fot. fb.com/dariazawialow

[WYWIAD] Daria Zawiałow – Ze szklanego ekranu zabrała męża

Najważniejszym jest dla niej pozostać sobą. Od dziecka związana jest z muzyką i chociaż może być kojarzona z udziału w programach talent show, jest przede wszystkim utalentowaną wokalistką i songwriterką, której debiutancka płyta zbliża się wielkimi krokami.

FINE TUNE: Jakich klimatów możemy spodziewać się na twojej debiutanckiej płycie?

Daria Zawiałow: Pojawi się w marcu przyszłego roku. Nie mogę się już doczekać, kiedy ujrzy światło dzienne. Jest dość różnorodna, ale mimo wszystko spójna. Wyraziłam na niej siebie. Pracowałam wspólnie z producentem Michałem Kushem. Jest to zbiór wszystkich ostatnich lat, które wspólnie przeżyliśmy.

A czemu powstawała tak długo?

Faktycznie, album powstawał przez ostatnie 3-4 lata. Wcześniej po prostu zastanawialiśmy się, jaką płytę chcemy zrobić, co nie było łatwe. Ja byłam wokalistką jazzową, Michał gra na basie i na pianie, więc tak naprawdę nie wiedzieliśmy, w jaką stronę chcemy pójść. Ostatecznie jednak wybraliśmy to, co nam najbardziej w duszy gra.

„Dla mnie to jest najważniejsze, aby być zawsze sobą na sto procent i mieć w sobie dużo pokory.”

Ostatnio podzieliłaś się z fanami drugim singlem. Kim jest tytułowy „kundel bury”?

Widzę go jako muzyka, który pokonuje swoją drogę napotykając na niej przeszkody. Ale mimo wszystko pozostaje w tym wszystkim sobą. Dla mnie to jest najważniejsze, aby być zawsze sobą na sto procent i mieć w sobie dużo pokory. Wtedy ciężką pracą możesz dojść do tego, co sobie wymarzyłeś. Ta piosenka jest moim małym manifestem.

To piosenka o tobie?

Tak. O ile „Malinowy chruśniak” to była pewna opowieść, erotyk – tak tutaj utożsamiam się z tytułowym kundlem burym.

Powiedziałaś, że bycie sobą jest dla ciebie najważniejsze. Uważasz, że w dzisiejszych czasach trudno jest nie ulegać trendom?

Trudno powiedzieć, wydaje mi się, że każdy ma jakiś pomysł na siebie. Niektórzy wolą iść drogą podążania za trendami, pojawiania się na imprezach, czy w programach rozrywkowych – to jedna z możliwości. Ja jestem typem samotniczki – najchętniej lubię siedzieć w domu z moim mężem, robić muzykę i spotykać się tylko z najbliższymi przyjaciółmi. Dlatego też jestem trochę obok tego wszystkiego. Idę swoją drogą i robię to, co kocham.

fot-monika-szalek
fot. Monika Szałek

” Z etapu dzieciństwa, z najmłodszych lat to pamiętam Smerfne Hity i Natalię Oreiro.”

Ale jednak pojawiłaś się w programie talent show. Jakie doświadczenia z tego wyniosłaś?

Przede wszystkim „wyniosłam” z niego mojego męża. Poszłam tam i poznałam chłopaka, muzyka, z którym założyłam rodzinę i teraz wspólnie gramy i tworzymy. Dlatego śmieję się, że program dał mi głównie jego.

A czy etykietka „dziewczyny z programu talent show” dała ci się kiedyś odczuć jako coś negatywnego?

Ludzie często tak mówią. „Daria Zawiałow? A, to ta z Voice of Poland czy X Factor?”. Spotykam się z tym i przyzwyczaiłam się do tego. Tak jak wspomniałam, najważniejsze jest, żeby robić swoje i iść do przodu.

A spoglądasz czasem w przeszłość? Jakie melodie z dzieciństwa utkwiły ci w pamięci?

Z etapu dzieciństwa, z najmłodszych lat to pamiętam „Smerfne Hity” i Natalię Oreiro.

A jeśli chodzi o bardziej świadome słuchanie muzyki?

Jak byłam starsza, to słuchałam Beatlesów, Michaela Jacksona, Aaliyah. Pamiętam, że już od ósmego, dziesiątego roku życia słuchałam bardzo różnej muzyki. Mając trzynaście lat zaczęłam szkolić swój warsztat jako wokalistka jazzowa, dlatego wtedy słuchałam dużo standardów jazzowych. Jednak przez cały czas te rockowe klimaty były we mnie.

Gdy słyszysz hasło „świeże polskie brzmienia”, co ci przychodzi do głowy?

Bokka, Julia Marcell, Sorry Boys… Z tego co ostatnio słucham.

Czym się charakteryzuje muzyka, którą można w ten sposób skategoryzować?

Jest to na pewno muzyka przyszłości. Mam kilku ulubionych artystów na polskiej scenie muzycznej, którym bardzo kibicuję. Przykładowo Piotr Zioła ma naprawdę świetny głos. Wszyscy wymienieni wnoszą pewien powiew świeżości na nasz rynek muzyczny.

fot. fb.com/dariazawialow
fot. fb.com/dariazawialow

Wielu polskich artystów przyznaje się do tego, że pisanie tekstów w języku polskim sprawia im trudność. Jak to wygląda u ciebie?

Szczerze powiedziawszy, to nawet nie wiedziałam przed pisaniem tekstów na płytę, że umiem je pisać. Moi producenci muzyczni przekonali mnie do tego, żebym spróbowała. I to zrobiłam. Potem pamiętam, jak dopracowywałam te teksty miesiącami, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Teraz jak już płyta jest skończona, to i tak bym tam dużo pozmieniała. Czuję, że łatwiej pisze mi się teksty po polsku niż po angielsku, mimo tego, że potrafię się porozumieć w tym języku. Nie jestem w stanie określić powodu czemu tak jest. Może dlatego, że lubię poezję, lubię czytać Norwida.

„Trzeba cały czas się doskonalić i ciężko pracować, nawet jak już ma się wrażenie, że jest się na wysokim poziomie.”

Ale „Malinowym chruśniakiem” nawiązujesz do Leśmiana.

Tak, napisałam tekst i od razu skojarzyło nam się to z Leśmianem, dlatego postanowiliśmy oddać mu taki mały hołd i dlatego tytułem został właśnie „Malinowy Chruśniak”.

Co jest dla ciebie wyznacznikiem sukcesu?

Szczerze mówiąc, to cieszyłabym się, jakby np. w Stodole na dużej scenie udałoby mi się zapełnić salę. I żeby ludzie śpiewali moje piosenki, kupowali płyty. Chyba każdy o tym marzy, ale wiem też, że nigdy nie jest się skończonym artystą. Wydaje mi się, że dobrze mieć takie podejście. Trzeba cały czas się doskonalić i ciężko pracować, nawet jak już ma się wrażenie, że jest się na wysokim poziomie. Podziwiam tych, którzy wtedy nadal pracują i nie osiadają na laurach. Dla mnie to właśnie jest sukces.

Rozmawiała: Katarzyna Wróblewska

O autorze:

FINE TUNE
FINE TUNE
Założycielem FINE TUNE jest Jakub Styczyński, od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski. Z portalem współpracuje również Gosia Sawa, pisząca obecnie dla Polsat News oraz fotografka Kamila Pitucha.