[WYWIAD] SONAR – Nowa
płyta już się robi!

Na swojej drugiej płycie chcą zamknąć klimat słonecznej Italii z dodatkiem emocji, które reprezentuje ich muzyczny projekt – SONAR

Na swojej drugiej płycie chcą zamknąć klimat słonecznej Italii z dodatkiem emocji, które reprezentuje ich muzyczny projekt – SONAR.

fragm. fot. Filip Blank

FINE TUNE: Wreszcie mamy ładną pogodę, nadchodzi czas plenerowych koncertów – a co wam poza tymi występami sprawia wiosną największą radość?

Łukasz Stachurko: Z pewnością taką rzeczą jest jazda na rowerze.

Lena Osińska: Ja przykładowo bardzo uwielbiam ten pierwszy dzień, kiedy można wyjść bez kurtki.

Ł.S: No tak, i wtedy wracam do domu z zapaleniem płuc.

L.O: Zawsze jesteśmy zbyt optymistyczne nastawieni do pogody. W tym roku wiosna zawitała do nas jednak wcześniej, bo jakiś czas temu mieliśmy okazję odwiedzić Włochy. Tam w marcu temperatura sięgała nawet dwudziestu pięciu stopni. Szybko opanowała nas euforia z tego powodu, a później musieliśmy przypłacić to lekkim przeziębieniem.

Niedawno rozpoczął się sezon matur – to też taki czas wchodzenia młodych osób w dorosłość. Cofnę się trochę do waszej przeszłości, bo zastanawiam się, czy wam zdarzało się uciekać od tych szkolnych obowiązków, by móc właśnie spełniać się w swojej prawdziwej pasji – czyli muzyce. Wagarowaliście często?

Ł.S: Pamiętam, jak w liceum raz poszedłem na wagary i próbując kupić piwo, w sklepie trafiłem na nauczycielkę ze szkoły. Na studiach już dość regularnie zrywałem się z zajęć, dlatego moja „kariera” naukowa ciągnęła się dość długo.

L.O: Ze mną było podobnie. Podczas wagarowania przechodziłam przez tory i złapała mnie policja. Zawsze łapią mnie na takich durnotach. Kiedyś dostałam też mandat za przejście na czerwonym świetle. Tak właśnie płacę za swoje życiowe błędy (śmiech).

fragm. fot. Filip Blank

Za wami podróż do słonecznej Italii. Co was sprowadziło do tego miejsca?

L.O: Byliśmy w Turynie, pojechaliśmy do naszego znajomego.

Byliście tam na jakimś koncercie?

Ł.S: Z uwagi na studencki charakter miasta Turyn nie rozpieszcza, jeśli chodzi o propozycje ciekawych wydarzeń muzycznych. Ale udało nam się wbić na (nigdzie nie reklamowany) set DJ’a Louie Vega. Jeśli chodzi o cel naszej podróży, to były to po prostu długie wakacje ze szczyptą pracy nad muzyką. Miesiąc spędzony w Turynie spowodował, że mieliśmy niesamowita okazję poczuć klimat tego miejsca. Poznanie miasta od podszewki, zagubienie się w nim…

L.O: Poznanie nowych ludzi i kultury naprawdę nas zainspirowało. Muzyka, którą tam zrobiliśmy zawiera w sobie właśnie ten czas i emocje, jakie mieliśmy okazję przeżyć w tym miejscu.

Ł.S: Dlatego powstała chyba najweselsza muzyka, jaką udało nam się kiedykolwiek wspólnie stworzyć. Ale poza tym królowało obijanie się, jedzenie dobrych rzeczy, degustacja wina, przejażdżki na rowerze – to były główne zajęcia, które zapełniały nam tam czas.

L.O: Trochę tak było! Ale przede wszystkim z tego wyjazdu wynieśliśmy dużo dobrej energii…

Ł.S: I nowy album!

,,Jeśli chodzi o cel naszej podróży, to były to po prostu długie wakacje ze szczyptą pracy nad muzyką. Miesiąc spędzony w Turynie spowodował, że mieliśmy niesamowita okazję poczuć klimat tego miejsca. Poznanie miasta od podszewki, zagubienie się w nim…”

To kiedy możemy spodziewać się premiery?

Ł.S: W wakacje powinien pojawić się letni singiel wraz z klipem, cały album ukaże się na początku przyszłego roku.

L.O: Słowo się rzekło.

Lena, a na nowej płycie będziesz śpiewać po włosku?

Ł.S: No Lena, mów! (śmiech) Przecież ten włoski tak świetnie ci idzie!

L.O: Myślę, że poczekamy z tym do trzeciej płyty (śmiech).

Jest jeden motyw, który będzie skupiał wasz nowy krążek?

Ł.S: Na pewno można powiedzieć, że będzie bardziej taneczna, weselsza. Oczywiście wszystko w ramach naszego brzmienia.

Czyli włoski klimat wkradł się wam do waszego świata muzyki.

Ł.S: Na tym wyjeździe towarzyszył nam niepowtarzalny komfort. Przez miesiąc bujaliśmy się razem po mieście. Mogliśmy rozmawiać na różne tematy i inspirować się tym wszystkimi rzeczami, które nas otaczały. Ale na pewno nie jest też tak, że ten włoski klimat zdominuje nowy materiał. Tam dalej będą nasze emocje i towarzysząca muzyce SONAR-a nostalgia – tego z pewnością nie zabraknie!

Teksty na wasz nowy album napisze Lena? Czy może w tej kwestii do współpracy zaprosicie innych artystów?

Ł.S: Jeszcze nie wszystkie teksty są gotowe. Ale już możemy powiedzieć, że do dwóch kawałków teksty napisał Mateusz Holak. Natomiast Lena zaczęła już pisać teksty po angielsku.

L.O: Chcę, żeby na tej płycie znalazło się coś mojego, by ten materiał stał się bardziej osobisty.

Ł.S: Rozpoczęliśmy również współpracę z Maćkiem Polakiem, świetnym tekściarzem i niezwykle inspirującym człowiekiem.

,,Przez miesiąc bujaliśmy się razem po mieście. Mogliśmy rozmawiać na różne tematy i inspirować się tym wszystkimi rzeczami, które nas otaczały. Ale na pewno nie jest też tak, że ten włoski klimat zdominuje nowy materiał. Tam dalej będą nasze emocje i towarzysząca muzyce SONAR-a nostalgia – tego z pewnością nie zabraknie!”.

Tylko mężczyźni piszą dla Leny?

L.O: No właśnie teraz tak pomyślałam, że powinnam zgłosić się do jakiejś kobiety, która pisze teksty…

Ł.S: Tak się składa, że znamy głównie mężczyzn, którzy piszą teksty.

To może właśnie czas poznać jakąś zdolną tekściarkę.

L.O: Tak nas do tego przekonujesz, a może ty piszesz teksty?

Ja piszę wyłącznie do szuflady! Ale zazwyczaj jest tak, że nawet ona ich nie chce przyjąć. I kiedy wkładam je do środka i zamykam szufladę, to ona od razu tak wypada z komody. A później wyrzuca moje teksty na podłogę – taki już mój los! ,,Odpalam się jak epizod od nowa” – to fragment tekstu waszej piosenki. Zastawiam się, czy w ostatnim czasie postanowiliście zacząć coś robić ,,od nowa”?

L.O: Od niedawna planuję rozpocząć zupełnie nowy etap w moim życiu, a mianowicie chcę wyprowadzić się od rodziców i wreszcie zamieszkać ,,na swoim”. Czas na krok ku dorosłości (śmiech). Mam nadzieję, że te plany wreszcie się spełnią. Zaraz po koncertach, moją ulubioną rzeczą w byciu w trasie, jest właśnie to, że mam jedynkę w hotelu.

Ł.S: Królewna! (śmiech)

L.O: To nie o to chodzi… (śmiech). Po prostu lubię to uczucie, kiedy wchodzę do pokoju i mam swoją przestrzeń. Jestem już na takim etapie, gdzie potrzebuję pobyć trochę w samotności – to wszystko.

źródło: instagram.com/lenahype

Ciągnie cię do tego wyprowadzenia się z rodzinnego gniazdka, a co na to rodzice? Nie mówią: ,,Boże, dziecko! A gdzie ci będzie lepiej jak nie u nas w domu?!” ?

L.O: Nie, nie… (śmiech). Oni doskonale to rozumieją. Są też wyrozumiali jeśli chodzi o to, co robię i bardzo mnie wspierają.

A Ty Łukasz? Czego najbardziej teraz potrzebujesz?

Ł.S: Po tych ostatnich intensywnych muzycznie latach planowałem trochę odpocząć od dźwięku i skupić na innych pasjach. Lubię np. zajmować się montażem wideo. Myślałem też nad powrotem do projektowania wnętrz (bo kiedyś i to zajmowało mój czas). Ale do tego zajęcia trzeba mieć dużo przestrzeni, a póki co, mimo planów, muzyka i tak dominuje mój świat.

No i bardzo dobrze się składa, zaprojektujesz coś koleżance z zespołu. Lena, patrz jak załatwiam ci projekt twojego nowego mieszkania za darmo.

Ł.S: No pewnie, jak już na coś się zdecyduje, to może liczyć na moją pomoc.

L.O: Super, mam to teraz nagrane. Już nie będziesz mógł się wykręcić od pomocy!

Pracujesz już z Leną od jakiegoś czasu, jestem ciekawa, co według ciebie wniosła obecność tej młodej damy do waszego projektu?

Ł.S: Ja od zawsze robię ,,dziewczyńską muzykę”.

No nawet przy okazji naszej ostatniej rozmowy usłyszałam od ciebie i od Wojtka, że na Facebooku wyświetlał wam się komunikat: ,,Wasza grupa docelowa to kobiety w wieku 25 – 35 lat…”.

Ł.S: Ja chyba mam kobiecą wrażliwość (śmiech). Obecność Leny powoduje, że emocje w naszej muzyce są jeszcze bardziej widoczne. Poza tym lubię towarzystwo fajnych dziewczyn!

L.O.: No tak! Łukasz przecież już współpracował z Justyną Święs i Pauliną Przybysz – więc to nie jest dla niego żadna nowość.

Ł.S: Z Leną zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Znamy się dopiero od ponad 1,5 roku, ale mamy wrażenie jakbyśmy się znali dużo dłużej. To wielki komfort pracować z osobą, którą się lubi i chce się z nią spędzać czas.

źródło: instagram.com/sonar_muzyka

Lena, w jednym z wywiadów z tobą przeczytałam, że na początku swojej muzycznej ścieżki planowałaś, że będziesz pracować w pojedynkę. Ale zmieniłaś zdanie – i jak ci się podoba to męskie towarzystwo w twoim świecie muzyki?

Ł.S: No teraz uważnie słucham, lecisz z tym!

L.O: Na pewno jest to duże wyzwanie. Kiedy pracujesz w tyloma osobami trzeba znaleźć pewien kompromis, żeby projekt mógł w ogóle funkcjonować. Chociaż u nas jest tak, że jeśli jednej osobie coś się nie spodoba, to zostawiamy to i idziemy dalej – szukamy nowych rozwiązań. Ale muszę przyznać, że podczas powstawania materiału na nową płytę szybko udało nam się znaleźć sposób pracy, który wszystkim by odpowiadał. Też dość szybko osiągnęliśmy porozumienie, jeśli chodzi o dobór elementów, z jakich ma się składać nasz nowy krążek. Może to dlatego, że przebywaliśmy w jednym miejscu, a nie, jak wcześniej, każdy zamknięty w swoich czterech ścianach. Ten włoski klimat też bardzo nas zintegrował. Teraz wielu artystów robi muzykę na odległość – przez internet. Pochłonął nas wirtualny świat, ludzie mają ze sobą coraz mniej bezpośredniego kontaktu. Fajnie, że mieliśmy komfort tego wspólnego eksperymentu muzycznego.

,,Znamy się dopiero od ponad 1,5 roku, ale mamy wrażenie jakbyśmy się znali dużo dłużej. To wielki komfort pracować z osobą, którą się lubi i chce się z nią spędzać czas”.

Kiedy wspominacie o tej wspólnej podróży, to od razu przypominają mi się historię tych dawnych zespołów. Dawniej wielu artystów przed nagraniem płyty udawało się w jakąś podróż.

Ł.S: No tak, tylko że teraz nie ma za bardzo na to warunków. Nie jest tak prosto zafundować sobie miesiąc urlopu od codziennego życia. Nam na szczęście się udało. Akurat wyjechaliśmy do mojego przyjaciela, który mieszka tam już od jakiegoś czasu. To fajne uczucie mieć przy pracy drugą osobę – obserwować jej reakcję na to, co przed chwilą zrobiłeś. Możesz zapytać ją od razu o zdanie. Np. kiedy ja siedziałem przy kompie i coś tam ogarniałem, to Lena właśnie w tym momencie gotowała i będąc blisko mogła od razu dać mi znać, gdy usłyszała coś fajnego…

L.O: ,,Gotowała” to za duże słowo (śmiech).

Ł.S: Było smacznie! A wracając do naszej współpracy – cieszę się, że przebiega ona w naturalny sposób. Fajnie, że nie ma sztuczności i robienia czegoś na siłę – nie mówimy ,,ty zrobisz to, a ty musisz zająć się tym”. U nas to wszystko wychodzi samo z siebie, w pewien sposób się dopełniamy – i to jest chyba najlepszy przepis na udany projekt.

Rozmawiała: Małgorzata Sawa

O autorze:

Gośka Sawa
Gośka Sawa
Studiuję dziennikarstwo. Można powiedzieć, że z muzyką jestem związana od zawsze, bo urodziłam się ,,Trzynastego'', o którym kiedyś śpiewała Katarzyna Sobczyk. Uwielbiam odwiedzać Kraków. Poza muzyką, interesuję się też polityką i fotografią.