fot.Robert Grablewski

[WYWIAD] Marek Rycak – Praca w radiu to nie zawód, to styl życia

Swój dzień rozpoczyna przy dźwiękach radia, a w każdy piątek po 21 serwuje solidną dawkę dobrej muzyki słuchaczom Radia Lublin w audycji ,,Piątek na czasie”

fot.Robert Grablewski
fot.Robert Grablewski

SWÓJ DZIEŃ ROZPOCZYNA PRZY DŹWIĘKACH RADIA, A W KAŻDY PIĄTEK PO 21 SERWUJE SOLIDNĄ DAWKĘ DOBREJ MUZYKI SŁUCHACZOM RADIA LUBLIN W AUDYCJI ,,PIĄTEK NA CZASIE”.

Dlaczego wybrałeś radio?

Marek Rycak: To radio wybrało mnie, a przynajmniej tak mi się wydaje (śmiech).

No to dlaczego właśnie ciebie?

Jak już tam trafiłem, to byłem bardzo uparty i robiłem wszytko, żeby zostać w tym zwodzie – chociaż zawód to chyba złe słowo, bo dziennikarstwo to dla mnie styl życia. Moja koleżanka, u której zaczynałem swoją przygodę z tym fachem powiedziała mi kiedyś: ,,Rycak, Ty się przyzwyczaj, że będziesz pracował do późna. Tu się nie pracuje od 8 do 17. To bardziej styl życia’' – i miała rację, bo rzeczywiście tak jest.

Jaka według ciebie powinna być osoba, która chciałaby pracować w radiu?

Taka osoba powinna mieć wiedzę z wielu dziedzin życia i to bez względu na to czy jest dziennikarzem sportowym, informacyjnym czy muzycznym. Trzeba być ciekawym świata. Na pewno powinien być szczery w tym, co robi i co najważniejsze powinna to być osoba, która lubi swoją pracę.

,,Moja koleżanka, u której zaczynałem swoją przygodę z tym fachem powiedziała mi kiedyś: ,,Rycak, Ty się przyzwyczaj, że będziesz pracował do późna. Tu się nie pracuje od 8 do 17. To bardziej styl życia” – i miała rację, bo rzeczywiście tak jest”.

Czy w trakcie pracy zdarzyła ci się kiedyś jakaś radiowa wpadka?

Tak. Nagminnie zdarza mi się zapominać imiona moich rozmówców. Czasami bywa też tak, że zapowiadam utwór, a wypuszczam zupełnie inny kawałek.

I jak później tłumaczysz się przed słuchaczami?

Mówię: ,,O proszę państwa, co za niespodzianka!’’. Słuchacze nie są głupi, a czasami są nawet lepsi w sprawach muzycznych od prowadzących. Najlepiej więc taką wpadkę obrócić w żart, śmiać się z własnych błędów i samego siebie.

A słuchacze rozpoznają cię na mieście? Zdarza ci się tak, że mówią: ,,O! To ten Rycak z Radia Lublin’’?

Tak, ale to nie zdarza się często. Prowadzę audycję, która jest w piątek wieczorem i większość ludzi jest wtedy na mieście, koncertach czy imprezach. Gram więc głównie dla taksówkarzy i ludzi, którzy w tym momencie np. nie mogą wyjść z domu. I najczęściej mój głos rozpoznają taksówkarze.

rycak dfdg

Na pewno masz dużą wiedzę na temat muzyki. Myślisz, że najlepsza płyta na świecie już powstała?

Tak, to był pierwszy album The Doors (śmiech). Myślę, że każdy ma swoją ulubioną płytę i ciężko jest określić, która z nich jest rzeczywiście ,,najlepsza na świecie’’. Ale tak na serio to myślę, że taka płyta jeszcze nie istnieje, bo przecież ciągle jakiś artysta czymś nas zaskakuje…

Kto ciebie zaskoczył ostatnio swoją muzyką?

Na pewno RYSY – ciągle słucham ich płyty. Ostatnio jestem też pod wrażeniem tego, co robi Taco Hemingway. Kiedyś wydawało mi się, że on będzie takim zjawiskiem na jeden sezon, ale jest zupełnie inaczej. Niedawno wypuścił kawałek ,,Deszcz na betonie’’ i ten utwór ma już ponad 5 mln wyświetleń na YouTube. To raper, piszący o rzeczach, o których każdy prosty człowiek mógłby napisać. Kluczem do jego sukcesu jest to, że rapuje o spawach, które dotykają wielu „szarych ludzi” trafia tym samym do szerokiego grona słuchaczy. Do tego jeszcze dochodzą te bity, które robi mu Rumak, które są banalnie proste i można je ułożyć w pierwszym lepszym programie muzycznym. Proste bity – szczery rap – świetna sprawa. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że nie będzie lepszego storywritera od Sokoła, chociaż nie chce tu ich porównywać, bo to zupełnie inna liga.

Kolekcjonujesz płyty?

Oczywiście, że tak.

I co masz tak ładnie poukładane wszystkie płyty na półkach?

Nie, no co ty (śmiech). Tak to mogą mieć osoby, które mają ich około stu, a ja mam ich kilkaset. Są wśród nich takie bardziej ulubione – płyty, do których mam sentyment. Bardzo często wracam do albumów Alice in Chains, Red Hot Chili Peppers i do Prodigy.

A traktujesz te niektóre płyty trochę jak dzieci i jak ktoś chce pożyczyć, to mówisz ,, Nie ma mowy!’’?

Ostatnio nauczyłem się załatwiać to trochę inaczej, bo zdarzało się czasami tak, że te płyty niestety do mnie nie wracały. Na przykład mamie nie pożyczam już płyt, bo później nie oddaje (śmiech).

Zobaczysz, jak twoja mama to przeczyta, to będzie koniec z domowymi obiadami (śmiech).

To może lepiej o tym już nie mówmy…

fot.Robert Grablewski
fot.Robert Grablewski

Jakiej muzyki nie puściłbyś nigdy w życiu podczas swojej audycji?

Disco polo.

Ale przecież po twoim programie jest audycja ,,Nie tylko barachołka’’, gdzie jest pełno takiej muzyki. Jak się z tym czujesz?

Staram się w mojej audycji grać muzykę ambitną dla wymagającego słuchacza. Ja często kończę jakimś świetnym utworem, a po wiadomościach wchodzi ,,barahochoła’’. No i to może być dość szokujące dla mojego słuchacza, więc kiedyś wymyśliłem niekonwencjonalne zakończenie mojej audycji. Nazwałem je ,,Pomostem Westchnień’’. Miała ona gładko wprowadzać słuchacza w nastój następnej audycji, gdzie jest dużo muzyki disco – polo. Poprosiłem nawet koleżankę, żeby przeczytała przed mikrofonem: ,,Pomost Westchnień’’ z wielkim westchnieniem – stworzyliśmy z tego „lekko prześmiewczy” jingiel i pod koniec audycji zacząłem puszczać Erektiona, Marne Szanse czy też Dziady Kazimierskie (śmiech).

Był w twojej karierze radiowej koncert, którego nigdy nie zapomnisz?

Jeżeli chodzi o koncerty organizowane w radiu to robimy to od niedawna. Podczas pierwszego występu nie mieliśmy profesjonalnego oświetlenia, brakowało kilku sprzętów, które teraz temu miejscu nadają naprawdę fajny klimat. Ale już ten pierwszy koncert, kiedy grał Leski był dla mnie udany. Sala była wypełniona po brzegi, a Leski po sześciu miesiącach wrócił do nas ponownie. Poza tym naszym pierwszym radiowym koncertem, na pewno nigdy nie zapomnę też koncertu krakowskiego zespołu Clock Machine. Pierwszy raz zobaczyłem ich w Voodoo Cat przy ul. Cichej w Lublinie. Już wtedy wiedziałem, że chciałbym pokazać ich muzykę w moim słuchaczom. Podobnie było z chłopakami z Mel Tripson i Phedory. Od zawsze chciałem pomagać wybić się tym młodym zespołom – to jest trochę taka moja misja , że dostałem się do radia – to chcę im pomóc.

A co świadczy o tym, że koncert jest dobry?

Kiedyś moja koleżanka z radia zapytała mnie o to samo. Bez zastanowienia odpowiedziałem wtedy, że dobry koncert można rozpoznać po tym, że ludzie wstają i dobrze się bawią. Ale później pomyślałem nad tym dłużej i stwierdziłem, że dobry koncert to taki, po którym ludzie wychodzą i mówią, że był za krótki.

Czy radiowiec sam słucha radia?

Budzę się przy radiu, bo mam funkcję alarmu w mojej wieży. Słucham czasami Trójki i Czwórki. Totalnie nie kręcą mnie komercyjne stacje i muzyka, którą serwują. Spotykam znanych artystów, ale ja wolę rozmawiać z tym, którzy tworzą dobrą muzykę, ale przed nimi jeszcze kilka kroków do sławy.

Miałeś kiedyś jakiś niezapomniany dzień w pracy?

Mam kilka takich, kiedyś np. mnie zawiesili, bo odpyskowałem komuś. Ale niezapomniany był też pierwszy dzień w studiu – przed mikrofonem. Byłem wtedy tak podekscytowany, a zarazem zestresowany i mój kierownik, Wiktor, kazał mi zapisywać sobie wszystko co chcę powiedzieć podczas audycji, bo jeśli ktoś jest kolekcjonerem i ma dużą wiedzę muzyczną, to w takiej sytuacji podbramkowej miesza mu się to wszystko. Posłuchałem jego rady, ale byłem tak zestresowany, że potrafiłem nawet przeczytać przecinek (śmiech). Na szczęście te czasy już dawno minęły i teraz podczas audycji nie mam już takich problemów.

,,Totalnie nie kręcą mnie komercyjne stacje i muzyka, którą serwują. Spotykam znanych artystów, ale ja wolę rozmawiać z tymi, którzy tworzą dobrą muzykę, ale przed nimi jeszcze kilka kroków do sławy”.

Jak dokończyłbyś zdanie: W mojej audycji, ,,Piątek na czasie” staram się pokazać…?

Że nowa polska muzyka naprawdę ma potencjał i jest tworzona przez zdolnych i szczęśliwych ludzi. Nie ma nic bardziej lepszego, niż to, jak przychodzi do ciebie artysta i cieszy się, że w końcu wydał płytę. Często zadaję moim rozmówcom pytanie, czy to prawda, że pierwsza płyta powstaje całe życie. Oni zwykle się ze mną zgadzają, bo pierwsza płyta zwiera coś niesamowitego – coś, czego nie znajdziemy już na kolejnych.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.