZJA] The Rookles – „Draw The Line”

Aż pięć lat trzeba było czekać na powrót „otwockich Beatlesów”. Ich nowy materiał okazał się bardzo różnorodny i czuć, że włożono w niego wiele serca. Ale i pokazuje, że zespół powinien porzucić gonienie swoich idoli i zacząć grać – a przede wszystkim śpiewać – po swojemu (a dokładniej: po naszemu).

Kuba Styczyński
kontakt@finetunetv.pl

Album „Draw The Line” sprawił mi sporo frajdy. Przede wszystkim faktem, że jest jak to pudełko czekoladek Forresta Gumpa – nie wiadomo, co za chwilę przyniesie. Zmiany tempa, stylów, szalone solówki saksofonów, gitar czy elektronicznego pianina – to wszystko efekt ciężkiej pracy i dojrzałości muzycznej Ruklesów oraz kunszt Damiana Pietrasika, odpowiadającego za produkcję całości. Płyta długogrająca brzmi głośno, wyraźnie, dynamicznie, a wokale są prawie zawsze słyszalne i nie nikną w gąszczu przeróżnych instrumentów. O procesie powstawania płyty muzycy opowiadali nam TUTAJ.

Lubię też, kiedy śpiewa Hubert Gawroński – bo ma mocny głos, potrafi przyjemnie „zachrypnąć” i wzmocnić, kiedy trzeba. Z kolei wokal Maćka Samula jest bardzo urokliwy – jak tego chłopca z gitarą przy ognisku, rozpalającego serca dziewcząt przesłodzonymi balladami. Nie lubię jednak, gdy panowie przez połowę kawałków śpiewają po angielsku. Ich akcent nie jest zły, czasami wręcz bardzo dobry, w porównaniu z przedstawicielami wielu rodzimych kapel. Niemniej wychodzę z założenia, że śpiewa się w tym języku, który rozumie się całym sercem i w którym można bezbłędnie przekazać swoje emocje słuchaczom. Momentami boleśnie sepleniasty „polisz-inglisz” wcale w tym nie pomaga. To tym bardziej bez sensu, zważywszy na to, jak dobrze panowie śpiewają w języku ojczystym. I jak dobrze wychodzą im – czasem nieco infantylne, ale zawsze urokliwe – teksty po polsku. Naprawdę nie ma potrzeby kaleczyć języka angielskiego tylko w celu wytworzenia britpopowego klimatu, przywodzącego na myśl ulubione inspiracje Ruklesów.

Jeżeli chodzi o poszczególne utwory, to nie jestem fanem otwierającej album piosenki „HIF”. Jej tekst jest dość banalny, riffy niezbyt oryginalne. Chyba trochę usilnie starano się zrobić z tego hit. Z takim tytułem,
brzmiącym niebezpiecznie blisko do jednej najbardziej przerażających chorób cywilizacyjnych – świata raczej nie podbije.

„Undecided Outlook” urzeka dobrą sekcją dętą i perkusyjną, świetnie prowadzącą tempo tego kawałka. Jednocześnie utwór jest w zasadzie kwintesencją tego, co Ruklesi grali wiele lat temu i brzmi jak pokłosie starych dobrych czasów, kiedy królowało brytyjskie Oasis.

Na „Jestem Sam” po raz pierwszy wokal przejmuje Maciek Samul, w dodatku śpiewając po polsku. I choć teksty balansują na granicy romantyczności i kiczu, nie sposób odmówić temu kawałkowi uroku. Zwłaszcza biorąc pod uwagę znakomite instrumentarium i przyjemne zmiany tempa.

Z kolei „Follow Your Heroes” brzmi jak coś, co spokojnie mógłby nagrać Elton John. Skojarzenie potęguje gra pianina, sposób śpiewania Huberta Gawrońskiego oraz ogólny klimat piosenki. Burzy zaś niezbyt dobrze wyśpiewany po angielsku tekst. Fajny, chwytliwy utwór, lecz brzmi jak coś, co słyszałem w muzyce pop setki razy.

Chwilę potem język angielski kaleczy Maciek w „Don’t Give Up The Fight”. Nie sposób się na niego jednak gniewać, bo refren piosenki jest znakomity, a sekcja gitarowa zadziwia niezłymi solówkami. Trzecia część kawałka jest zdecydowanie najlepsza.

„Eden” zaskakuje psychodelicznym klimatem rodem z lat 60-tych. Śpiewają tym razem obaj panowie. Hubert w końcu bardziej agresywnie i w końcu błyszczy, bo i nareszcie śpiewa po polsku. To bardzo ciekawy kawałek z dobrym tekstem i cudownie przemyślaną aranżacją. Słychać, że chłopaki potrafią grać na instrumentach nie od dziś. A gdy wchodzą saksofony, mocniejsze gitarowe zagrywki, brzmiące świeżo i spontanicznie, robi się wręcz magicznie.

„Biały Plan” oraz „All The Things To Do” potraktuję zbiorczo, bo to kawałki co najwyżej poprawne. To przy nich po raz pierwszy sięgnąłem po telefon, żeby sprawdzić powiadomienia z mediów społecznościowych. Teksty brzmią dla mnie trochę jak z przedszkola. Jak wszystko, co robią Ruklesi, obie piosenki brzmią przyjemnie, ale nie wyróżniają się one niczym szczególnym.

Podobało mi się za to „Ostatnie Słowo” wyśpiewane przez Maćka po polsku, z riffami jak z Maanamu czy Lady Pank i posiadające bardzo dobry refren. Znakomite pre-chorusy i bridge to zaś duża zasługa perkusisty. W trzeciej części kawałka króluje bardzo przyjemna solóweczka elektrycznego pianina. Dobry utwór, choć nieco podobny do – również dobrego – „Don’t Give Up The Fight”.

„The Traveler” zaskakuje cytatami z klasycznego rocka i riffami rodem z AC/DC. W drugiej części pojawia się zaś niezła solówka saksofonu, która buduje ciekawy klimat. Potem równie udane, nieco jazzowe, wstawki elektronicznego pianina. Cały utwór jest mocno nostalgiczny. To odpowiedni kawałek w bardzo odpowiednim miejscu na albumie.

A na koniec „This Song”, przy którym wyobrażam sobie już te zapalniczki (albo raczej lampki smartfonów) w powietrzu podczas koncertów. To taki kawałek, przy którym aż chce się złapać za ramiona z innymi uczestnikami koncertu i pobujać na boki. A potem pomruczeć z muzykami „Thiiiiis soooong” przez kilka minut za długo. Fajny kawałek, z pierwiastkiem melancholii i nostalgii. Dobrze domyka całą płytę. Na pewno muzycy ronią łezkę przy jego odgrywaniu.

Płyta „Draw The Line” ma swoje mankamenty, ale jednocześnie pozostawia przyjemny niedosyt, gdy kończy się po raptem 40 minutach. Kawałki są bardzo różnorodne i brzmią doskonale. Aranżacje, wstawki pianina oraz sekcji dętej to wysoka półka. Czuć, że Ruklesi są dojrzalsi, ale też nie zapominają o swoich fascynacjach i jednocześnie nie stworzyli płyty zupełnie odmiennej od swoich dotychczasowych dokonań. Moim zdaniem czas jednak iść do przodu i skupić się na tym, co muzycy robią w sposób inny, niż wszyscy.

7/10

O autorze:

Jakub Styczyński
Jakub Styczyński
Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.