[WYWIAD] Yaszczuk: Pisanie piosenek to układanie puzzli z własnych myśli

Yaszczuk to polski wokalista, gitarzysta i aktor z domieszką ekwadorskiej krwi, który bardziej niż piszącego piosenki, określa siebie jako opowiadającego historie. Niedawno zaprezentował swoim słuchaczom debiutancką EPkę pt. „Y”.

FINE TUNE: Lubisz opowiadać historie. O kim i o czym najbardziej? Jak one rodzą się w twojej głowie?

Yaszczuk: Od zawsze bardzo dużo myślę. Jestem kompletnym overthinkerem. Dodatkowo ciekawe historie i postacie od zawsze mnie fascynowały, ciągnęło mnie najbardziej do utworów, które były swego rodzaju małymi opowiadaniami. Historie w mojej głowie rodzą się same, kiedy w życiu przytrafiają się różne sytuacje. Choć w zasadzie powinienem powiedzieć, że rodzą się pewne obrazy, sceny, wersy. Im silniejsze przeżycie, tym więcej takich impulsów. Jest to natłok myśli, który próbuję zebrać w jedną spójną całość. Często najpierw na kartkę przelewam strumień świadomości, aby potem ułożyć z niego tekst. Jak puzzle.

FT: Jakie historie opowiadasz na debiutanckiej EPce „Y”?

Y: Jest tam pięć historii z różnych momentów w moim życiu. W zasadzie cała EPka zaprezentowana jest w odwróconej chronologii – rozpoczynamy „Otchłanią Mrocznych Pokus”, utworem najświeższym i cofamy się w czasie kończąc na stworzonym ponad 6 lat temu „Hero & Leander”. Choć żadna historia nie mówi bezpośrednio o mnie („Hero & Leander jest np. muzyczną interpretacją mitu greckiego) to każda postać reprezentuje pewną wersję mnie, pewną personifikację moich przekonań, obaw, lęków, przemyśleń lub emocji. Zawsze staram się też zawrzeć pewną konkretną treść w każdym wersie, nawet najbardziej abstrakcyjnym.

Nie inaczej jest na tej EPce. Gdy śpiewam o greckich bogach i Jezusie w „Otchłani Mrocznych Pokus”, nie bez powodu są oni w tych konkretnych fragmentach utworu i wykonują te konkretne czynności. Nie bez powodu Freddie Mercury świruje akurat z Erosem. W utworze „Pan Y” – odpowiedzi na utwór „Pani X” Suzi – nie bez powodu ludzie wariują, widząc lecących kochanków, a w utworze „Fear” nie bez powodu zarysowana jest relacja między mentorem/ojcem/Bogiem, a uczniem/synem/wiernym. Nie chcę jednak odbierać słuchaczom przyjemności interpretacji, dlatego dalej moje usta milczą (śmiech).

FT: Jesteś nie tylko wokalistą, ale również aktorem. Czy muzyka jest dobrym medium do opowiada fabuły? Czy fakt, że, co do zasady, nie ma do niej obrazu ani ruchu, jest wadą, czy zaletą tego medium? Bo może pozostawia pewną dozę interpretacji słuchaczowi?

Y: Uważam, że nie ma złego medium do opowiadania fabuły i historii, ponieważ opowiadania są fundamentalną częścią człowieczeństwa. Myślę też, że nic nie przemawia do ludzi lepiej, niż opowieść czy historia. To dzięki tej pierwotnej potrzebie mamy dziś legendy sięgające setek czy tysięcy lat. Muzyka w niczym nie odstaje, a nawet – tak jak mówisz – pozostawia wyjątkowe pole do zobrazowania sobie wszystkich scen, o jakich słuchamy.

Większą różnicą, jaką obserwuję, jest raczej społeczne podejście do autentyczności i szczerości w przypadku różnych form wyrazu artystycznego. W przypadku sztuk teatralnych, filmów lub książek nie mamy wątpliwości, że wszystko co obserwujemy jest jedynie fikcją i niekoniecznie przedstawia biograficzne wątki scenarzysty lub reżysera. Wiemy, że np. reżyser filmowy Quentin Tarantino nie próbuje wykrwawić każdego, kto zajdzie mu za skórę (śmiech).

FT: Z muzyką jest inaczej?

Y: Istnieje pewne przekonanie, że jeśli artysta śpiewa o danych scenach, nawet mocno drastycznych, to ich faktycznie doświadczył. To jest dla mnie fascynujące, bo przecież pisząc tekst mamy dokładnie tę samą możliwość podkolorowania fabuły, jak w przypadku scenariusza. Ja niejednokrotnie tak robię i stąd moje powiedzenie, że „wszystko, co dzieje się w moich historiach, tam też pozostaje”.

FT: Wraz z Olandrą realizujesz projekt Cohen&Cave, w ramach którego gracie piosenki Leonarda Cohena i Nicka Cave’a, zarówno po polsku, jak i po angielsku. Dlaczego akurat ci artyści?

Y: Zarówno Cohen, jak i Cave są absolutnymi mistrzami w tworzeniu światów, opowieści i postaci. Nie boją się poruszać tematów naprawdę trudnych (weźmy choćby utwór „O Children” Cave’a lub „You Want It Darker” Cohena). Nie mają też problemu z tematami delikatnymi, lekkimi i zabawnymi (przykłady „Suzanne” czy „More News From Nowhere”). Do tego tworzą z ogromną klasą. Obaj odcisnęli ogromne piętno na mnie i na Olandrze. Co ciekawe, bardzo naturalnie podzieliliśmy się w tym duecie – Ola pomaga mi lepiej zrozumieć Cohena, a ja pomagam jej wejść w pokręcone światy Cave’a.

FT: Jak trudne jest przełożenie ich tekstów na nasz język?

Y: To wyzwanie, ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że kocham to robić. Mówiłem wcześniej o przyjemności interpretacji, jakiej nie chcę odbierać swoim słuchaczom, ponieważ sam uwielbiam ten proces rozszyfrowywania i analizy tekstów obu artystów. Zdecydowanie więcej tłumaczyłem oczywiście Cave’a – Cohena znakomicie przetłumaczył w większości Maciej Zembaty. Tutaj nadmienię, że współpracujemy również z Julią Wilde – wierszopisarką i tłumaczką, która przetłumaczyła pojedyncze teksty do projektu, a także utwór „Otchłani Mrocznych Pokus” z mojej EPki – oryginał napisałem po angielsku.

Proces przekładu na pewno jest sporą gimnastyką, polski nie jest jednak tak bogaty w jednosylabowe czasowniki i rzeczowniki, jak angielski. Mamy też zwyczajnie dłuższe słowa, więc pomieszczenie tego w wyznaczonych taktach jest pewną trudnością. Ja jednak lubię to robić, bo przypomina to… puzzle (śmiech).

Rozmawiał: Jakub Styczyński

O autorze:

Jakub Styczyński
Jakub Styczyński
Redaktor naczelny, producent i ogarniacz techniczny FINE TUNE. Od pięciu lat związany z Dziennikiem Gazetą Prawną. Na swoim koncie ma prestiżową nagrodę Grand Press w kategorii Dziennikarstwo Śledcze oraz dwie nagrody im. Władysława Grabskiego, ufundowane przez Narodowy Bank Polski.