fragm. fot. Aga Kubilus

The Rookles: dziś bardziej doświadczeni, ale wciąż tak samo zdeterminowani

Britpopowa kapela z Otwocka po pięciu latach od debiutanckiego albumu, powraca z nowym materiałem. Płyta „Draw The Line” ukaże się już 13 lipca i będzie początkowo dostępna we wszystkich dużych serwisach streamingowych (np. Spotify, iTunes, czy Tidal). Planowane jest również wydanie na CD.

„Przygotowując się do pracy nad tym albumem, skreśliliśmy to, z czym się nie zgadzamy, i podkreśliliśmy to, co dla nas ważne. Co nam z tego wyszło? Jedenaście kawałków przepełnionych emocjami” – zachwalają muzycy. Przy rejestrowaniu materiału starali się robić wszystko, by nie iść po linii najmniejszego oporu ani powtarzać wypracowanych przy debiucie schematów. Chcieli kreślić nowe, nie zamazując przeszłości. To dlatego obok rockowego grania, często podszytego funkiem i bluesem, na „Draw The Line” będzie można usłyszeć również pulsującą sekcję dętą, jazzowe przecinki, intrygujące syntezatory i psychodeliczne wtręty. „Jasne, że chcielibyśmy, by nasza druga płyta zaskoczyła słuchaczy. Najlepiej na całej linii. Ale byłoby super, gdyby się po prostu na chwilę przy niej zatrzymali. Być może zachęci ich to do przypomnienia sobie, na co nie masz zgody i co jest dla nich naprawdę istotne” – mówią członkowie The Rookles.

Rozstania i powroty

Z „Ruklesami” spotkaliśmy się po raz pierwszy w 2013 r. przy okazji nagrywania wywiadu w ramach cyklu FINE TUNE. Pełni entuzjazmu, przymierzali się wówczas do zarejestrowania pierwszej płyty. Dziś rozmawiamy z Maćkiem Samulem, który w zespole odpowiada za teksty, śpiew w niektórych kawałkach, a także za bas i gitarę. Dlaczego tak długo trzeba było czekać na rozszerzenie dyskografii kapeli? Czy debiut osiągnął zbyt mały sukces? Może doszło do jakiejś kłótni? Albo po prostu każdy poszedł w swoją stronę? Muzyk wyjawia nam sekrety i opowiada o swoich doświadczeniach. – Nagranie płyty to tak naprawdę bardzo prosta sprawa, najtrudniej jest ją wydać. Po wielu przejściach, starciach z dużymi wytwórniami i różnymi decydentami polskiej branży muzycznej, wydaliśmy debiut na, jak to się popularnie mówi, własnych zasadach, oczekując od niego tylko jednej rzeczy – że płyta się ukaże – mówi nam Maciek Samul.

I dodaje, że było to dla niego spełnienie wielu lat marzeń oraz ciężkiej pracy. Zaś możliwość trzymania własnego krążka w rękach było uczuciem nie do opisania. – Wtedy miałem prawie 27 lat i przyszedł do mnie kryzys egzystencjalny. Zawsze śmiałem się z ludzi, dla których zbliżająca się 30., 40. czy 50. to okres trudny życiowo, dopóki sam tego nie doświadczyłem. Człowiek rozlicza się z przeszłością i zastanawia, czego dokonał oraz jakie miał oczekiwania – opowiada Samul. W tym czasie pochłonęły go inne życiowe sprawy: zaręczyny, kupno mieszkania, zmiana pracy. Zespół rozstał się również wówczas z Piotrkiem Szczegielniakiem, jednym z założycieli The Rookles, co – jak opowiada Samul – było dla niego osobiście jednym z najtrudniejszych życiowych doświadczeń i sprawiło, że zespół nie wiedział, co dalej robić i przez to jakby stanął w miejscu. Przynajmniej do czasu, aż kapela natrafiła na Damiana Pietrasika, producenta, który wręcz palił się do pracy i zmobilizował „Ruklesów” do działania.

fot. mat. prasowe

Naturalny postęp

Hubert Gawroński, gitarzysta i wokalista zespołu, który podesłał nam do recenzji album „Draw the Line” przekonywał, że nowy materiał jest bardzo odmienny od debiutanckiej płyty „Open Space”. Mimo to Maciek Samul nie ukrywa, że britpopowe brzmienia i kawałki Beatlesów nigdy mu się nie znudzą. – Patrząc na przedstawicieli tego gatunku oraz ich dyskografie, można zauważyć, że każda kolejna płyta to rozwój, czasem wolniejszy, a czasem radykalny. Tak też było w naszym przypadku, bo pozwoliliśmy sobie na jeszcze więcej wolności – przyznaje Samul. Podczas nagrywania materiału muzyk starał się mieć otwartą głowę otwartą na wszystkie gatunki muzyczne. Dlatego też „Draw The Line” ma być bardziej eklektyczne od pierwszego albumu. W dodatku każdy członek zespołu dołożył do niej własne kompozycje. – Na pewno to, że czas posunął nas do przodu, ma tu duże znaczenie. Przede wszystkim będzie mniej beztroskich, a bardziej nostalgicznych, tekstów – mówi Samul.

Zorganizowany proces

Praca nad płytą, dzięki Damianowi Pietrasikowi, okazała się być bardzo poukładana. Zarządzał on całym procesem i wskazywał, którego dnia mają być od początku do końca, zarejestrowane wokale, a kiedy gitary i inne instrumenty. Maciek Samul wychwala Pietrasika mówiąc, że uwielbia słuchać jego wizję artystyczną i docenia jego wsparcie dla zespołu. – Czasem potrafił powiedzieć „w tej kompozycji nie zmieniłbym ani jednej nuty”, a czasem „tutaj dodamy sekcję dętą, obniżymy wokal, gitara basowa zagra mniej gęsto”. Praca z nim to była absolutną przyjemnością – opowiada Samul.

Album został zarejestrowany w słynnym warszawskim Quality Studio, ponieważ – zdaniem zespołu – to najlepsze studio nagraniowe w kraju. Przestronne, dobrze zlokalizowane, ze świetnym sprzętem i – co najważniejsze – wspaniałą ekipą, która jest profesjonalna i wyluzowana jednocześnie.

Recenzja „Draw The Line” już niedługo na portalu FINE TUNE.

O autorze:

Jakub Styczyński
Jakub Styczyński
Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.